piątek, 7 sierpnia 2026

Parkował w parku, by budować budy.

 

    Bałtyk. Spora kałuża, której brzegi nikną za horyzontem. Jakiś facet w piątym podejściu przepłynął. Jakaś pani już nie i wyciągnęli ją z wody jak dorsza po 58 kilometrach walki. Morze faluje. Czy jest wiatr, czy go nie ma. Może z przyzwyczajenia, bo samo już nie pamięta dlaczego faluje. Wyrzuca na brzeg porzucone (podrzucone) śmieci, zabawki, zapodziane skarpety, czy bieliznę zerwaną z rozgorączkowanych spontaniczną miłością ciał. Plastikowe zabawki napełnia woda i piachem. Do znudzenia powtarzając ów ruch. Hipnotyczny, plączący nogi. Może i zimny, ale nasz. Bez parzących meduz, rekinów, piratów (choć to ostatnie mocno niepewne). Pora wracać. By zatęsknić za piaskiem w kąpielówkach i słońcem wydziobującym z pleców liszaje. Wrócę? Jeśli budżet pozwoli, to pewnie tak. Chyba, że znów jakaś pandemia, czy inne nieszczęścia z internetu mnie powstrzymają.

4 komentarze:

  1. Bo to jest jak z seksem. Niby te powtarzalne ruchy, niby mogłoby się znudzić, ale jednak się tęskni i wraca, bez względu na stan finansów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ludziska łażą w te i z powrotem wzdłuż brzegu, jak jakieś oszołomy i powtarzają to każdego dnia - ja też.

      Usuń
    2. To jest jak medytacja...Ewa

      Usuń
    3. hipnoza. morze wciąga. jak się idzie i gapi pod nogi, to nie wiadomo kiedy brnie się w głąb.

      Usuń