W pół podróży znienacka nastaje dzień. Niebo pęka, spod stada skisłych, burych baranów wydostaje się na świat niezbyt agresywny błękit. Rzeką płyną obrazy nocy przywleczone gdzieś z daleka. Drzewa ciężkie od bombek jemioły wypatrują słońca. Ptaki rozpraszają się po Mieście, a każdy nosi w pamięci lokalizacje kilku obiecujących stołówek. Na przystanku dziewczyna pulchna jak tłustoczwartkowy pączek z nadzieją wypatruje szczęśliwego numerka na tramwajowych wyświetlaczach. Bez uzasadnienia wyprzedzam długonogie gazele w czarnych rajstopach ogłuszone wielką porcją porannych ploteczek z wirtualnego śmietnika. Kosy i szpaki pogwizdują bez zadęcia, a ja wypatruję, co je skłoniło do uznawanego za wulgarny zachwytu.
Zachwyt jest wulgarny? pierwsze słyszę!
OdpowiedzUsuńjotka
gwizdanie uznawane jest za wulgarny wyraz zachwytu.
UsuńUdany poetycki obrazek, chwila przejścia, kiedy codzienność odsłania cichą dziwność i na moment staje się bardziej uważna niż rzeczywista.
OdpowiedzUsuńwszystko jest wtedy "ostrzejsze", a barwy mocniej nasycone. piękne po prostu. lubię te chwile
Usuń