A kiedy dojechałem w pobliże dworca i autobus wjechał na jeden z najgorzej utrzymanych fragmentów jezdni w Mieście, siedząca przede mną kobieta postanowiła namalować sobie twarz. Może nie całą, ale oczy i rzęsy, korzystając z podręcznej (torebkowej) palety farb. Z uznaniem patrzyłem na kunszt niewieści. Pani niewątpliwie miała spore doświadczenie wynikające z wieku, ale jezdnia naprawdę się starała, by zadrżała jej rączka. I tylko żal, że efektu nie zobaczyłem, bo wysiadała jakoś tak, że mogłem obserwować wyłącznie zaplecze, a o frontowej elewacji musiałem zapomnieć.
Radiowa prognoza pogody nadszarpnęła nieco moją wyobraźnię i poczucie geografii: Deszcze możliwe na linii Kraków-Kielce-Warszawa. Nijak nie potrafię wyobrazić sobie tej linii.
Też byłabym ciekawa efektu :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:)
może zaryzykujesz i spróbujesz sama? machnąć parę kresek i zobaczyć, jak wyszło.
UsuńJak będę gdzieś się przemieszczać komunikacją miejską to mogę zrobić eksperyment :)) Bo w samochodzie to za duże ryzyko jak dla mnie :)
Usuńnie ma pośpiechu
UsuńA malowanie twarzy w aucie na czerwonym świetle? Sztuka w stresie...efektów nie widziałam.
OdpowiedzUsuńnatura. coś trzeba robić czekając na zieloność
UsuńA może Barbara gra baraż z grabarzem Barabaszem w Zbarażu?
OdpowiedzUsuńa czemu nie.
UsuńOj tam, już nieraz malowałam się na czerwonym świetle! A moja Psiapsi, stojąc w korku lub na skrzyżowaniu, robi na szydełku.
OdpowiedzUsuńcudownie.
Usuń