Pierwszy raz widziałem, jak motorniczy podszedł do gościa objuczonego psami i kazał mu założyć zwierzętom kagańce, albo wyjść z tramwaju. Gość wychodząc „na spacer” z dwoma lisami oczywiście nie miał, więc wysiadł. Nie jestem wrogiem zwierząt, ale ludzi, którzy usiłują obarczyć swoją pasją innych. Naprawdę? Wycieczka tramwajem dla psa? Nawet ja, kompletny laik widzę, że im to nie służy. Podobnie jak stanie w kolejce po bułki, czy sprzęt RTV. Kozacze stada prowadzą gawędy głośno, bezwstydnie i tylko czekają, żeby się zmierzyć z kimś, kto nie dysponuje przewagą liczebną. Buta niemierzalna. Ech!
Pani, globalnie miękka zbiegała schodami z wiaduktu SINUSOIDĄ! Ten element miała dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, gdyż po zstąpieniu z najniższego schodka bez cienia nieciągłości funkcji kontynuowała bieg w poziomie. Za to na wiadukcie trafiam panią, której czas przemalował włosy na ciemny popiel. Kobieta idzie z przymrużonymi oczyma. Czy spoza owych szparek cokolwiek widzi, tego pewien nie jestem, ale idzie na tyle pewnie, że żadnego wsparcia nie potrzebuje.
Idę, bo pogoda, bo czas pozwala, bo mogę i chcę. Idę. Idę i myślę, a moje myśli jakoś tak mało wiosenne. Bo moje Miasto mnie nienawidzi. Nie wiem za co, ani dlaczego. Ale tak jest. Moje chodniki, po których dreptam od lat zamienia w ścieżki rowerowe, spychając mnie na peryferia. Wielojezdniowe ulice z torowiskami w środku dzieli sygnalizacją świetlną na absurdalne interwały, nie dające mi płynnie przejść jednej ulicy. Najwyraźniej płynność zarezerwowana jest dla pojazdów. Nie dla mnie. Bo kto to widział trafić dwie jezdnie z torowiskiem w środku i tylko przez nie dałoby się przejść nie łamiąc umowy społecznej? Albo skrzyżowanie, które usiłuję przebiec, żeby zdążyć na „zieloną falę” – bezskutecznie. W pół drogi na wysepce czerwień świateł wstrzymuje mnie na dwie, może trzy minuty. Wysiadam z komunikacji zbiorowej przed marketem budowlanym i co? Współczesna „inżynieria” dyplomowana, utytłana, obsobaczona medalami i Bóg wie czym – ZAPOMNIAŁA O CHODNIKU! Do marketu można wyłącznie dojechać! Dlaczego? Bo w bagażniku mieści się więcej zakupów, niż w plecaku piechura. Koszmar! Zasapałem się, więc z trudną do ukrycia satysfakcją przeczytałem na przystanku informację z elektronicznej tablicy: JAKOŚĆ POWIETRZA DOBRA – od razu mi lżej i głębiej zaciągam się tym, co mi oferuje Miasto! Może nie jest takie złe, skoro powietrze, mimo zagęszczenia ruchu i trudności paliwowych wciąż można określić, jako jakościowo dobre?
Kozacze stada obsiadają miasta stadami. U mnie w klatce mieszkają nawet jacyś opuchłoocy Kałmucy.
OdpowiedzUsuńa polski w odwrocie - coraz trudniej spotkać.
UsuńNaprawdę trudno. Szkoła zakozaczona, bloki zakozaczone, ulice zakozaczone, a we mnie pamięć tego, czemu cudem uszła moja rodzina (w tym mający 2 latka tato) jest wciąż żywa. I czasem się boję...
Usuńtylko czasami? tam nic się nie zmieniło. pomniki Bandery wciąż powstają.
UsuńPan objuczony psami nie wie jeszcze, że wózek dla psów może kupić?
OdpowiedzUsuńWiduję takie, w coraz większej liczbie, a podobno psy muszą się wybiegać...
Podobno są też dla kotów.
Usuńw tramwaju? wybiegać? rany boskie!
Usuńani w tramwaju, ani w wózku, na trawnikach mają biegać!
Usuńjotka
na czyich? i kto pozbiera z tych trawników oprócz twardej kupy te miękkie objawy typu sraczka, albo mocz? niech wydalają na prywatnych posesjach posiadaczy, a nie mi pod oknem. oglądałem dzień świra i naprawdę nie dziwię się reakcji bohatera - rozumiem jego wściekłość. mieszkałem na pierwszym piętrze nad 80 m2 trawnikiem, jedynym w okolicy. latem ciężko było otworzyć okno, bo setka psów kilka razy dziennie upuszczała mocz pod moim oknem. okropne!
UsuńO tak, rozedrgany tekst irytacji, która przebiera się za obserwację. Przyciąga mnie to napięcie: psy, tramwaj, światła, chodniki i obok tego ciche, niemal metafizyczne poczucie wypchnięcia poza własne miasto. Jakby codzienność była kaszmirowym płaszczem, który jednak drapie. Wtedy tytuł zaczyna pracować, to już nie przesada, tylko zmęczone westchnienie wobec świata, który działa… ale nie dla Ciebie.
OdpowiedzUsuńnie mieszczę się u siebie. tak się czuję, jakby Miasto uznało, że zawadzam swoją obecnością, choć jestem zakamieniałym tubylcem. woli obcych. może więcej płacą? może zachwycają się władzą niemiłosiernie panującą? nie mam pojęcia, ale na każdym kroku dostrzegam, jak coraz trudniej korzystać z tego co jest.
Usuń