Marmurowy Bóg spał sobie spokojnie na piedestale, podglądany przez bezwstydne tłumy, którym jeszcze bardziej bezwstydni kapłani sprzedawali promocyjne bilety obiecując żądnej sensacji gawiedzi nagie fakty, a dla klientów VIP nawet ich degustację. Faktycznie – Bóg leżał na wznak i najwyraźniej śniła mu się jurna Bogini, gdyż we wzwodzie prezentował się naprawdę imponująco. Dużo bardziej imponujący był TAM, niż gdziekolwiek indziej, szczególnie, że mało kto w obliczu ekstremalnie wzwiedzionego członka zdołał dostrzec na peryferiach postrzegania wywalony jęzor i wybałuszone oczy, a co dopiero tyłek więcej niż pokaźny i brzuszysko, jakby posiadacz żarł bez przerw ostatnie dziesięciolecie. Bogini musiała tymczasem dokonywać nie lada cudów w tym boskim śnie-zbliżeniu, gdyż członek nie wiotczał nawet na okamgnienie.
Artyście także warto było oddać pokłon. Rzeźbiąc sylwetkę tak znamienitą zadbał o detale, dzięki czemu boski członek zdawał się być niemal żywy, a żyły nabrzmiałe w nadziei na spełnienie tylko czekały na ofiarę. Wiele pań i niejeden z panów klęcząc przed posągiem czuli, jak miękną im kolana, a oddech staje się płytki i chrapliwy. Aby dostąpić bliskości, trzeba było jednak wykazać się naprawdę grubym portfelem, więc większości ze zwiedzających wystarczyć musiała wyobraźnia i mokre sny. Najbardziej zdeterminowani wstępowali w szeregi zakonne, by po długim nowicjacie mogli dostąpić zaszczytu i szczytować w boskim siodle. Był nawet specjalny zeszyt intencyjny, a z częstotliwości spółkowania należało się spowiadać i spodziewać się pokut, jakie mogłyby zatrwożyć co mniej zdeterminowane jednostki.
Szczęśliwie Bóg milcząco dopuszczał tak poligamię, jak i związki jednopłciowe, a pod względem rozwiązłości był jak sam szatan. Kapłani dopuszczali znacznie więcej, szczególnie, kiedy i oni zostali dopuszczeni, żeby nim boski członek spenetruje wiernopoddańcze łono, lub inny, równie mroczny otwór, przetestować gotowość wyznawcy do zbliżenia. Posuwali się do tego, że sprawdzali również gotowość co młodszych zakonników, nim ci dostąpili zaszczytu do dziewiczej eksploracji boskiego ciała. Członek z marmuru nie odpoczywał ni we dnie, ni w nocy. Zapotrzebowanie na boską łaskę było imponujące. I tylko nigdy nikomu nie udało się doprowadzić Boga do ekstazy. Co mniej bogobojni mnisi czynili zakłady, czy kiedykolwiek i komukolwiek się uda doczekać boskiego nasienia.
Raz na rok zbierało się konklawe, huczna impreza, na którą zjawiali się wszyscy zakonnicy, by spośród siebie wybrać na kolejną kadencję Wielkiego Mistrza Płci Rozwiązłej, który przez kolejny rok miał rozpoczynać maraton boskiej penetracji, stanowiąc pobudkę i pierwszy posiłek dla nieposkromionego apetytu. Zwyczajowo po rocznej służbie na boskim członku Wielki Mistrz Płci Rozwiązłej przechodził na emeryturę i słowo przechodził było przeważnie na wyrost. Biedak ledwie mógł ustać na nogach i najczęściej lektyka zabierała sługę bożą daleko od pokus i wrzawy.
Kolejny Mistrz właśnie udawał się na zasłużony odpoczynek, a boski posąg został przesłonięty całunem do czasu wyboru nowego przedstawiciela gotowego oddać się w roczną niewolę boskich zmysłów. Był to chyba jedyny czas w roku, kiedy Bóg zwyczajnie się nudził pozostając na cokole kompletnie sam, chyba że śniona Bogini dotrzymywała mu towarzystwa. Konklawe tknięte zuchwałą myślą postanowiło na Wielkiego Mistrza powołać kogoś, czyj apetyt zdawał się być równie nieskończony, jak boska cierpliwość. Skąd mieli wiedzieć, że w wielkiej tajemnicy niewinność całunu została sprofanowana przez jednostkę terrorystyczną uzbrojoną w młot kamieniarski i knebel, by dokonać aktu sabotażu, lub jak kto woli kastracji posągu.
Tymczasem pod całunem Trzy nienasycone panie, pałające rozmaitymi uczuciami jawnie i innymi skrycie zabrały się do prac rozbiórkowych. Majestat rozzuchwalony wieloletnim uwielbieniem nie od razu dostrzegł niebezpieczeństwo, a potem było już zwyczajnie za późno. Jedna z pań usiadła boskości na twarzy kolanami przygniatając bicepsy. Drgnęła lekko, gdy boski jęzor wywalony na wierzch wtulił się w kobiecość jak szczenię w matczyny brzuch, ale nie popuściła ani dosłownie, ani w przenośni. Wybałuszone oczyska Majestatu wreszcie do czegoś się przydały – choćby po to, by zamanifestować ubytek tlenu w układzie oddechowym, albo zaskoczenie widokiem podwozia damskiego dosiadającego część twarzową posągu. Pozostałe Gracje usiadły na boskich udach. Jedna oburącz schwytała prącie, druga przystawiła dłuto do jego podstawy. I to był ów moment, kiedy sytuację jeszcze można było opanować, jednak zdumienie, brak tlenu i wieloletni nimb sprawiły łącznie, że Bóg przespał z samozadowoleniu swoją ostatnią szansę. Gdy dwukilowy młot spadł na dłuto było po Ptokach. A dokładniej, to po tym jednym.
Bóg zaśpiewał cieniutko, niezbyt imponująco, bo usta nadal miał zakneblowane Trzecią Gracją, ale jednak zaśpiewał. Konklawe wstrzymało oddech – rozpoznali majestat, a z krzykiem spełnienia byli oswojeni lepiej niż psy łańcuchowe. W ich umysłach podejrzenie, że coś jest nie tak zaczęło kiełkować z opóźnieniem większym od boskiego, a jednak zakiełkowało. I zbiegli hurmem, po dwa stopnie skacząc w dół (komu współczynnik dobrobytu nie pozwalał na frywolność, ten toczył brzuszysko nieco bardziej statecznie – w końcu śpiewak nie ucieknie bez zapłaty. Jakiś wyrywny młodziak szarpnął za całun bez szacunku i oporów moralnych. Po Gracjach został jedynie cień westchnień Trzeciej Gracji, po Dwóch Pierwszych (tak je umownie nazwijmy) świeżutki krater w boskim podbrzuszu i parę zmarmurzałych okruchów na przyszłe relikwie.
- Teraz o wytrysku możemy zapomnieć – szepnął zawiedziony i najbardziej zdeprawowany kapłan, który obstawił, że jeszcze tego lata Bóg raczy utoczyć kroplę spełnienia.
- Kto wie – szepnął Cień Trzeciej Gracji rozpływając się w powietrzu – Z Bogami nigdy nic nie wiadomo na pewno!
Sama boska inteligencja(BI)strzeże tego listu intencyjnego, pewnie. Chyba? Kajet musi grubaśny(opasły)i uszargany być.., niczem ogólnoświatowa książka telefoniczna! A duch(wiecznie żywy?)samego Alfonsa Markiza zasadził się pewnikiem w tym boskim f.....ie.
OdpowiedzUsuńJakby te nazwiska wyciekły(upst)za sprawą AI, to byłby dowód, że boga ni ma(ani BI, czy S(super)I, a wokół nas sami fałszywi prorocy..., bo andropauzy sam bóg by nie wymyślił, raczej.
Czy będzie ciąg dalszy? Zwierzęta...,
ale!
Osesek
jakoś do ciągów dalszych mnie nie ciągnie. wolę wymyślać scenariusze, niż brnąć w kolejne sezony i epizody.
Usuń