czwartek, 6 sierpnia 2026

Pewnie piwne pawie na prawie.

 

    Nie, żebym zapomniał o bursztynie. One są wszędzie, tylko nie na brzegu. Zakłady jubilerskie oferują cudeńka, a niemal wszystko, na czym warto zawiesić wzrok zaczyna się od czterech cyfr. Muzea chwalące się, ze każdy eksponat można kupić. Na przykład drzewko szczęścia – pień z odłowionego w morzu korzenia i kilka tysięcy bursztynowych listków za jakieś 25 tysięcy. Dla biedniejszych zostają bursztyniarze, którzy łowią sami, obrabiają i osobiście sprzedają z malutkich, turystycznych stolików. Jak się zna takiego, wtedy można obejrzeć coś nie-dla-szerokiej-publiczności. A co! Znam. Starszy facet, który pojawia się na plaży nie za często, a za każdym razem przyniesie coś, co łeb urywa. Z zachwytu. Surowy „kamień” i wyroby realizowane nawet przedwojennymi metodami. Korale obrabiane cęgami? Wisiory wyglądające jak wyłupane w krzemieniu? Kaboszony tak pełne srebrnej trociny połyskującej w słońcu bez końca i to bez ingerencji człowieka? Wszystko się da.


    I wszystko byłoby jak należy, gdyby nie młody byczek u którego na stoliczku, obok bransoletek po stówce walało się siedem bryłek wielkości małej piąstki. Wycenione razem na ponad pięćdziesiąt tysięcy. I choć trudno w to uwierzyć – warte były tej ceny. Połowa bryłki wiśniowa, druga żółta, a środkiem mleczna chmurka. Inny w jednej osi zdawał się być zielony, a w drugiej czerwony. A każdy tak idealnie czysty w środku, jakby ktoś je wyzamiatał przed skrzepnięciem. Nic równie pięknego nie widziałem. Osiem tysięcy za kawałek żywicy… Cholera! Nie miałem. I nie stać mnie było nawet na negocjacje, bo nawet po potężnym rabacie wciąż stać mnie byłoby tylko na podziwianie. Cieszę się, że mogłem obejrzeć. Trudno będzie taki obrazek dogonić.

8 komentarzy:

  1. Bursztyny i perły, wielbię równo. Lubię nosić w kieszeniach, człowiek pogłaszcze i od razu ma lepszy nastrój. Kosztowne ale ile przyjemności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja do bursztynów dorzucam chryzopraz, malachit i kryształ górski.

      Usuń
  2. Chyba jestem wygrana, ponieważ nie lubię bursztynów. Nie zadowalają mnie kolorystycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. są najróżniejsze - od mlecznobiałych, przez żółte, po miodowe i wiśniowe. są też zielone i czarne, z inkluzjami i bąbelkami wody - rozmaitość wielka. i słońce pięknie w nich gra. polecam Chmielewską - Złota mucha - kryminał o bursztynach.

      Usuń
    2. Oczywiście czytałam, wszystko jej czytałam, a niektóre jej powieści znam niemal na pamięć. Zdecydowanie najlepsze są te najstarsze.

      Usuń
    3. wszyscy jesteśmy podejrzani, krokodyl z kraju karoliny są ekstra. ale te o Okrętce, czy o Pawełku też są niezłe. a z nowych uwielbiam szajkę bez końca i złotą muchę.

      Usuń
    4. Natomiast moim najpierwszym z pierwszych numerem jest "Lesio", po nim ex aequo "Całe zdanie nieboszczyka" i "Wszystko czerwone". "Wszystko czerwone" ma dla mnie w pewnym sensie wartość sentymentalną, ponieważ była to pierwsza powieść Chmielewskiej, którą przeczytałam. W podstawówce byłam. Zachłysnęłam się.

      Usuń
    5. wolę klin niż wszystko czerwone.

      Usuń