Wiatr postrącał gołębie z gzymsów i piorunochronów. Wronom bez litości przeliczył lotki, trącając je niezbyt delikatnie. Psiarze łażą z zestawami wielopsowymi po placach zabaw dla dzieci, które z zachwytem patrzą, na zwierzątka, gdy te łakomym wzrokiem zerkają ku drzewom i trawom, żeby złożyć tam depozyt. Na niebie słońce gościło chwilę zaledwie, w sam raz, żeby nie dało się udawać, że nie było dnia. Kaprysy temperatury sprawiają, że ludziom trudno zdecydować się, ile warstw powinni założyć, by nie opuścił ich komfort termiczny.
Zgadza się, wczoraj wietrznie i nieprzyjemnie, dziś nowa odsłona, ale wielbiciele czerni nie odpuszczają nawet w najbardziej wiosenne dni.
OdpowiedzUsuńsiła w masie.
UsuńSubtelnie, jak to u Ciebie, kapryśna pogoda jest jak literatura :P
OdpowiedzUsuńdlatego rzeczy lubią wydarzać się w deszczach, burzach i po nocach. w majowe popołudnie jakoś mniej chętnie.
UsuńW mieście tutejszym słońce dzień po dniu nie odpuszcza. Wiosna w rozkwicie, a i moja zjadliwa zaraza ma się dobrze. Macham z łóżka!
OdpowiedzUsuńodmachiwam (się?) Tobie i zarazie na wszelki wypadek.
Usuń