Franek ma franka dla francy z Francji.
Pierwsze
fiołki strzegą furtki osiedlowej. W osłoniętych od wiatru
zakamarkach pojawiają się mniszkowe słoneczka. Czekając na
przychylność świateł dziewczyna wspina się na palce, by na
chłopięcych ustach odcisnąć żarliwe uczucia. Może słowa,
których należy słuchać duszą? Miło gdy człowiek nosi w sobie
podobne wrażenia, bo warto doświadczyć. W przejściu podziemnych
debatuje nad losem osiem szczurów. Nie są specjalnie duże, ale
ludzi jakoś specjalnie się nie boją. Uciekają, choć bardziej
przypomina to zabawę w berka niż paniczną ucieczkę. Zerkam do
wnętrza knajpki czekając na transport. Widać wyraźną
dysproporcję – trzynaście kobiet i tylko dwóch facetów. Na
dodatek panie siedzą stadami, a panowie samotnie. Co za czasy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz