Mgła (tak umownie nazwałem owo zjawisko) cuchnęła. Nie do końca tylko tym, co ludzie byli skłonni wepchnąć do pieca, by zamienić stare i niepotrzebne przedmioty na ciepło użytkowe, gdy paliwo droższe niż kiedykolwiek. Dość powiedzieć, że aromaterapii to nie przypominało, raczej walkę o oddech, w której o grymaszeniu należało błyskawicznie zapomnieć, jeśli chciało się płucom na pożarcie podrzucić „cokolwiek”.
W autobusie chwiał się chłopina o łydkach uboższych od przedramion. Nie musiał posiłkować się płynami rozluźniającymi posiadając tak wątłą podstawę do przemieszczania się i utrzymywania równowagi. Jakiś byczek wsiadł na tyłach dworca, by wysiąść na przodach – piechotą byłoby szybciej, ale może zamierzał pozwiedzać Miasto i panorama z okna autobusu dać mu miała satysfakcję względnie zafundować turystyczne uniesienia. Biletu nie kasował, więc może jednak zamarzyła mu się szczypta adrenaliny i zakazany owoc?
Dziewczynka bez wszystkich jedynek dziś w tramwaju stała i nie śmiała się– i stała się nieśmiała? A może ktoś ją wyśmiał brutalnie i bez sensu? Zerkam na migocący reklamami elektroniczny kasownik i odnajduję informację skromnie ukrytą w dolnym pasku monitora - Dotknij, aby kupić bilet, co aktywowało moją, czającą się w pozornym uśpieniu fantazję. Samoczynnie. Wyobraźnią posłusznie dotykam ekranu, a kasownik karci mnie informacją: nie teraz, wyświetlam reklamę VIP, przyjdź później. Zawziąłem się i naciskam raz po raz, żeby poskromić samowolę kasownika, i nakłonić go do kolaboracji, a ten w paśmie alarmowym wezwał ochronę, by spacyfikowała krnąbrnego pasażera, czyli mnie. Osaczają mnie sprawnie i bezrefleksyjnie przystępują do czynności, a kasownik tylko podjudza, pozwalając sobie na uszczypliwe komentarze i podgrzewając i tak już rozognioną kolizję. Dostrzegam to kątem oka, mając wykręcone ręce i parę rosnących siniaków na tyłku. Nim w przypływie męstwa ochroniarzy wylecę przez otwarte drzwi i wyląduję sponiewierany na nieswoim przystanku słyszę jeszcze jak ów pluton komandosów wespół z kasownikiem zgodnie rechocze okropnym, złym śmiechem.
Przez przejście dla pieszych energetycznym krokiem przemknęła pani w adidasach o tak zębatym podwoziu, że przy każdym kroku warczały. Raz puszczonych samopas myśli nie potrafię już zatrzymać. Wymyśliłem sobie, że każdy strój to uniform, kostium, przebranie. Makijaż przemianowałem na maskę, a tatuaże na kamuflaż. Z takim wstępem dotrzeć mogłem jedynie do wniosku, że wyłącznie nieopisana nagość pozwala na szczerość, co zgadza mi się z wcześniej sformułowaną tezą, że na golasa trudniej się kłamie.
I jeszcze - czemu kwitną kwiaty, a nie kwity? Może to być, że kwity kwiczą?
Biedny Amerykanin nosi Ino-centy? I skrycie wzdycha do bogatszej Dolores, potajemnie i nieumiejętnie fałszującej co wartościowsze nominały? Zza węgła, łakomie zerka nich Krezus Kryzys w achach i echach wieszczący krach.
Na deser tablica G0 BRIT.
Kwity kwiczą...i znowu umieram ze śmiechu:))Od dzisiaj moje kwiatki dziarsko kwiatną,a co.Ewa.P.S.Mój sąsiad od 4 dni rąbie palety na opał w piwnicy.Wczoraj przywiózł cały duży bagażnik następnych do rąbania.Ostra zima mu nie straszna.
OdpowiedzUsuńsuche drewno szybko znika w piecu.
UsuńNa golasa chyba w ogóle kłamstwo nie jest możliwe.
OdpowiedzUsuńNa deser - C1 RAFAU