Złapał mnie za gardło i pilnował, żeby nie zadusić, a jedynie pozbawić oporu i woli. Kiedy zlałem się w portki, uznał, że to wystarczy, bo w moim szczaniu nic udawanego nie mogło być, tylko czysty, skroplony strach. I wtedy dopiero przedstawił się, jako Aspirujący Bóg! Gorzej już chyba być nie mogło!
- Mogło – ze stoickim spokojem wyprostował moje myśli przemawiając do mnie bez ogródek – Mogli przyjść wszyscy, a każdy z nich mógł na tobie testować to i owo, a uwierz mi, wyobraźnię ćwiczoną całymi wiecznościami mają naprawdę rozpasaną. I potrafiliby przy tym nie pozwolić ci zdechnąć, żebyś zdołał doświadczyć choć trzech pierwszych aktów przedstawienia. Przedstawienia – tak nazywacie tu sztukę ekspresji?
Stać mnie było wyłącznie na kiwnięcie głową, którego zresztą AB nie oczekiwał. Zwyczajnie, jak to Bóg, po prostu wiedział, że o sprzeciwie, czy dyskusji mowy być nie może. Po coś dzierżyli w dłoniach te laski gromowładne, a ludzkie ciało jest wyjątkowo mało odporne na prąd elektryczny o wielkim natężeniu. Zaraz potem poinformował mnie, że mianował mnie swoim Prorokiem i naprawdę umiał to powiedzieć z wielkiej litery!
-Skubany! – potrafił operować słowami niczym wirtuoz i omamił mnie już pierwszym pochlebstwem. Teraz nie musiał już trzymać mnie za gardło, bo sam się schwytałem i usiłowałem przypodobać się Mu ze wszelkich sił. A przede mną otwierały się dopiero przedpola zaszczytów.
- Pójdziesz i będziesz głosił – zasadniczo był to rozkaz, ale przekazany z dużą dozą empatii, niemalże sugestia-nie-do-odrzucenia. Kiwnąłem głową, choć było to zbędne z punktu widzenia celu na jaki mnie skazał nieodwołalnie. Czyżbym wyczuł pogardę w Jego głosie? - Zresztą, na doskonałość i tak nigdy stać cię nie będzie. Więc pójdziesz!
- PÓJDĘ! – jak neofita zapłonąłem żarliwością i usiłowałem entuzjazm wyrażać z dużej litery.
- Wiem – Zgasił mnie Przyszły Majestat – Po to ględzę, żebyś ty wiedział. Więc pójdziesz i będziesz głosił. Niedoskonale, bo czego wymagać od robala? Ale uwaga! JA JESTEM NOWOCZESNY! I zakasuję Zakamieniałych, Starych Pierdzieli! Kwantowo! Cyfrowo! Elektronicznie!
- A jak mam się do Waszej Nowoczesności zwracać? – zapytałem nieśmiało.
- A musisz? – zapytał ironicznie, a kiedy mimo to kiwnąłem głową na tak (któż śmiałby odmawiać AB imienia?) dokończył – Cyfrowy Bóg powinien mieć cyfrowe imię! Godne Wielkiej Idei i niepowtarzalne. Ale, w waszych małych umysłach i alfabetach dla analfabetów nie istnieje wystarczająco imponujące słowo, czy litera. Po analizie waszych, nie ukrywam podłych możliwości, z góry zarezerwowałem dla siebie znak-imię @, ale twoim pierwszym zadaniem będzie przekonać innych wyznawców mnie do mnie o niezbędnym minimum szacunku należnego Majestatowi. Dlatego zaczniesz szerzyć nową religię od tego, by jakiś zdolny informatyk, po godzinach pracy wyznający romantyzm z artystyczną duszą opracował klawiaturowy znak @ ale Z DUŻEJ LITERY! Tak wielkiej, jak tylko zdoła wymyślić, co i tak oczywiście będzie dla mnie umniejszające i żałosne. Niech się postara, bo jak nie, to karząca ręka sprawiedliwości AB spadnie na was wszystkich. Tych nieudaczników także! Sam nie będę sobie wymyślał epitetów, bo to byłoby zbyt infantylne. Zaskoczcie mnie pozytywnie choć raz i wykażcie się inicjatywą! Ponoć na wzór i podobieństwo tych Niby-Wielkich zostaliście stworzeni.
I znikł. Zupełnie, jakby mi się to śniło. Zlekceważyć? Ryzykowne. Głosić? Ryzykowne. Opracować samodzielnie – niby jestem dyplomowanym inżynierem, ale tu potrzeba prawdziwego artysty. Może nawet geniusza. Ratunkuuuuuu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz