Mgła zdusiła świat dźwięków i cicho jest niemal tak, jakby spadł kopny śnieg. Tłumi odgłosy pochrapujących sypialni osiedlowych i nieliczne zewnętrzne aktywności. Tylko psiarze gremialnie wyszli na spacer i terroryzują kolejki w piekarni, gdy psy na widok wroga zaczynają się gotować do walki, a pańcio jeden z drugim ręce ma zajęte, bo telefon, bo zakupy, bo ta smycz śliska jak diabli i wytykają sobie nawzajem kto ustawił się jak idiota, że wyjść się nie da, bo tam przeszkoda warcząca, a tu pieseczek 30 kg żywej wagi krew już ma w oczach. O kagańcach mowy nie ma, o rozumie właścicieli też. Ale czego wymagać, skoro Sanepid też ma w czterech literach obecność pcheł i kurzu z jakiego piesełki notorycznie się otrzepują wprost na moje bułki, czy ciastka. Gdybym miał alternatywę nieco mniej uciążliwą, zrezygnowałbym tak z osiedlowej piekarni, jak i z warzywniaka, ale niestety konkurencyjne są zdecydowanie za daleko, więc zżymam się nadaremnie.
Ja zrezygnowałam z mąki w osiedlowym sklepie w momencie jak zobaczyłam,że duży brudnobiały pies mocno wachluje ogonem w stronę torebek.Nie wiem co się dzieje,to paranoja.Ewa
OdpowiedzUsuńzbiorowe szaleństwo.
UsuńŻeby jeszcze z tymi psieckami do mięsnego chodzili...,
OdpowiedzUsuńale nie, bo tam im śmierdzi(psom)
po pieczywo, marchew, na piwo..., ale do monopolowego nie!
a pies im lizał cokolwiek, ale najpierw sobie niech wyliżą to, co i owszem...
miałem psa, ale niestety zdechło mu się. 20 lat temu, wtedy jeszcze psy zdychały i ja po nim płakałem - Red, owczarek chorwacki, ale wtedy jeszcze był kundlem...
Osesek