Żeby zaistnieć i zagęścić szum medialny wokół siebie… (Ja wiem, że jestem wielki, ale skąd oni mają to wiedzieć, jeśli ja im tego nie powiem?) postanowiłem coś zrobić. I tu przykrość, bo łatwo jest powiedzieć, a zrobić już nie. Po pierwsze trzeba umieć coś zrobić, mieć smykałkę, talent i cierpliwość. A to deficytowe towary i trwonić na rzecz opinii publicznej byłoby grzechem. Więc nie. Absolutnie nie zajmować się tworzeniem, bo każde dzieło ktoś ukradnie – jak nie koneser, to sztuczna inteligencja. A zawiść przy tym okrutna – publika nie lubi, kiedy ktoś jest „lepszy”, bardziej uzdolniony i jeszcze potrafi przekuć zalety w coś trwałego. Lepiej nie ryzykować szykany i globalnego potępienia.
Rozsądniej przyjrzeć się gwiazdkom i brać przykład z tych najjaśniejszych. Czym się dzielą? Wiadomościami, gdzie spędzają czas wolny od pracy, co zjedli na koszt sponsora i z jakiej części garderoby udało im się „wyskoczyć” bez trwałego uszczerbku na zdrowiu. Fizycznym, bo psychiczne jest poza zasięgiem, chronione potężną tarczą granitowego ego. Ostatnio modne było cięcie fryzur na gładko w celach tak szlachetnych, że branża fryzjerska odnotowała wzrost gospodarczy ku uciesze fiskusa. Ja? Nie dysponuję spektakularnym upierzeniem, którego mógłbym się pozbyć wzbudzając ochy i achy, czyli musiałem sięgnąć po bardziej dramatyczne rozwiązanie.
Druga, ekstremalna moda na popełnienie czegoś w szlachetnym celu, by się nie narobić, a przy okazji (powiedzmy) zarobić, to rozebrać się do golasa. Łatwe? Niby tak, jednak zawsze jest jakieś ale. Paparazzi mają uciechę, gdy dopadną włosek niewłaściwie rosnący, pieprzyk, piega, czy tatuaż z błędem ortograficznym. Dlatego przed popełnianiem szlachetnego czynu, najlepiej zrobić ogląd stanu posiadania w przestrzeni wolnej od elektroniki i zawczasu zareagować. Nienajgłupszym rozwiązaniem, byłby prywatny krytyk, złośliwy jak jasna cholera, żeby wytknął co tylko się da, a nie głaskał. Najzłośliwszym bydlęciem w okolicy byłem ja, więc czym prędzej przytargałem babcine lustro do sypialni, z której wywaliłem smartfony, komputery, telewizory, a nawet wibrator. Kto wie, co i komu „opowiada” niemiłosiernie eksploatowana maszynka?
Ciuch spadł niemal bezgłośnie, a lustro zatchnęło. Wiedziałem, że jestem boskim okazem, ale aż tak? Przyjąłem, że taki komplement na początek cyklu, to znakomity prognostyk. Niech milczy i się gapi mebel bez wstydu! Pieprzyki policzyłem skrupulatniej, niż słupki maturalne, uznając, że za mało ich nie jest i nie trzeba dorabiać – wstyd byłby straszny, gdyby się taki odkleił w trakcie sesji. Za dużo też ich nie było i piegowatego jaja nie przypominałem. Gorzej, że trochę ono jajo trochę już tak. Odchudzić? Za jakie grzechy? Toć to wysiłek na długie miesiące! Poszedłem na kompromis i postanowiłem zerżnąć kupę, a do zdjęć wyjść na czczo. No, po dwóch batonikach z czekoladą, ale nie więcej. I stanąć pleckami do foty, żeby nie pokalać obrazu opuchlizną brzuszną miękko spływająca w strefę intymną.
Przegląd sierści poszedł już mniej komfortowo. Niedostatki na biegunie północnym rekompensowała sierść rosnąca dosłownie wszędzie poza łbem. Jeszcze który głupek pomyli tyłek z głową i będzie śmiesznie. Zapuścić na łbie wymagałoby magika, łatwiej będzie tyłek ogolić. Fryzjerzy po ogólnokrajowym cięciu łbów w szlachetnym celu mają pewnie wolne moce przerobowe i dobrze rozgrzane ręce. A skoro tyłek, to i nogi, plecy, pachy i te tam… utensylia. Znaczy genitalia. Bez depilacji ani rusz. Aż dziw, że tyle wytrwałem w stanie dziewiczym, choć samo dziewictwo pożarła dawno temu pewna niezwykle zachłanna niewiasta.
Trzeba uczciwie przyznać, że nago kobieta wygląda lepiej od mężczyzny. Nic nie majta, opływowe kształty, nic tylko przytulać. Zmienić płeć? Trochę za dużo zachodu dla paru fotek, nawet w szczytnym celu. Poza tym głos. Też wypadałoby go jakoś zmiękczyć. Właśnie! Czy ja będę coś gadał? Warto byłoby zadbać o struny głosowe i miękkość wypowiedzi. Taki głos, jak ma kobieta po spełnieniu. Albo Czubówna w szczytowej formie. Jak to zrobić bezkosztowo, bo przecież ekonomia klęknie na etapie cywilizowania ciała z futra? Eureka! Zenuś pomoże! Zenek gejem nie jest, ale praktykującym erotomanem. Zerżnie wszystko, co ma choć cień dziurki, a jak nie ma, to zerżnie podejrzenie dziurki. Przynajmniej tym się chełpi. Strach go do domu zapraszać, bo dziurka od klucza ma tak intrygujący kształt, że gotowa stać się nieodpartą i ulegnie. Po wizycie Zenka głos będę miał uduchowiony i o oktawę wyższy. Nie wiem tylko, czy jestem gotowy na taki zabieg, ale to wyjdzie w praniu. Znaczy w naturze.
Podsumowując założenia – kasę na depilację permanentną zabezpieczyć, Zenka uwolnić od nadmiaru nasienia i kontrolować, czy osiągnąłem optymalną wysokość zaśpiewu, powiadomić zaprzyjaźnionych fotografów i pismaków o zamiarze, odziać się tak, by gdy rozdziać się przyjdzie nie wyglądać jak marabut walczący z padliną i uśmiechać się do kamer nawet dupskiem. Kiedyś, gdy mieli klisze było łatwiej – parę fotek i zmieniali film, a teraz? Karta pamięci gotowa pochłonąć wiedzę współczesną i mieć miejsce na ploteczki. Uśmiechać się trzeba godzinami i nie pozwolić na grymas, bo na pewno uchwycą. Myśleć o czymś przyjemnym, broń Boże o Zenku. Wytrzymać i patrzeć, jak rosną słupki i zasięgi. Raj w zasięgu ręki. Plan jest doskonały i nic nawalić nie może.
Och! Jeszcze cel szlachetny trzeba ustalić! Najlepiej wielki, bo im większy, tym chętniej zlatują się padlinożercy. Wolność dla murzynków z Kenii i miejsce do życia nieopodal Wenecji? Wolność dla całej Afryki i furtka do Europy czynna 24/7? Wolność dla niewiast z całego globu? W sumie bez różnicy, bo kto o celu pamięta, gdy goła dupa na wierzchu? Z ostrożności procesowej warto jednak zadbać o cel. Kto wie, co się zdarzy za parę lat? Bezpieczniej, żeby cel jednak był i to konkretny, trudny do zanegowania nawet przez oportunistów. Wolność dla całego świata? Szczęście wieczne? A co mi tam! Jak iść, to na całość. Własną wszak dupę poświęcam – WOLNOŚĆ DLA CAŁEGO WSZECHŚWIATA! I OKOLIC!
PS.1 Akcja była nad wyraz udana. Zadowoleni niemal wszyscy. Zenkowi z buzi banan nie schodzi, paparazzi i pracownicy WORLD PRESS zachwyceni. Po wielogodzinnej sesji zdjęciowej, gdy słupki i zasięgi zaczęły wzrastać ku niebu i czekałem zaproszenia na panteon, gdzie wszyscy bogowie mieli się kłaniać i podawać schłodzone drinki (po cichutku pytając o Zenka) zostałem strącony w otchłań bez dna. Bezlitosny administrator sieci skasował moje konto. W lakonicznej informacji przysłanej do mnie – nadużyłem. Ja? To Zenek mnie nadużył! A jeśli paparazziowie zrobili nadmiar zdjęć, to też nie moja wina. Chciałem walczyć z jawną niesprawiedliwością, jednak werdykt był nieubłagany i ostateczny – nadużyłem słowa dupa. Samo w sobie wielkim grzechem nie jest, za to sugestia, że jestem skłonny do nadużyć wypływa na wierzch jak gówno w wodzie. A z nadużyciami walczyć trzeba. Teraz, sławny jest administrator-pogromca. Strażnik prawości i cnót wszelakich.
PS.2 Dzwonek do drzwi. Zerkam przez Judasza, a tam Zenek z wielkim bukietem róż. Odwalony jak na chrzciny pierworodnego. Chyba chce mi się oświadczyć. Co robić?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz