W pełną szklanicę nieba ktoś nocą wpuścił całą pastylkę księżyca. Ledwie pół się rozpuściło, a już całe niebo zwarzone, czyli księżyc musiał być bardzo kwaśny. Jak na ziemię spadnie serwatka w postaci kwaśnego deszczu, to się nie zdziwię, a ser (oby) zostanie dla aniołów na pyszny serniczek, względnie na farsz do naleśników. Nastrój zapewne podkręcił mi „wysokiej jakości artykuł” na WP, z którego dowiedziałem się, że boczniaków najlepiej szukać w okolicy drzew dębowych i bukowych.
Młodziutka Klepsydra w barwach Juventusu (niewprawnym powiem, iż Stara Dama z Turynu wyznaje wyłącznie biel i czerń) operowała krągłościami z wprawą doświadczonej matrony. Pan Baryłka, że tak pieszczotliwie wyrażę się o kolosie globalnie wypukłym, przepuścił ją, by nacieszyć się widokiem, czyli jest estetą, sybarytą, a może poetą, który teraz z mozołem szuka godnego rymu do słowa klepsydra. Bo przecie nie Hydra, nie wydra, ani tym bardziej zadra. W dzielnicy Boga czas snuje się znudzony i znużony. Lekko przykurzony solidną warstwą historii i nie mniej okazałymi zamiarami na przyszłość tuła się po zakamarkach i rozszczelnia wrota świątyni. Drobna nastolatka o szmaragdowych włosach podpompowuje biuścik ciepłym, cybernetycznym dymem, obojętnie mijając pana, który w przysiadzie realizował się za krzewem wciąż pozbawionym zielonego łupieżu.
Nóżkę trafiam tam-gdzie-należy, więc nie muszę się spieszyć, lecz uliczne pustki zniechęcają do swobodnego meandrowania. Elegancko zapadam w podwórze, gdzie wieczorem nie chciałbym musieć wpadać i obok krzewuszek drobię kroki w stronę dwóch kasztanowców. Odprowadza mnie poprawiający mi humor napis na blaszanych drzwiach – ZERO TROSK. Pobieram klucze do codzienności i beztrosko trwam w czasie teraźniejszym. Patrzę, jak błądzą ludzie, zdumieni, że nie trafili gdzie chcieli i niemal wisiał w powietrzu znak zapytania okraszony soczystym przekleństwem – GPS, gdzie to jest? Jako wielokrotny nastolatek uczyłem się trafiać do celu w sposób analogowy, bez elektronicznego wsparcia, a jedynym, stosowanym niechętnie rozwiązaniem „sieciowym” była indagacja tubylca. Wspieram co bardziej zabłąkane byty elektroniczne, z których znakomita większość zamierzała trafić w sąsiednie drzwi od tych opatrzonych napisem ZERO TROSK.
Wracam i oczywiście penetruję wzrokiem przestrzenie. Wpada mi w oczy tablica rejestracyjna D4 KRZEM – brzmi nieźle i tajemniczo. Chwilę później w miejscu dowolnym jezdnię przebiega dziewczątko o piersiach większych od pośladków. Być może postanowiła podrasować krągłości, lecz stać ją było tylko na górę, a dół musi poczekać na kolejną transzę kieszonkowego? Cóż. Gdybym z premedytacją i świecą miał szukać podobnej urody, musiałbym zaopatrzyć się w gromnicę – nic mniej nie wchodzi w rachubę.
Ciekawe, co wybiorą anioły, ja stawiam na serniczek!
OdpowiedzUsuńdo kawki?
UsuńKoniecznie!
Usuńtylko się nie wpraszaj, bo się który zakrztusi.
UsuńParafia i parafina - niby tylko jednak literka a jaka różnica?
OdpowiedzUsuńI ten pan "realizujący się w przysiadzie" za krzewem? Chyba dobrze, że nie wiem o co chodzi .... :-)
niski żywopłocik, ale jednak się spisał!
UsuńA to dopiero! Tytułowy paradygmat!
OdpowiedzUsuńcóż. trzeba coś robić, żeby nie było nudno.
UsuńPrzypominasz mi, że literatura czasem zaczyna się bardzo prosto, od spojrzenia w bok zamiast prosto przed siebie. I od jednego zdania, które nagle postanawia skręcić tam, gdzie wcześniej nie było drogi. A język prowadzi Cię za rękę, a trochę za nos. Masz przyjemną swobodę obserwowania drobiazgów, takich, które zwykle umykają, dopóki ktoś ich nie nazwie. Tabletka księżyca rozpuszczona w nocnej szklance nieba, napis ZERO TROSK na drzwiach, tablica rejestracyjna brzmiąca jak kryptonim z powieści science-fiction, to są te momenty, kiedy codzienność nagle dostaje lekkiego przechyłu i zaczyna się robić literacko.
OdpowiedzUsuńmój tata zwykł mawiać, że jak ktoś potrafi pisać, to z książki telefonicznej zrobi pasjonującą lekturę. uczę się, robię co mogę i nie ustaję w wysiłkach.
UsuńWitaj po roku
OdpowiedzUsuńZaglądam do Ciebie, bo pisałeś u mnie, że lubisz opowieści o drzewach. Prosiłeś, abym częściej o nich pisała. Niestety piszę o nich raz w roku na wiosnę. W innych miesiącach piszę o roślinach, ziołach, przyprawach... W styczniu lub lutym o horoskopie chińskim.
Dzisiaj jest jednak pora na kolejne drzewo.
Nie zapomniałam o Tobie. Zapraszam...
Ciekawie piszesz...
dziękuję - zajrzę na pewno
UsuńDziękuję:))) I do napisania za rok???
Usuńa czemu nie? zobaczymy, jakie drzewo się trafi
Usuń