.
Pani tylko uśmiechnęła się ze zrozumieniem, gdy przysiadając się do niej wyjaśniłem, iż jeden z pasażerów śpiący nieopodal pachnie dla mnie zbyt intensywnie, ale ja już przesiadając się, rozpoznałem w nim prowokatora. Zapłodnił mnie początkiem opowieści z pogranicza światów fantazji i rzeczywistości. Powiedzmy, że mogłoby to brzmieć tak:
W czasie, kiedy świeczki przestały już mieścić się na urodzinowym torcie doszedł do wniosku, że wódka jest zbyt pyszna, żeby z niej zrezygnować. Szkoda było mu czasu na eksperymentowanie z prohibicją, lub innymi, mniej wyrazistymi używkami, typu kawa, czy papierosy. A skoro już ostatecznie przyznał się przed sobą do własnych słabości, postanowił je pokochać, w myśl zasad wpajanych mu od małego – czego nie umiesz zmienić, pokochaj, albo przyłącz się do zwycięzców. Od tamtej pory nie trzeźwiał, co było o tyle łatwe, że raz wypełnione naczynie wystarczało uzupełniać o ewentualne ubytki. Wiadomo – tarcie i różne takie. Alkohol rzadko uchodził przez pory i nieszczelności cielesne, ale jednak. Świat już po pierwszym napełnieniu złagodniał, konflikty i wielkie idee głoszone przez rozmaitych oszołomów zostały przefiltrowane przez biały szum mózgu nieskalanego wątpliwościami i po odbiciu się od tejże ściany kwiliły pod płotem podlewane żrącym, gorącym moczem, aż sczezły.
A potem tramwaj przemknął obok Żabki, przed którą zgromadziło się z pół klasy licealnej, na wspólne śniadanie (nie do końca na trawie), wytworną kawkę z papierowej tytki podkręconej subtelną smużką z cyber-papieroska, pozwalając zadzierzgnąć wątłą nić porozumienia w obrębie nie wiedzieć czemu konkurujących ze sobą dostępnych płci i sprokurować ciąg zdarzeń o zbieżnym interesie.
Dzieci jeszcze nie wstały, by wyzbierać upadłe kasztany bez litości deptane oponami zmuszonych do wstawania dorosłych. Co dziwniejsze udało się przejechać również dorodnego szczura i nie został on zaskoczony na trasie szybkiego ruchu, tylko w podwórku. Radio poinformowało mnie, że armijne kobiety otrzymają mundury dopasowane do ich sylwetki, co znów rozbudziło we mnie twórczą gorączkę, i natchnęło, by wyprodukować spodnie z rozporkiem damskim, aby nie ściągając portek do kostek w plugawej transzei mogły swobodnie zeszczać się ze strachu i nie pokalać munduru, gdy przyjdzie im umrzeć za polityczny bełkot szumowin, których największym (ściśle tajnym) dylematem jest, w której z odległych rezydencji można będzie przeczekać zawieruchę bez uszczerbku dla wizerunku i ku chwale ojczyzny buńczucznie głosić patriotyczne hasła zredagowane z piarowskim profesjonalizmem. Wiem – jestem paskudny i zaufania za grosz we mnie nie ma. Im głośniej plują z telewizora, tym bardziej nie wierzę.
"..aż sczezły..",
OdpowiedzUsuńteż zauważyłem, że będąc w trasie(transie?)staram się wracać w jedno miejsce postojowe. Bezpłatne i czas nieograniczony. Ścieżką wśród wysokiego zielska(nawłoć?), wedle mirabelki(zapach)jest cypelek... . Wypalona ziemia, a ten kawałek jest mój. Chyba
Osesek
kawałek podłogi... znaczy polepy, albo klepiska. wypalony doszczętnie. nawłocie jakoś sobie poradzą, chyba, że masz towarzystwo i to liczne.
UsuńŚcieżkę wydeptał jakiś zwierz i na tej polance się nie kończy. Prawdopodobnie borsuk. To łachudra. Nie dosyć, że zeżre i wyliże wszystko co zostawię po"biwaku", to załatwia się w widocznym miejscu w moim"zaciszu". Ostatnio zeżarł zgniłe jabłka, wylizał resztki parafiny ze znicza i przewrócił blaszaną taczkę. Zostawił spore tropy(skopałem i zagrabiłem kawałek ziemi), ale nie mogę dojść kto zacz, mimo nagrania. Bez pułapki foto się nie obędzie, raczej.
UsuńNie ma szans na przyjaźń, ale może oko w oko nastąpi i zawrzemy pakt o nieagresji. Dałem mu Franek(Frania). O dziwo, Franek i kot Łowiuszczy(półdziki okaz)wybrali sobie teren łowiecki w moim zaciszu i się tolerują, jakoś tam. A co ze mną? Na razie znakuję swój teren...
Osesek
znakuj śmiało, ale przegrać z borsukiem nie wstyd. wolałbym, żeby się nie zbliżał zasadniczo bez względu na powody, które kierowałyby nim.
UsuńZgrabiałe grabie ograbiły zgrabnie wygrabiony grab.
OdpowiedzUsuńPanie i panowie z telewizji uparcie streszczają nam po 3 razy to, co widzimy na własne oczy...jakby nie ufały percepcji widzów.
nie o to chodzi - powtarzają, żeby się utrwaliło. ponoć coś, co się powtórzy bodajże 26 razy zostaje we łbie. a taka "zaszczepiona" trwale "prawda" ciągnie się potem latami za człowiekiem - trzeba słuchać ostrożnie i nie za często.
UsuńZ tym telewizorem, to w mój czas. Biorę udział w tuszowym październiku, na jutro jest Hasło #co tam w telewizorze? Już wymalowałam. Pan zza drzwi pyta "co tam w telewizorze?" młodzieniec siedzący na kanapie z ekranowym szumem przed nosem, odpowiada: wszędzie śnieg tato, weź kurtkę.
OdpowiedzUsuńzapowiada się elegancko. chętnie zobaczę dzieło. jeśli się da.
UsuńŚwietna zabawa słowem, celne obserwacje i ten charakterystyczny, bezczelnie inteligentny dystans do rzeczywistości. Czyta się z uśmiechem, a chwilami z myślą: „cholera, coś w tym jednak jest”. Dzięki za tę porcję literackiego chaosu!
OdpowiedzUsuńproszę uprzejmie. uwielbiam kpić ze wszystkiego ze sobą włącznie. trudne staje się dopiero wtedy, gdy trzeba pilnować, aby kogoś nie urazić.
UsuńNie,nie jesteś paskudny.Szczerze strzeżesz wartości.Ewa
OdpowiedzUsuńszczerość aż się szczerzy we mnie. szczególnie szeroko jak u szczeżui.
Usuń