piątek, 20 lutego 2026

Bez bez bezy, beza bez bzu.

 

Niebo poróżowiało z wysiłku, by napocząć dzień, ale chyba się udało. Rzeka niesie ku morzu zimowe brudy, a z wystawy zerkają z troską na świat drewniane anioły w spłowiałych sukienkach. Aż się uśmiecham na myśl, że tylko męskie cherubinki występują na golasa, a żeńskie obowiązkowo ozdabiają świat w sukienkach. Widać Bogu kobiece ciało nie za bardzo się podoba i kazał się im ukrywać.


    Zerkam na dziewczątka, rumiane i pyzate, posiadające na buziach całe gwiazdozbiory w czerni, rzadziej w złocie i dumam, czy to maskowanie pryszczy, czy ozdoba. Chyba wolę jednak podziwiać schody żywopłotowe, wspinające się do nieba. Irga-tawuła-rokitnik, zaczynają od kilkudziesięciu cm, a kończą na jakichś trzech metrach. Zza żywopłotu wyglądają na ulicę białe topole, jarzębiny i inne drzewa, którym wzrost na to pozwala.

3 komentarze:

  1. Bóg to rzeczownik rodzaju męskiego, sugerujący tym samym, że jest on mężczyzną. Skoro nie podoba mu się żeńskie ciało, to czyżby było homoseksualny...?

    OdpowiedzUsuń
  2. Człowiek coś sobie wymyśla (sukienki dla aniołów), a natura robi swoje (żywopłot rośnie do trzech metrów, bo tak). Lubię ogromnie Twoje patrzenie, trochę antropologiczne i odrobinę ogrodnicze. Najpierw anioły uczą ludzi wstydu, a potem rośliny pokazują, że można po prostu rosnąć bez ideologii :P

    OdpowiedzUsuń