Moda na parkingi zlokalizowane przy pętlach MPK. Końcowy przystanek takiej linii ma oznaczenia P+R – bo to brzmi dumnie. „Łatwiej” w Polsce powiedzieć Park & Ride niż parkuj i jedź. Szczególnie gdy się weźmie przekaz idący ze skrótu: P+R, to zagadka w sam raz od Sfinksa, a Pij? Zachęta do podróżowania po pijaku? Ludzie skostniali stają się uczuciowo dyskretni w czas mrozów, co rozrzedza gęstość spostrzeżeń, więc radzę sobie dywagując. Książkowo najlepsze z warzyw? Best seler!
W autobusie kobiety solidne i tajemnicze. Jak Bieszczady. Rzadko zasiedlone, piękne lecz zdecydowanie młodsze od gór, choć wymodelowane na wzór i podobieństwo. Swobodnie mogłyby startować w lżejszych kategoriach sumo – dwie sumitki na macie się sumują? Sumitują? Nieważne, byle się nie rozsmarowywały po macie (zmatowiały? Szach-matowały?). Na przystanku w lichym wdzianku (brzmi jak początek dziecinnej wyliczanki) foliowej torby marzną zapomniane przez kogoś jabłuszka i mandarynki. W tramwaju kobiety potrafiące szeroko rozsunąć stopy, trzymając przy tym kolana razem. To trudna sztuka i ukradkiem, żeby mnie nikt nie podejrzał – usiłuję. Niewygodna pozycja, ciężka do utrzymania siłą woli, bo sprzeczna z przyzwyczajeniami mięśniowymi.
Kłąb czarnych ptaków leniwie krąży ponad rozgrzebaną ulicą nieopodal Rzeki i cierpliwie czeka na padlinę, wierząc że musi się trafić jakiś kąsek. Czyściciele plądrują uliczne kubełki, bezbłędnie wyłuskując opakowania również szklane i plastikowe obciążone dziedzictwem spadku – pięćdziesiąt groszy za sztukę, to chyba lepszy zarobek, niż puszka po piwie. I konkurencja mniejsza, i łowisko większe.
Po południu zaczął się czas kormoranów. Najpierw, z okien tramwaju widziałem siedzące na Rzece na skraju lodu. Wyglądały jak czarne, szachowe bierki. Później, wysoko na niebie wielkie klucze leciały w górę Rzeki, za Miasto. Może o czymś wiedziały, ale nie ostrzegały krzykiem, tylko co sił w skrzydłach uciekały za Miasto. Za to wsiadając do autobusu uśmiecha się do mnie brunetka, której nie znam na pewno. Dziwne, ale po takim początku, zamiast się przysiąść, bo miejsce było wolne, poszła sobie daleko hen. Więc może mi się zdawało, bo raczej jej nie przestraszyłem. Szkoda. Miło byłoby posiedzieć obok zadowolonej kobiety.
Lubię te drobne detale, które zwykły tramwaj czy autobus zamieniają w małą scenę teatralną – kormorany, leniwe krążące ptaki, jabłuszka w foliowych torbach, a do tego te „szachowe bierki” na lodzie. 🖤 Czuć w tym wszystkim zarówno ciekawość świata, jak i delikatną samotność obserwatora.
OdpowiedzUsuńrobię co mogę, żeby nie wpadać w rutynę codzienności. rozglądam się szukając czegoś, co nie zdarza się co rano.
UsuńPodchodziłam do tego tekstu kilka razy, wybacz ale juz jadę tym tekstem jak tramwajem bez rozkładu, zahaczam o cudze kolana, ptaki i skróty myślą za mnie. To moje osobiste P+R, parkuję w ironii, jadę na czułości, zanim sens odleci za Miasto.
OdpowiedzUsuńcóż. żeby nie zamęczył Cię, wkleję coś nowego.
Usuńleżę chora i słucham Gołoborze, jadę tramwajem zemsty, chociaż chyba zaczynałam tę podróż na furmance :D
Usuńja także leżę chory. trudny czas.
UsuńZdrowia Oko!
Usuńwzajemnie
UsuńA nie masz tam gdzieś pod ręką zadowolonej kobiety, żeby koło niej usiąść? Może sam wybraną kobietę zadowolisz, a potem obok niej usiądziesz? Widzisz? Możliwości są różne.
OdpowiedzUsuńnie wszystko jest "na sprzedaż" i co w alkowej, niech tam zostanie. a drobne zachwycenia niech się trafiają, jak rodzynki w serniczku.
Usuń