Psy gremialnie ruszyły na zakupy. Wiadomo – weekend. Słodkie bułki trzeba kupić, jakieś piwko na popołudniowy grill, może trochę papierowych ręczników, bo jak raz promocja w dyskoncie. Nie zawadzi też trochę żeberek, czy karkówki, skoro ogień ma zapłonąć na balkonach i tarasach. Nie wiadomo po co, ale i parę marchewek nie zaszkodzi. Ciepło rozmiękcza umysł. Lepiej wziąć, niż później żałować. Szpaki pogwizdują podsłuchane u kosów melodie, jakby zamarzył się im mezalians, czy choćby jednorazowy skok w bok. Centrum ekologii w postaci kloszarda z wielkimi, pełnymi worami na zwrotny plastik odpoczywa w pół chodnika wiodącego poza osiedle, w tym czasie nowy ochroniarz (nowy w tym bynajmniej przypadku nie znaczy młody, tylko nieznany) melduje się przy furtce i wraca w zacisze stróżówki. Dziewczyneczka, cała w czerni obejmuje taty udo i chowa się za nim, najwyraźniej wstydząc się odrobinę że jej fryzura nie nosi piętna paryskiego fryzjera.
Jak można ubrać dziecko w czerń?!
OdpowiedzUsuńnie wiem, ale widziałem, że można.
UsuńTez widuję, mama cala na czarno, dziewczynka na czarno i czarny wózek z niemowlakiem.
UsuńRodzina Adamsów?
jotka
wampiry...
UsuńMatko cudowna, właściciele domu pogrzebowego...? Nawet nieboszczyków ubiera się na ostatnią drogę weselej!
Usuńmoże zabrakło proszku do kolorów.
Usuń:) właśnie wczoraj z Soso, (obie na czarno, najlepszy nasz kolor, chociaż nie jesteśmy wampirami) poszłyśmy na specjalne spotkanie z ulubionymi autorami książek dla dzieci do biblioteki. ;P
OdpowiedzUsuńnaprawdę Zosia lubi czarny? zdawało mi się, że to bardzo kolorowy motylek.
UsuńUwielbia. Przebiera się z chęcią za Wednesday z Adamsów, i chyba trochę naśladuje mnie i córkę
UsuńTo się wydarzyło w czerwcu
(wersja z trzewi, na zawsze)
To było późne popołudnie, ciepłe, ale wietrzne.
Dłonie trochę wilgotne od trzymania się za ręce.
Szłyśmy razem, bez pośpiechu ulicą Cedarwood,
zna nas na pamięć.
Sophie miała dwa dobierane warkocze,
zaplotłam jej świat w symetrię. Czarne,
jednobarwne spodnie, pasiastą bluzkę,
ładny blur, mówi zawsze, bo biały z czarnym robi szary,
a szary i czary to nasz kolor, babciu,
Najlepsze z wszystkich, pomiędzy wszystkimi.
Na nogach różowe trampki, akcent, ślad, znak rozpoznawczy.
Na bluzce nalepka Good job, wytarta trochę, ale dumna jak medal.
Szłyśmy bez plecaka, tylko z butelką wody.
I wtedy zapytała: Babciu, a ty jesteś średnio młoda czy stara?
Światło przeszło przez jej rzęsy i widziałam tylko drżenie.
Przeszył mnie wiatr, jakby sam chciał usłyszeć odpowiedź.
Odpowiedziałam, że jestem już dojrzała,
ale jeszcze nie stara.
Zatrzymała się. Spojrzała w górę,
prosto w moje oczy, jakby nic poza tym nie istniało.
I powiedziała: Jak umrzesz, to będziesz w moim sercu.
Zawsze. Bo jesteś najważniejsza.
I będę płakała. Długo, babciu, bardzo długo.
I wtedy to przyszło, fala, której nie sposób zatrzymać.
Uklękłam obok niej. Objęłyśmy się mocno, jakby świat
był czymś, co można objąć ramionami.
I powiedziałam, że to wszystko prawda,
i że zostanę w niej.
W tej chwili,
w tym blasku,
w tej naklejce, co się odkleja na rogu,
w cieniu naszych ulubionych kolorów.
W domu kawa ostygła na kuchennym blacie,
a połówka jabłka brązowiała powoli,
jakby wiedziała, że dziś nie potrzebuję słodyczy.
piękne wspomnienie. lubię, jak wspominasz.
Usuńmuszę jeszcze dopracować ten tekst, bo dojrzałam literówki, ale już tam sobie leży przed redakcją i korektą :) ale tym się już zajmie wydawca.
Usuńniech! i niech to zrobi w miarę szybko, bo tu się czeka
UsuńAle ten tekst wchodzi do następnej książki, która wyjdzie za rok, już złożyłam u wydawcy i nich się on teraz męczy, hehe. Nie pasował mi kompozycyjnie do tej książki dla córki mojej córki co wyjdzie we wrześniu.
Usuńrozumiem. zapisuję się na obie. mi pasuje.
Usuń