czwartek, 21 sierpnia 2025

Rada się skrada gdy gad zagada.

    Bezruch spowodowany nieprzychylnością świateł zdawał się być złowieszczy, a chmury pogłębiały nastrój. Rudowłosa w tęczowej kurtce okazała się nosicielem wąsa, aż Księżycowa Dziewczyna żachnęła się zaciągając głębiej cyber-papierosem. Mała Mi z dwoma synkami przemawiała do nich z matczyną łagodnością, a oni, pierwszy raz w podróży na całe siedem przystanków bez bułek. Dotychczas zawsze paśli się przed ciężką robotą w przedszkolu. Awansowali z fizycznych na umysłowych?


    Sympatyczny Rudzielec prowadził krótką, bardzo emocjonalną rozmowę telefoniczną i rozmachany był niemożebnie, usiłując rękami opisać własne rozumienie tematu. Przy okazji – Rudzielczyk oszałamiał dziś świat białą sukienką, nijak nie pasującą na Pierwszą Komunię, czy ślub. Jak się okazało później, całkiem sporo młodych pań wybrało białe sukienki – może jakaś akcja internetowa na kształt flash mob’u? Albo protest, czy demonstracja? Wsiadła młoda dama w czerni, a spodnie dresowe, czy też może grubsze, jesienne leginsy miała dopasowane tak doskonale, że można było określić zasięg cellulitu. A skoro już temat tknąłem, to powiem, że jeśli kobieta stanie nago przed facetem, a ten dostrzeże cellulit, to kobieta powinna wiać, gdzie pieprz rośnie – z tej mąki nic sensownego się nie upiecze.


    Z okna autobusu dostrzegam rejestrację C2AMPER i chwilę się głowiłem, czy chodzi o dwa ampery, czy o kampera, bo autko było mało turystyczne, chyba, że do turystyki dyskontowej. Pulchniutka pani o karnacji niemal białej i odsłoniętym pępku skojarzyła mi się z kluseczką śląską. Miękką, ciepłą i z dziurką w środku.


środa, 20 sierpnia 2025

Ekstremalny seks.

 

    Jesteśmy z żoną bardzo otwarci na kwestie dotyczące seksualności. Rozmowa o intymności, czy nawet najbardziej nietypowych potrzebach, względnie kaprysach nigdy nie przedstawiała problemu. Dzięki temu jawnie eksperymentowaliśmy z rozkoszą ku wzajemnej satysfakcji, dzieląc się wrażeniami najszczerzej, jak się dało. Jednak słowa, to tylko słowa i często bywały zbyt ubogie, by wiernie oddać rzeczywistość. Bardzo chciałem poznać jej doznania swoim samczym umysłem, ona nie była mi dłużna, wyznając, że korci ją wrażenie, jakim poddawane jest męskie ciało.


    Pewnego wieczoru, po niezwykle pikantnej grze wstępnej, zakończonej spełnieniem w objęciach, odpoczywaliśmy leniwie wymieniając uwagi. Nastrój zrobił się więcej nostalgiczny, i melancholijny. To chyba ona doszła do wniosku, że poznanie przez słowa nigdy nie będzie satysfakcjonujące i żeby rzecz zgłębić, musielibyśmy zamienić się rolami. Noc minęła nadaremnie, gdyż ją przegadaliśmy aż po brzask.


    W końcu podjęliśmy decyzję. Zmieniamy płeć. Oboje. Aby ograniczyć pośrednictwo osób trzecich, mogących zaburzyć intymność, postanowiliśmy wzajemnie ofiarować sobie własne atrybuty płciowe, tym bardziej, że razem uważaliśmy je za piękne. Poza tym, w razie czego, zostałyby w rodzinie, a gdybyśmy po kilku latach zapragnęli powrotu do pierworysu boskiego stworzenia – nie musielibyśmy kombinować z obcymi dawcami. Do przeprowadzenia zabiegu, żeby był maksymalnie „koszerny”, wybraliśmy renomowaną klinikę ze stolicy narodu wybranego i artystę, który znany był w świecie z niewyobrażalnych osiągnięć za niebagatelne pieniądze. Cóż. Naród wybrany potrafił Boga sprzedać, kupić, wymienić na łotra, więc skórę z nas zdarł nie raz. Najpierw ekonomicznie, a potem fizycznie. Bolało jak diabli, a rekonwalescencja trwała całą wieczność. Ja, ze wzrostem poziomu estrogenów, stałem się miękki, wrażliwy, czuły i miałem coraz mniej kłopotu ze łzami. Ona twardniała z dnia na dzień, a twarz pokryła się stalowo-błękitnym zarostem, wymagającym porządnej maszynki, a nie depilatora.


    Wizja wielokrotnych orgazmów umilała mi długi proces gojenia ran i walki z dojmującym bólem. Jednak koszmar miał się wkrótce skończyć, zostawiając nas z dobrodziejstwem nowych, dotąd niemożliwych doznań. Wreszcie nadszedł dzień, kiedy można było zdjąć ostatnie bandaże. Stałem… stałam naprzeciw własnej żo… własnego małżonka i poczułam skrępowanie, gdy odwijałam z piersi bandaż. Były piękne, pamiętałem… pamiętałam je z okresu, kiedy byłam samcem, ale teraz, jako samiczka czułam pikanterię tego aktu. Wszak po raz pierwszy rozbierałam się przed nim. Nie powiem, zanim sterczące sutki ostatecznie wynurzyły się z bandaży, zauważyłam, że coś w nim drgnęło, a piżamka na wysokości kroku wybrzuszyła się, co pochlebiło mi niezwykle. Nim się opamiętałam, byłam naga. Obrócił mnie i pchnął na ścianę, a kiedy dłońmi amortyzowałam pchnięcie - wszedł we mnie. Brutalnie, nieumiejętnie, ale wszedł głębiej, niż byłam przygotowana. Krzyknęłam, co i jego i mnie rozpaliło do białości. Furia i tornado wzięły nas w posiadanie. Nie pozwoliłam mu uciec, nim nie oszalałam z rozkoszy.


    On także rozpadł się na światy tak małe, że musiałam go szukać. Drżał cały, skulony jak niemowlę z obłędem w oczach smakował pierwszy orgazm, a ze mnie powoli wyciekało wszystko, co we mnie wpompował. Pierwszy raz, którego nie zapomnę do końca świata. Sięgnęłam dłonią tam, gdzie zamiast pomarszczonej moszny bez przeszkód gorzało piekło. Groszek czulszy od radaru, poznał mnie i wypchnął biodra wyżej. Zgwałciłam się patrząc na tego mojego nowego męża, potem jeszcze i jeszcze, aż wrócił do żywych. Nie wiem, czy kiedykolwiek zechcę odwrócić ten zabieg. Było bosko!


    Tylko ten okres całkiem od czapy. Nim nadejdzie, zapytam o szczegóły – w końcu to jedyny facet na ziemi, który ma pojęcie. Przecież nie zadzwonię do siostry!

Ekstrakt komunikacyjny.

 

    Chcąc ją uwieść, wiódł na manowce, rozpędzając się w słowach, by stała się powolna.


    - Hamuj się, bo cię poholują – pospiesznie go skarciła – masz szlaban, omiń temat i bezpiecznie prowadź do celu.

Laska z lasu na Alasce chodzi o lasce.

 

    Skoro kobiety przywiązały się do czerni, a kiedy już nijak się nie da, sięgają po błękit, może facetom czas sięgnąć po biel i róż? Myśl rewolucyjna zapłodniła mój poranek i zacząłem się rozglądać. I od razu sukces! Trafiam gościa w rewolucyjnych barwach, prowadzonego za rączkę przez dziewczę w czerni! Demiurg we mnie pokraśniał z dumy.


    Dziczeją jabłka w niczyim sadzie, pozostałości po ogródkach działkowych otoczonych przez bloki mieszkalne. Słońce zagląda w oczy odbiera widzenia. Krótkowłosa zabawia pasażerów własną, banalną pół-rozmową (drugie pół niedostępne gawiedzi) aż co poniektórzy zaczęli się modlić, żeby wysiadła. Na chodnikach kobiety grzeją dłonie pod pachami, albo wtykają je głęboko w kieszenie spodni.


    Kompaktowy brytan wsunął się z lubością między solidne piersi doświadczonej nosicielki i pozwalał im się uwodzić, akumulując energię na wypadek ataku i walki wręcz z kimś godnym. Dziewczyna w sukience zbyt krótkiej nawet na halkę poruszała się tak wdzięcznie, że byłem mocno zawiedziony, kiedy usiadła, przedwcześnie kończąc spektakl. Innej, w staniku zrobionym na drutach (własnoręcznie?) harmonii i piękna w ruchach zabrakło.

wtorek, 19 sierpnia 2025

Widły w powidłach.

 

    Dziewczę było tak wyprane z emocji, że nawet jej odbicie w brudnej szybie autobusu niosło ich więcej od oryginału. Za oknem, czyli i za odbiciem dostrzegam kobietę w rozpiętym sweterku, przytulającą się do własnych piersi. Najwyraźniej nie za ciepło jest, ale pępek na świat zerka nieskrępowanie. Zimny poranek z tajemniczych powodów nie tyka pępka, który najwyraźniej jest mrozoodporny, a wilgotny chłód przecież sugeruje koniec lata. Szybko.


    Nasiąkam melancholią i poddaję się jesiennej zadumie. Lato w kostkę i do szafy, żeby już w maju znów zacząć mu się przyglądać, czy nie trzeba go odkurzyć, albo odprasować. Uśmiecham się do wspomnień, a tam kobiety. Nie byle jakie, ale takie, przez duże K. Rzadko spotykane, ale kiedy już się zdarzy, wielka litera sama wskakuje na początek słowa i trzyma się tam, będąc jak najbardziej na miejscu. Spotykałem panie, o włosach bielusieńkich od używania i takie, które dopiero marzyły o prezencie na szesnaste urodziny. Wiek nie determinował, ani nie wykluczał. Wszystkie miały w sobie coś (niekoniecznie, ale może to samo coś, co sprawia, że facet obejrzeć się musi). Jakąś taką szlachetność objawiającą się w każdym ruchu i najdrobniejszych gestach, czy słowach. Piękne, nie tylko zewnętrznie, ale i gustownie ubrane, otoczone aureolą dumy wolnej od pychy i skromności znającej własną wartość. Kochających życie i szukających miejsca do zagospodarowania własnym zainteresowaniem. Żadna nie musiała się pchać do pierwszego szeregu, wykrzykując wulgaryzmy, żeby ktokolwiek je dostrzegł, czy usłyszał. Wystarczało, że się pojawiły, a magia działa się już sama. Wypatruję takich okazji, jak rzadkich ptaków, albo samorodków w rzece powszedniości. Mało z którą dostrzeżoną udało się zamienić parę słów, lecz kiedy już, każda rozmowa była świętem, choćby tyczyła banalnych zdarzeń. W blogach również udaje się trafić podobne rarytasy, a choć znajomość najczęściej pozostaje wirtualną, wcale nie traci na wartości. Zawsze warto spotkać pięknego człowieka, choćby za pośrednictwem sieci.


    Dzień pracowicie mijał, aż w końcu porzucony na drobną wieczność między butami obserwowałem nastolatka szamoczącego się między jak najbardziej damskimi bucikami. Okazało się, że interesują go plecaki 20-30 litrów. Sam miał podobny na plecach, ale dość już sfatygowany, więc przymierzał się kolejno do rozmaitych i sprawdzał w lustrze, czy wygląda godnie. I jakoś nie mógł się zdecydować, więc krążył, powtarzał kołowanie, nawroty go zmęczyły, to usiadł wlepiając wzrok w kilka modeli pięć razy podglądanych wcześniej. Normalnie zawiesił się i blok decyzyjny mu zastrajkował. Siedział, może restartował system, może debugował, może aktualizował dane, czy wymieniał matrycę na nowszą. Wreszcie wstał, Zdecydowanym krokiem minął lustro, podszedł do półek z butami, szarpnął jedno pudełko i zaniósł je do kasy, nie mierząc, nie oglądając, nie interesując się zakupem. Wyszedłem i ja, odparować myśli po tej akcji. Błyskawicznie trafiam wzrokiem w niezwykle chudą dziewczynę pożerającą łapczywie bułkę. Drugą ręką szarpała minispódniczkę, zamierzającą ją opuścić, kompletnie ignorując zabiedzone bioderka, więc pośpiech w dokarmianiu był jak najbardziej słuszny. Że też dopiero strach przed niechcianym negliżem zmusił ją do próby powiększenia obwodu, to zdumiewające.

poniedziałek, 18 sierpnia 2025

Lina linieje śliniąc się w glinie.

 

    A kiedy miałem już policzone wszystkie mamusie i cały narybek (remis 10:10), okazało się (jak zwykle), że dziewczynki są w znakomitej przewadze liczebnej. Tym razem 7:3. Samczyki stają się płcią zagrożoną i tylko czekać, aż ktoś otworzy czerwoną księgę ginących gatunków i po cichu dopisze ludzia do długiej listy niknącej różnorodności biologicznej, której obecnie jest podobno 3% - reszta życia, to ludzie i zwierzątka hodowlane.


    Rozochocony chciałem coś jeszcze policzyć, ale rowery mnie nie kręciły, samoloty takoż. Ptaków jakoś nie było, może czeredka zbyt wielki rozgardiasz robi, żeby się uchował jaki upośledzony, czy głuchy od urodzenia. A tak w ogóle, to ptaki słyszeć muszą, bo na huk zrywają się do lotu. Chłopię zupełnie niedorosłe pozwoliło sobie na płacz, przegrywając batalię o taczkę. Jak dorośnie, będzie dumny być może, że to nie on nią jeździ. Na chodnikach i murkach powstają spontanicznie kolorowe rysunki kredowe. Jak nie drabina na mur, to gra w klasy, gdzie każda klasa ma więcej niż fantazyjny kształt i kolor. Nawet połowy rozszyfrować nie umiem, ale zmysł artystyczny i ja, to dwa końce huśtawki. A skoro już o niej mowa, to bawią się na niej dzieciaczki w kaskach. Niebezpieczny trend, bo ktoś ograniczony wprowadzi przepis i będzie karał dorosłych za brak kasku u dziecka, gdy bawi się na zjeżdżalni, czy bujanym koniku. Okropność.

Tarcica tarniny w tartaku i tatarak w anoraku.

 

    Ktoś wesolutko zatrąbił nochalem po dwakroć, niczym statek wychodzący z portu w długi rejs. Wróble oplotkowały go szybciutko i zajęły się wróblimi sprawami, też hałaśliwie. Zerkam na kurtki występujące obok krótkich spodenek – to sygnał, że nadeszła pora przejściowa między suchą, a deszczową. Czuję w sobie niewytłumaczalny opór przed użyciem słowa „mężczyzna”, uznając je za przynależne wyłącznie kobietom, które mogą rozsmarować je jak miękkie masło po kromce chleba. Ja, nie potrafię.


    Niebo, jak źle wymieszana farba pełne jest smug rozłożonych bezładnie. Na trawnikach kokosi się koniczyna, bezpieczna z braku koni. Wielki byk, cokolwiek zaniedbany wbił się w ciepłą kurtkę, a dołem, pod krótkie spodenki założył leginsy. Machał do kierowców, żeby już sobie pojechali, ale oni z osłupienia stali zafascynowani obrazem, ignorując zielone światło. W skrzynkach, gdzie zazwyczaj widuję flaszeczki po wódce, odkrywam kwitnące nasturcje. Pani ścigająca autobus rozbujała biust tak mocno, że niedopieszczony pan oblizywał się, ani na chwilę nie chowając jęzora w paszczy. Tam, gdzie zazwyczaj zachwycam się magnolią (najpiękniejszą w Mieście), dziś poddaję się urokowi dwóch sporych krzewów budlei i imponującymi kwiatostanami – gdybym był motylem, ani chybi, doznałbym orgazmu. Mniej cieszy widok po raz trzeci tego roku kwitnącej katalpy i kaliny. Anomalia pogodowe sprawiają, że przyroda wariuje.


    Młoda, bardzo ładnie wypukła dziewczyna z obrożą na szyi, paroma pieszczochami z ćwiekami sterczącymi groźnie, odrobiną bardziej standardowej biżuterii pytała swojej szczupluteńkiej koleżanki, czy wrócą na dwudziestą pierwszą, co chudą brunetkę obruszyło. Wypukłe dziewczę przyjęło do wiadomości, a ja podziwiałem jej chyba-spodnie w szachownicę, na której ćwiczyły wygrywające strategie zastępy kwiatów.

niedziela, 17 sierpnia 2025

Kreci kretyn z Krety skrzętnie skroił kreton.

 

    Ostatnie, poszarpane dniem drobne, rozproszone chmury spływały w stronę widnokręgu, poganiane przez samoloty spieszące na noclegowisko. Tatuś dźwiga w ramionach do domu parę kilogramów rozchichotanego szczęścia na rękach. Nietoperz, największy nocny motyl rozgląda się za żarciem po okolicy, pilnie nadstawiając ucha, a ćmy zamierają w bezruchu tam, gdzie dopadł je strach. Temperatura powoli wraca do normy, dzięki czemu można wyściubić nos na zewnątrz, gdzie właśnie zasłony otulają intymność sypialni, bo przecież budziki już się szykują, by warknąć gniewnie na śpiących. Ptaki dawno już skryły się nie tyle w ciemnościach, co w gniazdach. Pisklęta otrzepane z piasku przestały tłoczyć się na placu zabaw, odprowadzone do łazienek, by nie zbrukać snu brudnymi nóżkami, a cisza rozprostowuje członki, by spaść na osiedle, by zliczać chrapnięcia.

Prasówka cd.

 

1. Bądź eko-zdrowy.

    Polacy rozkochali się w łososiach, ale kupują najtańsze, więc hodowlane, „co może być szkodliwe dla zdrowia i środowiska”. Jeśli przeciętna ryba kosztuje 3-5 razy więcej niż mięso, to na pewno jest szkodliwa dla psychiki.


2. Wycieczki bez śladów węglowych.

    Dwaj starsi panowie spotkali się na Alasce, by nic nikomu nie mówiąc postraszyć się wzajemnie. Osiągnęli nic, więc teraz organizowana jest pielgrzymka, żeby się o tym dowiedzieć u źródeł, które właśnie rozjechały się po domach. Główny zainteresowany też ma jechać w asyście, bo klaun asysty wymaga, żeby powaga była zachowana i ktoś musi pilnować, żeby mu portki nie spadły.


3. Echa i następstwa.

    Gdy tylko skończyli gadać („starsi panowie dwaj”), amerykanie poczuli się w obowiązku podjęcia działań wywiadowczych, gdyż jak wiadomo wojna hybrydowa i w słowa wroga wierzyć nie należy, więc nad Morze Czarne wysłano samolot zwiadowczy mający pozyskiwać informacje z innych niż bezpośrednie źródeł. Dla niepoznaki samolot obserwacyjny nazywa się „bombardier” – to chyba też element wojny hybrydowej, ale odwetowej, jako przetestowany w Izraelu wariant obrony poprzez prewencyjny atak.


4. Kręte ścieżki ekonomii.

    Tymczasem „gospodarka Izraela skurczyła się o 3,5% w ujęciu rocznym, w wyniku dwunastodniowej wojny z Iranem”. „Gospodarka musi się ożywić w drugiej połowie roku” twierdzi Izraelski Bank Centralny, nawet jeśli operacja wysiedlenia Palestyńczyków (wszystkich!) ze strefy Gazy wymagać będzie mobilizacji dziesiątek tysięcy żołnierzy, usiłujących pokonać mityczny Hamas, będący de facto narodem Palestyny.


5. Toksyczne wakacje.

    Naprawdę, w trosce o zdrowie lepiej zasuwać do roboty, jak wyjeżdżać. Na wakacjach, jak nie wyuzdany seks (kilkanaście stosunków tygodniowo), kończący się chorobą wstydliwą, to „larwy skórne wędrujące”, albo tężec. Wystarczy gołą dupą usiąść na piasku (albo się położyć, co w przypadku seksu ułatwia realizację). Do tego wszystkiego WZWA lub dur brzuszny, ale to tylko dla tych nieszczęśników, którzy wybrali, egzotyczną kuchnię, bądź wypili obcy akwen.


6. Panika.

    Skandal w Ustroniu Morskim. Na plaży ktoś nieodpowiedzialny wywiesił czerwoną flagę, a wczasowicze, ci młodsi, ale także doświadczeni weterani dali się ponieść i na fali emocji rzucili się do ucieczki przez morze. Należy jednak pamiętać, że wojna hybrydowa trwa, a wróg jest podstępny i gotów czyhać w odmętach, niczym świtezianka i topić nieszczęśników, ku radości bałtyckich padlinożerców. Tłum taplający się chaotycznie nieopodal linii brzegowej nie umiał się zdecydować, czy ginąć z ręki sił lądowych, czy marynarki wojennej.


7. Chwała na wysokościach?

    Pan kierowca, czyli kierownik, jadąc do galerii handlowej, chciał zostawić kulturalnie furę na parkingu. Przed wjazdem stał sobie (na chodniku, więc nieistotny dla jadącego jezdnią) znak drogowy ostrzegający o maksymalnej wysokości wjeżdżających pojazdów. Słusznie zignorował, bo samochód nie przekraczał. Rower zresztą też nie. Dopiero fakt, że rower zamocowany był na dachu sprawił kłopot ograniczeniu, rowerowi i kierownikowi. Cóż. Do uzyskania prawa jazdy matury nie trzeba, a matematyka nigdy nie była prosta, sprawiając kłopoty z dodawaniem dwóch wielkości.


8. Wyrafinowane badania.

    Pani profesor poświęciła swój niewątpliwy talent, by zbadać szkodliwość jajecznicy z dodatkami i określić, jak jeść, by się najeść i nie podpaść dietetykom. Wyszło jej, że boczek jest nagannym dodatkiem, w przeciwieństwie do pomidorów, czy natki pietruszki. Z takim dodatkiem można bezkarnie obżerać się, jedząc jedno, a nawet dwa jajka dziennie.


9. Przewodnik.

    Jeśli nie umiesz pływać, nie martw się. Spływ kajakowy Wkrą jest w sam raz dla ciebie. Kiedy większość kajaków już popłynęła i zostali sami maruderzy, do akcji wkroczył łoś. Pasł się na poboczu, jeśli Wkra ma pobocza, stojąc po… hmmm… pępek w wodzie, a gdy dostrzegł problem kajakarzy, z gracją pomknął na drugą stronę, jakby czynami mówił – nie ma strachu, tu płyciutko!


10. Reklama z dziennikarskiego obowiązku.

    Panią „śledzi” dziesięć milionów fanów. Nie dziwota, że pani musi być czujna i sprytna. Sprawna jak łania i piękna jak ósmy cud świata. Zapewne potrafi od niechcenia wskoczyć w bikini, albo buty za milion złociszy, dać się zaskoczyć z gracją paparazzim, w pozie nadającej się do oglądania przed dwudziestą drugą i posiada kunsztowne, pomniejsze sprawności influencerskie. Tym razem zademonstrowała „śledzącym” niezwykłą wręcz sprawność w zakresie manipulowania czasem. Któż by nie chciał. Zatrzymała czas. I to w wieku lat pięćdziesięciu! Skoro na półwiecze okazała się taką sprawnością, co uczyni gdy sięgnie całego wieku? Chciałbym zobaczyć, choć marne mam szanse, gdyż potrafię jedynie zatrzymać zegar (zepsuty), ale z czasem idzie mi znacznie gorzej.

Dylemat cnotliwego dyletanta.

 

    Znienacka warszawski sklep internetowy zaproponował mi ekstra buty trekkingowe, mające wesprzeć moje zapędy turystyczne i z lekkością motyla zaoferował poważny rabat – z 380 złociszy na 189. W obliczu łaskawości poczułem się KIMŚ WAŻNYM. Nie minęła chwila, jak chińskie Temu zaoferowało mi identyczne buty, bez rabatu, za to w większej gamie kolorystycznej i cenie 47,11 PLN, albo 49,59 gdybym wybrał większe i w mniej popularnym kolorze.


    I teraz, to już nie wiem, czy wolę być patriotą – WAŻNYM członkiem dla społeczności warszawskiej, czy dać sobie spokój z członkiem i pozwolić się wy… pozwolić zarobić Chińczykom. Czasy wszak takie, że grzech być homofobem.