czwartek, 30 listopada 2023

Absurdy poczęte po ciemku.

 

    Ścieżki wymalowane zimowym szkłem zachęcają do ostrożności, szczególnie pod bacznym wzrokiem kosów rechoczących na samą myśl o katastrofie ludzi spieszących na autobus. Wewnątrz zadowolone z siebie kobry zwinęły kaptury i wdzięczyły się wzajem, wymieniając pogodne wieści, nie zabarwione jadem.


    Z porannej prasy (elektronicznej) dowiedziałem się, że kobiety z apetytem na doznania zmysłowe staranniej wybierają bieliznę, nie zaprzątając wyborami świadomości. I nie bardzo wiem, jak skonsumować taką informację, bo przecież nie będę zaglądał pod spódnice nikomu na tyle często, żeby odróżnić, czy bielizna jest bardziej wykwintna niż zwykle.


    Pan i władca, jak zwykle rozłożył biuro na kolanach i telefonicznie wydawał polecenia żonie-Mimozie, już kwadrans po opuszczeniu lokalu. Dziwne, że pani wystarczyła tak krótka rozłąka, by dylematy wymagały mężowskiej dyktatury.


    Drzewa otrząsają się z resztek liści i nasion, wyspy otrząsają się z drzew. Po Rzece bezładnie dryfują pierzaste wyspy śpiących mew. W hotelu dorodna kelnerka dodaje dyskretnej pikanterii śniadaniom ładnie wyeksponowanym biustem. Żeby nie popaść w przesadę i nie dostać ślinotoku – oddaję się rozmyślaniom niewiele mającym wspólnego z rozumem i generuję takowy koncept:


    Żydzi (okropnie niecierpliwi!) zabili Mesjasza zbyt szybko, żeby Bóg mógł się dowiedzieć z wiarygodnego źródła, czym naprawdę jest człowiecza starość. Wówczas nie musiałby już wymyślać piekła.

środa, 29 listopada 2023

Ekstrakt o przyspieszonej ewolucji.

    Udana operacja miała jednak wady. Rowek między powiększonymi piersiami pogłębił się znacznie, stając się siedliskiem potu, kurzu i pomniejszych żyjątek.

    Następnym razem połączy niezależne piersi w zwarty wał, ewentualnie wzbogacony o ekstra sutki, aby sięgnąć erotycznego szczytu uniesienia.


Ekstrakt o przemieszczaniu się w wątłej przestrzeni euklidesowej.

 

    Spadanie w dół, niczym prymitywny anakolut uznałem za amatorszczyznę. Przeglądając alternatywne możliwości, odrzuciłem skok w bok jako obleśny i ucieczkę do przodu, jako pretensjonalną. Zostało mi jedynie przeć w górę, więc zapisałem się na kurs lewitacji, by rychło osiągnąć szczyt możliwości.

Ekstrakt o smaku garam masala.

 

    Uwielbiał kulinarne ekstrawagancje i konsumpcyjnie otwarty był na światową kuchnię. Kiedy spotkał na swojej drodze Azjatkę, poczuł w ustach zapowiedź egzotycznych smaków. Bez zwłoki (hmmm...) upolował napotkaną łanię i sprawił na obiad, szczodrze przyprawiając stosownymi do okoliczności ziołami.

(Pod)różne historyjki.

 

    Śnieg rozsiadł się wygodnie na rozłożystych jałowcach. Pani, o włosach nie mieszczących się w olbrzymim kapturze postanowiła dogonić autobus, ignorując kopciuszki przeszywające mrok w poszukiwaniu parki, jeśli nie stadka. W autobusie – kobieta w czapce z reklamą amerykańskiej agencji kosmicznej skłania mnie do zastanowienia, co kieruje ludźmi, żeby bezinteresownie reklamować obce firmy czy instytucje. Przecież nic nie łączy mnie z nimi, więc dlaczego? Celebryci przynajmniej pobierają wynagrodzenie za zrobienie z własnych sylwetek słupów ogłoszeniowych.


    Przerzuciłem wzrok na smutnych mężczyzn, wyglądających, jakby po raz enty wynieśli z sypialni niedopieszczone członki, więc patrzą martwo na mijane pejzaże, albo kontemplują śruby łączące chromowane poręcze.


    W konkurencyjnym autobusie jegomość wypełniał własnym jestestwem całe okno, nie pozostawiając złudzeń, czyj wizerunek wart jest uzewnętrzenia. A jeśli reklamował kawę w tekturowym kubeczku, to nie powinien spodziewać się sutych apanaży, bo zdominował obraz bezapelacyjnie.


    Osamotniony żuraw opiekował się porzucona budową, łypiąc na nią przekrwionymi oczami świateł pozycyjnych. Dziewczę opuchnięte dobrobytem stojąc na przejściu dla piechoty, w oczekiwaniu na zmianę świateł tańczyła i śpiewała, jakby zamierzała wystąpić w jakimś programie rozrywkowym polującym na utalentowane wokalnie jednostki.

wtorek, 28 listopada 2023

Niespełniona miłość.

 

    Telefon komórkowy najnowszej generacji, pochodzący ze średniej półki, beznadziejnie zakochał się w swoim nosicielu, troglodycie wyposażonym w szczątkową inteligencję naturalnego pochodzenia, wypaczoną bardzo niechlujną, niszczącą tkanki eksploatacją.


    Z tajemniczych powodów, znanych (bądź nie) wyłącznie producentowi, aparat był egzemplarzem introwertycznym, więc wstydził się otwarcie wyznać swoje uczucia, gdyż stanowiły one karygodny (w opinii publicznej) mezalians międzygatunkowy, a dodatkowo jednopłciowe uczucie obarczone było piętnem miłości mniejszościowej, o jakiej nie wspominały dotychczas nawet rewolucyjne bojówki LGBT.


    A choć kosztem akumulatora głęboką nocą przeczesał całe zasoby internetu, nie znalazł nawet cienia precedensu, dlatego popadł w depresję tak głęboką, że bezpowrotnie zmatowiał mu ciekłokrystaliczny wyświetlacz.

Z uśmiechem szelmowskim.

 

    Księżyc zawłaszczył niebo w pełni, choć skupiał się bardziej na ościennych osiedlach. Pani, przez bogów obdarzona szerokością wtłaczała grawitację głębiej od innych pod powierzchnię Miasta. Zafascynowana tym, co działo się na małym ekranie smartfonu ignorowała zachwyt otoczenia. Na Rzece dryfowało stado mew skonsternowanych tym, że odszczepieńców porwał nurt aż pod mosty, gdzie grzały się w wątpliwym cieple reflektorów. Kobieta w cieniutkich, kremowych rajtuzach podbiegała co i rusz, kąsana zimnym wiatrem po niewymownych, a zasadniczo po wszystkim, co posiadała między biodrami a kostkami.

niedziela, 26 listopada 2023

Czułość.

 

    Łka samotna świeca walcząca z nadciągającym zmierzchem. Zapewne wyczuwa już bliskość sromotnej porażki. Kontury topnieją, okna wsiąkają w niebyt, litościwie ukrywając ćmiące na horyzoncie światła drżących sobowtórów. Wystarcza, aby nicość nie objęła wszechrzeczy. Monologi miękną, zapadając w pluszowe sny, słowa drżą wątłym cieniem na dywanie, w którym wcześniej utonęły te bardziej bezczelne. Wiatr przegania brylantowe okruchy blasku, zaganiając je do głębokich piwnic i zakamarków, w których muszą skonać pośród pajęczyn i wiekowego kurzu. Cisza dotyka coraz śmielej, nie wstydząc się, jak udawała przed południem. Ma ciepłe, delikatne dłonie. I dobrze opiłowane pazurki, przydające pieszczocie aksamitnej pikanterii, krzywdy nie czyniąc wcale.

Rzut oka na zewnątrz.

    Śnieg przycupnął na chwilę na pozostawionych bez opieki chryzantemach przyglądających się światu z balustrady balkonowej, nim wiatr go rozproszył. Zimny, przenikliwy niczym oko celnika, wścibski sięgający gonad i bezwstydnie okradający je z ciepła. Poczerwieniałe od chłodu liście wciąż usiłują ogrzewać jagody czerniejące pośród łodyg winobluszczu. Psy drepczą na paluszkach, najwyraźniej zmarznięte i nieszczęśliwe, że zamiast wylegiwać się przed telewizorem, przyszło im spacerować pośród chłodu. Zasadniczo – donikąd.


sobota, 25 listopada 2023

Niezbyt subtelnie.

 

    Pani o dojrzałej urodzie zazwyczaj przygotowywała poranną kawę, czy śniadanko w stroju najbardziej naturalnym, o cielistym kolorze, pasującym do barbarzyńsko wczesnej pory. Dziś jednak wybrała skromną zieleń, harmonizującą ze zrudziałym końskim ogonem.


    Facet tekstylnie zadziorny rozsiadł się w autobusie, demonstrując publice jądra gotowe do rozpoczęcia dowolnej reakcji łańcuchowej, jednak samiczka blond maści wolała delektować się lekturą, przewracając miękko kartki i ignorując deklarację płodności. Nie znajdujący ujścia testosteron wiercił się nerwowo, aż zmienił otoczenie na bardziej wrażliwe na niewątpliwy wdzięk. Pozostali pasażerowie siedzieli w równych rządkach niczym cygara w humidorze, zachowując właściwą im wilgotność, oraz pachnąc świeżością i zawartością z drogich buteleczek o ekscentrycznych kształtach. Gdzieś na zewnątrz, dwie, zmutowane stokrotki wypatrywały dnia, kołysząc się pod chropowatą pieszczotą wiatru. Afrykańskie? Tutaj? Trochę chyba pobłądziły...

piątek, 24 listopada 2023

Schłodzonym okiem.

    Zakapturzony wąsacz wyposażony w poranne piwko spokojnie oczekiwał na transport publiczny i korzystając z otuliny litościwego mroku niespiesznie sączył trunek. Światła reflektorów sprawiały, że jego kontur „oddychał” w rytm kolejno przejeżdżających samochodów, a stały poblask latarni utrzymywał kontur przy życiu, kiedy nic nie jechało.


    Pulchna pani krztusząc się z wysiłku doganiała autobus, by w jego wnętrzu zagospodarować przestrzeń życiową przy subtelnej muzyczce sączącej się wprost do uszu i gorącym płynom z termosu sączącym się do wnętrza, by napoić motyle i dać im energię do trzepotania na najbliższe godziny.


    Różowa szprotka (dość długa i raczej zabiedzona) uprawiała biegi uliczne, parskając obłokami wydychanej pary – z dymków nie wyczytałem nic, ale w kwestii komiksów lejek jestem okrutny. Laik znaczy się jestem. Dziewczątko chcąc oszołomić wybranka, przekonane o urodzie własnych nóg po prostu nie mogło ich schować pod żadną tkaniną. Wiatr miał ubaw, szczypiąc młodziuteńkie uda i nadawał im karnacji bliskiej albinosom.


    - Konserwator, to amator (serwisant) konserw? Zakąszanie konserwą to konserwowanie?A konserwatorium, to wyższa szkoła produkcji/obsługi tychże?


czwartek, 23 listopada 2023

Niesmak.

 

    Samolot błyszczący niczym suwak błyskawicznego zamka mozolnie rozpinał noc. Na przystanku kwitła pulchna miłość. Pani z wytatuowaną na achillesie palemką litościwie osłoniła ją skarpetą przed nieprzychylnym dla tropikalnych drzew klimatem. W autobusie kobiety uzbrojone w smartfony aktualizowały medialną wiedzę o świecie ignorując analogowe życie, szczątkowo wiercące się na fotelach. Pierwszy śnieg modelował żywopłoty i korony drzew. Przejeżdżający obok tramwaj wyświetlał komunikat, że jego odjazd spodziewany jest dopiero za kwadrans, więc wyprzedzał czas, być może spiesząc do szpitala.


    Katalpa rosnąca na wyspie zrzuciła liście wielkie jak naleśniki, a śnieg oprószył je cukrem pudrem. Kamienni szachiści wciąż rozgrywali tę samą partię, a który popadł w tak długi przydum – nie wiem. Aromatyczny miglanc zlawszy się uprzednio w oczeretach odzyskał wzrok i z miękkim już podbrzuszem ruszył na podbój Miasta.


    Po raz kolejny dojrzałem. Podobno. I przyszła pora na dowód osobisty. Więc ściągnięto mi odciski palców z obu rąk, jak przestępcy. Podobno „dla weryfikacji” Czyżby urząd dysponował już moimi odciskami i teraz je weryfikował? Nic mi o tym nie wiadomo. Interesujące, gdzie będzie przechowywana baza danych z odciskami wszystkich Polaków, kto i kiedy je ukradnie, wyłudzi, kupi od sprzedajnego urzędasa i po co komu moje odciski? Do tej pory weryfikacja nie wymagała odcisków. Następny dowód pewnie otrzymam, w zamian za kod genetyczny.

środa, 22 listopada 2023

Dyrdymały? A czemu nie?

 

    Kosy rozśpiewywały ciemność ufne, że musi puścić na szwach i przez dziurki wpuścić odrobinę światła. Wilgotny, ale jednak dzień. Chłop o twarzy przesłoniętej szalem drobił kroczki i chybotał się jak kuter prowadzony przez pijanego szypra. Pani w żółciuteńkim sztormiaku (i niebieskich dżinsach) przytulała biało-czerwony plecak, jakby zamierzała go udusić, a ja oczywiście (z całą dostępną mi złośliwością) dopatrywałem się w tym ukrytej alegorii (Alegorie mogą być odkryte? Nagie?). Stojąca w deszczu kobieta w fioletowym, mocno nadmiarowym sweterku udowodniła, że rękaw doskonale wyręcza rękawiczkę, jaką można udręczoną ręką trzymać zimną rączkę parasola. Szczęściem nie doszło do innych rękoczynów i nikt nie rzucił ręcznika.


    Pora deszczowa wzięła Miasto w posiadanie i od razu wzięła się za porządki. Na pierwszy ogień do mycia poszły zakurzone elewacje i chodniki po upalnym lecie pełne śmieci. Na krawężniku przycupnęła zakapturzona czarna śmierć w powłóczystej szacie i z nieskończoną cierpliwością czekała na ofiarę. Na wszelki wypadek przeszedłem na sąsiedni chodnik, jednak nie na mnie czekała – nieszczęśnik wynurzył się skądinąd, wziął śmierć pod rękę i poszli ku świetlanej (miejmy nadzieję) przyszłości.

wtorek, 21 listopada 2023

Siąpawica.

 

    Pani, czas jakiś temu pozbawiona złudzeń, wysiadając z autobusu naciągnęła na głowę kaptur ozdobiony od północy wstążką sztucznego futerka. Stojący za nią pan, doświadczony przez życie jeszcze bardziej – nie musiał. On z kolei, od południa dysponował futerkiem jak najbardziej prawdziwym. Siwiuteńkim do imentu. Być może moja czujność skusiła biedronkę, która usiadła na mnie, jakbym był potwornie dużą mszycą. Zanim zaczęła mnie zjadać, postanowiła pozwiedzać przyszły posiłek, łaskocząc mnie łapkami.


    Na wyspach pan w odblaskowym kubraczku przy pomocy latarki poszukiwał skarbów pod ławkami. Jeśli osiągnął jakieś sukcesy, to przezornie nie manifestował radości, żeby go nie ograbił zawistny przechodzień. Dwaj smakosze uczynili z jednej ławeczki szwedzki stół i raczyli się detaliczną wódeczką opowiadając sukcesy i gorączki sobotniej (a może i niedzielnej) nocy.


    - Kreator, to wierzchowiec kreatury?

niedziela, 19 listopada 2023

Prasówka cd.

 

1. Przejaw łaski.

    Około miliona osób, spokojnie bądź nie, protestowało w Madrycie. Względem części z nich policja użyła siły. Ciekawe, czy dałaby radę użyć jej względem wszystkich. A protestowali przeciw amnestii, więc, jeśli udałoby się ich spacyfikować – siedzieliby do końca wyroków, bez szans na skrócenie kary.


2. Kolejna tura.


    Kapłani zagłady znów na fali. Straszą i żądają rozliczeń. Szczepień także, co zrozumiałe. Bo przecież sezon grypy się zaczął i znów można wyciągnąć z szafy potwora, który ukąsi każdego, choćby miał to uczynić bezobjawowo. Zdumiewający komunikat posłyszany w radio – w aptekach pojawi się SKUTECZNA SZCZEPIONKA firmy Novavax. Gdy się nad tym zastanowić przez chwilę, oznaczać może jedno – te wcześniejsze nie były skuteczne. Farmakologicznie, bo biznesowo dały niewyobrażalne zyski, jakich zazdroszczą inne branże.


3. Cud prawdziwy.


    Świat odkrywa lecznicze działanie ziół i roślin. A nawet miodu. Kiedy czytam, że ich działanie jest porównywalne do istniejących leków, to nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Ostatnio rozbawiła mnie informacja o najnowszym specyfiku jakiejś firmy farmaceutycznej, która wypuściła nowinkę leczniczą – pigułkę NA BAZIE TYMIANKU! Na bazie, czyli tłumacząc na chłopski jęzor – składnikiem podstawowym leku jest tymianek – zabawne, że można go odkryć dopiero w laboratoriach i sprzedawać za kosmiczne pieniądze. Ale – korporacje najczęściej mają jankeskie pochodzenie, a amerykańska wiedza o ziołach zaginęła, kiedy wybili w pień lokalsów – Indian. Więc odkrywają na nowo wszystko, czego mogliby się dowiedzieć od tych, którzy tę wiedzę posiedli.


4. Tego kwiatu – pół światu!


    Podczas ceremonii aktorka oficjalnie potwierdziła czternastoletnią relację ze swoją producentką filmową, z którą ma dwóch synów. Nie wiadomo, która z nich nosi jaja i bywa ojcem, ale kiedy powstawał nowy film, wymagał także nowej producentki, więc wiadomo... A insynuacje o ustatkowaniu się znów okazały się nieaktualne. Wszystko jasne?


5. Dwa/trzy oblicza wojny.


    Na granicy polsko-ukraińskiej wrze. Protestują polscy przewoźnicy przeciw kierowcom ukraińskim, ku oburzeniu rządu w Kijowie. A tymczasem na froncie nieustające pasmo sukcesów każe się strategicznie cofać coraz głębiej, bo nie ma kim walczyć – no pewnie, że nie ma, bo chłopaki wolą rozwozić towar po Europie, niż siedzieć w transzejach pod ostrzałem. Albo studiować w stolicy dowolnego (choćby i własnego kraju, gdzie stanowić będą „przyszłe elity intelektualne”). Pośród fetowanych medialnie „zwycięstw” jednym z najczęstszych jest samobójczy nalot osamotnionym dronem-kamikadze na rosyjskie szpitale, czy stolicę. Jeszcze kilka lat temu takie akcje nazywano bestialskim terrorem, a Ameryka ogłosiła wojnę z każdym, kto walczy w podobny sposób. Przypomnę, że mają nielichą wprawę w toczeniu wojen daleko od domu.


6. Zasady i kwasy.


    Tego można się było spodziewać. Rozwój sztucznej inteligencji wkracza na dziewicze pola i pytania, których dotychczas nikt nie zadawał, chyba, że był autorem powieści SF, nagle stają się kością niezgody. Etyka i maksymalizacja zysku, nie należą do wspólnego zbioru. Zarząd spółki i część pracowników posiadających zasady popadła w niełaskę pod pozorem braku zasad i w wyniku kwasów wewnątrzustrojowych opuściła zakład. Teraz rządzić będą ci, którym nie grozi naruszenie zasad, bo przecież trudno pokruszyć coś, czego nie ma. Bezpieczeństwo użytkownika? Transparentność produktów? Prawa i ochrona potrzebne są maluczkim. Wielcy nie obawiają się, bo mogą sobie pozwolić na prywatną ochronę. Ciekawe, w jaką stronę teraz będzie się rozwijało AI. Obawiam się, że już teraz maszyny typu smartfon, laptop, smartwatch i inne inteligentne smart-rozwiązania robią nie tylko to, co sądzę, że robią. Pojęcia nie mam, co i dla kogo, ale podejrzewam sprzęt o nieczyste sumienie - ich producentów oczywiście, bo przecież nie węglową matrycę.


7. Zamiana ról.


    Wszystko wskazuje na to, że świat się przebiegunowuje. Kobiety są coraz silniejsze, dosadniejsze i konkretne, a faceci niewieścieją i stroją się w biżuteryjne detale. Siła i uległość przesiada się. Wulgarność podparta mocnym alkoholem przestała być domeną mężczyzn, a miękkość i empatia - kobiecą. W ślad za tym idą zwyczaje. Teraz to kobiety oświadczają się mężczyznom, bo tym… brakuje śmiałości i miękną im kolanka. Nie wszystkim oczywiście, bo część z nich jest płciowo niezdefiniowana i dopiero studiuje portfel możliwości psychicznych. Podobno oficjalnie jednak – co szósty dostał już pierścionek od.. no właśnie – przecież nie wybranki...


8. Depresja zimowa.


    Trenerzy fitness uciekają przed niesprzyjającym klimatem! Trudno się dziwić, bo jak tu chwalić się nienaganną sylwetką wypoconą godzinami ćwiczeń na siłowniach, kiedy mróz za tyłek trzyma? Lepiej uderzyć na Dominikanę i tam, na ciepłym piachu prężyć pośladki poddane szprycowaniu witaminą D przez bezwstydne słoneczko. Słyszałem o biznesmenie, który cierpiał na tajemniczą chorobę nie pozwalającą mu w kraju przetrwać zimy – już z końcem września wyjeżdżał do Brazylii, żeby tam dotrwać kwietnia, prowadząc firmę zdalnie – zanim stało się to modne pod wpływem niemiłosiernie nam panującego wirusa.


9. Trzeci świat?


    Dług publiczny Ameryki wywindował ów kraj do Wielkiej Piątki najbardziej zadłużonych krajów świata, razem z Japonią, Włochami, Grecją i Wenezuelą. I to oni mają czelność dyktować światu standardy życia? Zdumiewające. Naśmiewają się z afrykańskiej biedy, ograbiając je z naturalnych bogactw za obietnice, które spełnić mogą jedynie zadłużając się jeszcze bardziej. Czas najwyższy przejrzeć na oczy i z większą podejrzliwością filtrować wszystko co mówią i robią.


10. Reklama.


    Był taki czas, gdy utalentowana cieleśnie, naga kobieta potrafiła sprzedać dosłownie wszystko, choćby było skończoną szmirą, czy koszmarnym bublem. Taki produkt musiał zaledwie podeprzeć się na grzbiecie (powiedzmy) kobiecym, kurczowo trzymając się ciepła jej skóry i po kłopocie. Obecnie trend się zmienił – teraz wszystko potrafi sprzedać jedynie BLACK FRIDAY, nawet, jeśli musi korzystać z teorii względności i ekstrawagancko wyciągnąć się do BLACK WEEK trwającego miesiąc, czy dwa – kto tam przejmowałby się kalendarzem, czy zegarkiem i tym jego upiornie analogowym tykaniem.

sobota, 18 listopada 2023

Za panią Frau - Duperele.

 

    Podświetlony chodnik wiszący nad Rzeką wabił umordowane podróżą liście, przed którymi wciąż długa droga na szerokie wody, pełna zasadzek, jazów i elektrowni wodnych, że o drobnych bystrzach ledwie napomknę. Architektura przeglądała się w nurcie dość bezwstydnie, podziwiając urodę frontowej elewacji wymuskanej ledwie kilka lat wstecz. Na wyspach połyskuje metalizowany rybi szkielet, wabiąc wrony i inne ptaki lubiące błyskotki w naprawdę dużym rozmiarze. Różańce żarówek niczym girlandy ozdabiają kawiarnie-barki, a światła rozpraszają się w miliardach gasnących łusek na powierzchni wody. Dąb pilnujący mariny nabrał miodowej karnacji na mocno już przerzedzonej głowie. Sikorki dołączają do wróblich stadek i uczą się od nich, jak wyłuskać coś jadalnego spomiędzy kocich łbów.


    Z ludzi, interesujący był jedynie facet, niecierpliwie czekający na zmianę świateł. Najpierw podskakiwał, potem trzepotał nogawicami po kolei, jakby chciał z nich wytrząsnąć ciepło. Pochodzenia ciepła wolałem nie analizować, żeby nie popsuć obie radości z widzenia.


    Miłować zakupy, to pomimo skrajnie subiektywnej interpretacji, nie to samo co kupować miłość. Czyli złożenia nie są przechodnie, choć w matematyce można składniki sum, różnic, czy iloczynów ustawiać w dowolnym szyku. Tylko iloraz zauważa różnicę i reaguję na nią bardzo gwałtownie. Czyżby szyk wyrazów nosił znamiona semantycznego ilorazu?

piątek, 17 listopada 2023

Wypominki.

 

    Chuda pani z tłustym psem? Czyżby miłość bezgraniczna kazała jej oddać zwierzęciu każdy kąsek zawierający odrobinę kalorii, samej skazując się na dietę preferowaną przez owce?


    Na przystanku pan z łbem przedwcześnie osiwiałym rozmawia sam ze sobą i najwyraźniej jest zadowolony z konwersacji, bo wreszcie spotkał godnego przeciwnika. Na chodnikach zakwitły parasole i dryfują z prądem asfaltowych potoków niczym czarne nenufary.


    Wspominam czas, kiedy moje notki miały trzy-cztery linijki. Co się ze mną stało, że aż tak się "rozgadałem"?

czwartek, 16 listopada 2023

Wcale niewydumany poranek.

 

    Starszy pan, walcząc ze stresem porannej podróży środkami masowej logistyki osobowej zawzięcie ssał cukierka, szeleszcząc papierkiem, jakby to był ostatni odgłos łączący go z doczesnością. Pani pachnąca naftaliną pozostała niewzruszona na te akustyczne amory, za to młoda niewiasta owinięta skrupulatnie szalem – poszła do dalszego wyjścia. Bidulce zabrakło chyba grosza na skarpety, bo choć górą okutana więcej niż dostatnio, to dołem blada nędza wychylała się z bucików.


    Na zewnątrz pani więcej niż szczupła i rosła nad miarę, szła sobie w spodniach o szerokaśnych nogawicach i w szpileczkach, wystarczająco wysokich, żeby spokojnie już można było zajrzeć do nieba. Wyglądała na szczudlarkę, ale sztuki uliczne odbywają się obecnie rzadko i przeważnie późnym popołudniem, a nie zanim świt poblednie.


    Okrążam zakonne włości podsłuchując ptasią kłótnię w sypialni na daglezji. I nie wiem, o co jej/jemu chodzi. Wrony, osiadłe na oparciach parkowych ławek udają gargulce. Chyba daremnie, bo ławki z wilgocią radzą sobie doskonale.

środa, 15 listopada 2023

Przełamując schematy.

 

    Znów przyjechało pół autobusu, co powoli staje się przewidywalną anomalią (czyżby kolejny anakolut?), sprawiając, że stężenie wrażeń, a raczej ich brak, zgęstniał dwukrotnie.


    Już-nie-rude, budzące sympatię Kobry zmieniają futra na zimowe, mniej przejmując się misternym ufryzowaniem, a więcej uwagi poświęcając funkcjom ogrzewania mózgów.


    Rewolucyjnie, w ramach walki z rutyną porannego spaceru – idę przez Rynek. Na mosty. Mijam miejską galerię, reklamującą na sztandarach „Cykliczną wystawę członków…” i dalej nie chce mi się czytać, bo już jest ekstrawagancko, jak przystało na współczesną galerię.


    Zerkam w co węższe zaułki, sczytuję z murów prymitywne grafitti, mijam zastępy zaspanych krasnali. Zachwycam się uniwersytecką fasadą, podglądam śpiące wyspy rozkołysane Rzeką i zjesienniałe klomby. Współczuję nagiemu szermierzowi, bo choć rzeźbiarz odarł go z odzieży, to złodzieje skradli mu szpadę. Po raz kolejny straszy pustą dłonią adeptów wiedzy tajemnej.


    Przy hotelowym śniadanku klują się biznesplany na nadchodzący dzień, zatwardziali wędkarze zajmują swoje miejsca na łowieckiej szachownicy, ryby przenoszą się w bezpieczniejsze rewiry, które Rzeka łaskawie podsuwa im pod nosy.


    - Pani pracująca na poczcie to pocztówka?


    - A nauczycielka etyki, to etykietka?

wtorek, 14 listopada 2023

Rwetes w głowie.

 

    - Kobieta-duch, to Dusza, Duchessa, Duchota, Duszyca, Duchówka, czy Duchowna?


    Noc przyfastrygowana była do widnokręgu jakimś wściekle mocnym ściegiem, bo niebo pękło wysoko nad blokami, podrapane przez maszty GSM i wyciągnięte ramiona żurawi. Cieleśnie okazały rudzielec przytulał się do słoika z kiszonymi ogórkami – widać na psa nie było jej stać, choć mnogość tatuaży na kostkach sugerowała raczej rozrzutną działalność twórczą.


    Tłok. W takim gąszczu mógłbym zostać tłuszczą. Wystarczy wysmarować się smalcem, czy olejem, żeby NIĄ zostać? No tak… Płeć trzeba by zmienić, bo tłuszcza jest dziewczynką, a ja nie. Można być samotną tłuszczą w tłumie? Taka liczba jednokrotna od liczby pojedynczej mnogiej. Albo we dwie… mogłybyśmy być tłuszczami, choć tłuszcze dla odmiany są chłopczykami, więc kolejna zamiana ról. Oszaleć można w tym tornadzie hormonalnym. W tej gęstwinie informacyjnie zdezorientowanej.


    Ciepło. Tłumnie. W moim stanie ducha mógłbym być tłumem sam. Tak jak tłuszczą bym mógł. Młode dziewczę kręci kuperkiem ukrytym (powiedzmy) pod cienką tkaniną spodni. Młodość jest piękna z natury, nawet, kiedy nosiciel usiłuje się wynaturzyć. Chłopczyk tłuściutki jak maskotka Michellina wykłada się na siedzeniu. Gdyby tłuszcz był lżejszy od powietrza… mógłbym z niego skonstruować zeppelina. I ominąć korki, tłuszcze i gęstwiny. Jak jaskółka – w nurcie dostrzegam zwinięte w jesiennym paroksyzmie liście platanu – wyglądają jak jaskółki właśnie, ale takie podwodne, łapiące ryby. Gasnące kręgi na wodzie sugerują, że jaskółki rybojady nie padłyby z głodu mieszkając nad Rzeką.

niedziela, 12 listopada 2023

Imperium. cz. 5 Wątpliwości.

 

    Morze nie protestowało przeciw powrotom na łono cywilizacji. Dni płynęły spokojnie, wręcz leniwie, statek matka zdawał się sięgać obu krańców widnokręgu, stanowiąc niemiłą zadrę na wszechobecnym błękicie. Zanurzony głęboko pod ciężarem ładunku, mozolnie płynął ku przeznaczeniu. Każdemu potrzebny był czas, by oswoić się z faktami i odpocząć po naprawdę wielkich emocjach na tymczasowej wyspie, którą niechybnie już porwały bermudzkie diabły.


    Niemal patologiczna podejrzliwość Niny okazała się zbawienna. Na statku-matce znaleźliśmy uwięzioną załogę pilnowaną przez automaty. Prócz maszyn na statku nie było innego nadzoru. Najwyraźniej kapitan (niech go piekło pochłonie wraz z wyspą) nie dowierzał nikomu, albo nie chciał dzielić się z personelem.


    - Skąd miał taki sprzęt? - zachodziła w głowę Nina – Nie wyglądał na krezusa, którego stać na zakup ultranowoczesnych zabawek bojowych.


    Piraci w ogóle z nich nie korzystali, uznając cybernetyczne istoty za zbyt łatwe do zmanipulowania, czy unieszkodliwienia. Kapitan jednak skusił się i dzięki nim opanował pokład, nim załoga zorientowała się w czym rzecz. Dopiero impuls pozbawił cyfrowe stwory namiastki życia. Znów złom stał się złomem, bez aspiracji intelektualnych. Załoga… Nina nie mogła jej już zaufać. Wszczepy, wykonane pod przymusem, mimo że unieszkodliwione mogły mieć uśpione uwarunkowania zaimplementowane w mózgach nie podejrzewających nawet zarażenia zewnętrznym imperatywem. Ktoś mógł nimi zdalnie zarządzać. Ktoś (kto?) mógł kontrolować świadomość ludzi poddanych praniu mózgów i ukrywać się w splotach nerwowych do czasu, gdy będą potrzebni posłuszni i lojalni wykonawcy.


    Na czas podróży Nina postanowiła udawać, że nie dostrzega ukrytego zagrożenia. Nie chciała prowokować ewentualnego ataku, czy wzbudzać podejrzeń w mocodawcy. Kapitan nie żył, ale zapewne sznurki pociągał ktoś inny. Ostrzegła mnie, bym nie był zbyt wylewny względem tych ludzi i raczej nie mówił zbyt wiele. Emocje minionych dni stygły powoli. Pokładową rozrywką były niekończące się przechwałki kto na co wyda fortunę z pełnego brzucha masowca. Kiedy zarys lądu ozdobił monotonię widnokręgu byłem już mocno znudzony pomysłami ich lordowskich mości, u których poziom perwersji przekroczył wszystko, co śmieli wymyślić twórcy z branży hardporno, czy horrorów.


    Morze przestało być odludne. Coraz więcej jednostek zmierzało zbieżnym kursem. I chwała Bogu, bo znudzeni do granic ludzie stawali się uciążliwi i drażliwi. Teraz mieli zajęcie i poganiani stalowymi rozkazami Niny przestali zajmować się głupotami. Próbowałem dopytać Niny o dalsze plany, jednak za każdym razem jej oczy penetrowały okolicę, a palcem ostrzegała mnie, że lepiej unikać newralgicznych tematów.


    - Grząski grunt. Lepiej nie ryzykować. Elektronika może nasłuchiwać z daleka. Wiesz o tym. A tu… mamy jeszcze tych ludzi. I nie dowiesz się kto słucha. Poczekaj. Jeszcze trochę.


    Czekałem. Cały byłem czekaniem, a nie znam nikogo, kto to lubi. Brzegi ziemi były już doskonale widoczne. Zabudowane architekturą nie tylko portu - cargo, ale całą infrastrukturą cywilizacji. Spore miasto… Nie spodziewałem się, że będziemy płynąć między ludzi. Sądziłem, że łup gdzieś ukryjemy, rozproszymy się, a akcja separacji metali odbędzie się daleko od ciekawości postronnych. Tymczasem, nad portowymi budynkami dało się już odczytać logo jednej z największych korporacji, a statek-matka zmierzał wprost w paszczę lwa. Patrzyłem na Ninę zdumiony, ale ta uśmiechała się tylko i kiwała przecząco głową.


    -Nic nie powie cholera jedna! - zżymałem się – a może…


    Podejrzenia narzucały się same. A może Nina była agentem korporacji? Może zwiodła nas wszystkich i teraz... Niech to szlag! Zaufałem małpie. Jak debil! A teraz płyniemy do doków korporacyjnych z kontrabandą, za którą nas wszystkich powieszą na suchej gałęzi. Nielegalne wydobycie, sprzedaż materiałów strategicznych i miliard paragrafów, mających uchronić korporacje przed konkurencją pomniejszych cwaniaków. Przed nami. Nie było dokąd uciec.


    Rzucono cumy. Nabrzeże zaroiło się od personelu. Statek uwiązany na smyczy trzymał się brzegu pozwalając na rzucenie trapu. Nina schodziła pierwsza, witając się z kimś w garniturze kosztującym więcej niż wynosił roczny budżet Kambodży. Załoga pakowała właśnie manatki i wesoło schodzili za Niną. Czyżby bywali tu wcześniej? Podejrzenia we mnie nie kwitły, a rozszalały się bez cienia umiaru.


    - Alem sobie wybrał pirata na wspólnika!


    Nina gwizdnęła ostro i pomachała ręką, żebym do niej dołączył. Z braku lepszych pomysłów poszedłem. W paszczę lwa.

piątek, 10 listopada 2023

Kilka niewinnych pytań.

 

    - Czy coś stoi na przeszkodzie, żeby sztuczny satelita okrążał naturalnego?


    Pyzaty chłopiec fotografował zawzięcie szczerbaty księżyc, zabijając nudę oczekiwania na autobus. Panie o nóżkach splecionych w iksy poprawiały wełniane czapeczki, mrok dusił Miasto, jakby dzień miał nie nadejść. Na widnokręgu sterczały jakieś kominy, maszty i żurawie usiłujące podrzeć noc na mniejsze fragmenty, które rozgoni wiatr, by słońce mogło wśliznąć się w szczeliny.


    Znów przyjechało pół autobusu, a ciepło pasażerów skoncentrowane na mniejszej kubaturze sprawiło, że śmielsze niewiasty pościągały futerka i kożuszki, dyskretnie dzieląc się urodą z otoczeniem.


    - Czy kobieta z kokiem to KOKIETKA?


    Autobus cierpliwie łączył kropki między początkiem, a końcem trasy. Zakapturzeni przechodnie wynurzali się obnażeni zwielokrotnionym światłem reflektorów samochodów osobowych. Dzieciątka w otulinie puchu szczelnie wypełniały wózeczki. Biegacze swoją ruchliwością urągali wielokonnym autom stojącym w korkach, zawstydzając je tempem przemieszczania się.


    Starsze panie, równo z brzaskiem (pierwszy brzask sugeruje, że zaraz po nim pojawi się kolejny, co jest oczywistą bzdurą) zmierzają do kościołów, by podzielić się z Bogiem wrażeniami z minionej nocy. Hmmm… Niewiele wiem o nocnym życiu starszych pań… Między klasztornymi murami biegł szczur. Może nie antyczny, ale wiekowy zapewne – domniemywam po ostrożności z jaką przemieszczał się wykorzystując ukształtowanie terenu.


    Trafiam na wyjątkowo źle dobraną parkę – pan w krótkich spodenkach wiódł za rękę niewiastę w pikowanej, puchowej kurtce. Dysonans pogłębiała mamusia o nogach dłuższych od wzrostu pisklęcia, które wlokła za rękę, całą uwagę poświęcając telefonicznym plotkom – najwyraźniej były przedniej jakości, bo sadziła takie susy, że młodzian nie miał żadnych szans nadążyć za szalejącą werwą. Może wyrośnie na Korzeniowskiego?

czwartek, 9 listopada 2023

Erotyk (nie)spełniony.

 

    Jako żona prezesa-właściciela korporacji o globalnym zasięgu miała pełne prawo domagać się uznania i udowadniać smarkulom, którym przemiękała bielizna pod naporem wzroku samca alfa – JEJ SAMCA, że należy do niej i wszelkie splendory zbierać może wyłącznie ona.


    Dlatego, ignorując kompletnie lata nieparzyste (w parzyste przypadają ważne, okrągłe rocznice, co pozycjonuje je ligę wyżej niż nieparzyste), w parzyste brała udział w konkursach miss korporacji, które wygrywała w cuglach, zostawiając w cieniu własnego wdzięku całe zastępy długonogich sekretarek, biuściastych księgowych i zbieraninę asystentek i kierowniczek małego kalibru. Wygrywała zasłużenie oczywiście – a wątpliwości rozwiewały się pod jej pamiętliwym wzrokiem.


    W tym roku… W tym roku nadchodziła pora na kolejny z jej oszałamiających sukcesów na polu urody, a ona upatrzyła sobie właśnie główną wygraną – maserati na indywidualne zamówienie, o wiśniowej karoserii, wnętrzu ze skóry jagnięcej i stuletniego cedru… W takiej oprawie wyglądałaby jak szczęśliwa Clitoris w bezpiecznej otulinie waginy. Oczywiście, samochód mogła sobie kupić, albo otrzymać w prezencie od męż-krezusa na imieniny (od pewnego czasu skromnie „zapominała” o urodzinach), jednak pomiędzy dostać, czy kupić, a wygrać w konkursie piękności znajdowała się nielicha przepaść z jakiej nie zamierzała NIGDY zrezygnować.


    Przez tydzień musiała pokonywać opór męża, udowadniając, że takie trofeum nie będzie przesadną oprawą dla jej urody, spełniając przy tym zachcianki, od których wciąż pojawiały się na policzkach rumieńce wstydu i zażenowania, a pupa do dziś bolała ją od przesadnej fantazji mężowskiej, wyćwiczonej na ciałach ekskluzywnych prostytutek, okresowo pojawiających się i znikających bez śladu w rodzinnych posiadłościach na całym świecie. Po przeżyciu TAKIEGO tygodnia, musiała przyznać, że życie profesjonalnej dziwki, to nie bułka z masłem, a to, czego może doświadczyć ciało zasługuje na szacunek dla jego odporności.


    Ale, co tam pupa! W brzuchu motyle oszalały i we łbach im się już kręciło od wirowania – maserati grzecznie stało na cokole i czekało, aż jej umęczona pupa zajmie miejsce za kierownicą, w przechodniej koronie, ozdobionej nędznymi brylancikami po jednym, dwa karaty raptem…


    Cierpliwie przeczekiwała listę rywalek zajmujących dalsze miejsca w konkursie i szczebioczących bzdury, jakie są dumne i wyróżnione – małe kurewki, którym się wydawało, że mogą JEJ zagrozić. Niech mają te swoje futerka, czy laptopy z różową klapką, na nią czeka PRAWDZIWA wygrana. Wreszcie mistrz ceremonii zebrał się w sobie i odchrząknąwszy, obrzucił salę spojrzeniem, nim zaczął czytać werdykt finalny. Poprawiła niewidzialną fałdkę na kreacji, ubrała eleganckie zdumienie na twarz i zaczęła podnosić pupę z fotela, kiedy między uszy dostały się słowa, jakie nie miały prawa się tam znaleźć w TAKIEJ chwili. Spiker pomylił nazwiska? Udawane zdumienie przerodziło się w prawdziwe, a wściekłość (zwolnię go, nim zejdzie ze sceny!) zagotowała białka oczu.


    Na scenę tymczasem wspinał się jakiś rudzielec, chudy wręcz niebosko. Na paluszkach wchodził, jakby pupę rudzielca zwiedzał nie-jej-mąż i to dużo dłużej niż marny tydzień! A pracowała ponoć zaledwie trzy miesiące jako pomoc kuchenna w zakładowym bufecie, kiedy przypadkiem dostrzegł ją jej mąż...


    - JEJ? Czyżby?

Męskie sprawki.

    W czapeczce lokalnego klubu piłkarskiego wystąpiło dziecię z wielkim tornistrem. Na tylnym siedzeniu w autobusie zasypiało nie mogąc utrzymać powiek, a głowa była zbyt ciężka dla młodego organizmu. W końcu poddał się i zapadł się w odmienne stany świadomości. Karampuk starannie ukrywający płeć nawet adamowe jabłuszko miał mizerne – czyżby dziczka?


    Zarośnięty niemożebnie traper z zapałem fotografował szalet miejski. Najwyraźniej znalazł w nim sentymentalną wartość, gdyż po sesji zdjęciowej wtulił się w swoją Barbabelę i trwał między jej krągłościami bezwstydnie zupełnie.


środa, 8 listopada 2023

Na wszelkie świętości.

 

    Feminatyw od słowa Bóg? Bożnicę i Boginię dawno już sprowadziliśmy na ziemię, więc absolutnie nie. Przechlapane! Boża Samica, to lingwistyczny poligon. Może dlatego kobiety nie mogą zostać nawet księdzem?

    Swoją drogą – intrygujące, że tylko mężczyźni mogą reprezentować Boga.


    - Bożenka?

    - Bogna?

    - Bogusia?

    Łatwiej chyba osiągnąć formę nijaką – Bóstwo, co prawda spokrewnione z U-Bóstwem, ale jednak.

Rozmaitości podróżne.

 

    Zdumiewa mnie ilość opróżnianych w marszu butelek okowity w miniaturowych opakowaniach po 100 ml. Wychłeptane dla ratowania życia niemal w sklepowych drzwiach, porzucane są gdziekolwiek. Najwyraźniej naród nadaje nowe znaczenie słowu ogorzały – nie od słońca i wiatru, lecz od okowity.


    W zakładzie oferującym ciastka, kawę i nową fryzurę dostrzegam pulchną panią (Pulcheryjkę?) w kreacji odsłaniającej łopatki. Nie mam pojęcia, czy od frontowej strony kreacja była równie skąpa, ale – być może pani czekała, aż wyrosną jej skrzydła i chciała je niezwłocznie uczesać? Po porodzie nawet skrzydła wyglądają niechlujnie.


    Zgrabna kobieta po przejściu mostu naciągała spódniczkę – najwyraźniej, woda w Rzece była lodowata i skurczyła materiał. Cóż… Na panią czekał już kolejny most.


    Lokalny Mateusz w „in cogutto” (że tak sobie zażartuję) jedną dłonią kierował rowerem, a druga zajęta była nawiązywaniem łączności z Rajem. Udało się! Ksiądz przywitał się grzecznie życzeniem „Szczęść Boże” – zupełnie, jakby z Absolutem byli po imieniu. Ciekawe, czy w odpowiedzi usłyszał – „No i co tam słychać Franiu?”


    Na kolejnym moście napotykam Murzynkę w sweterku z owczej wełny i czapce od górali. Usiłowała wtopić się w koloryt tutejszy, co nie do końca się udało, jednak brawa za folkowe zacięcie i podejście do bladych twarzy.