Żeby nie wpadać w rutynę wsiadam w nie-swój autobus. Z ciekawości, jak w Miasto wjadę. Podobnie jak pan, tylko odrobinę niższy od swojej wybranki. Poza tym, wokół obcy i osiemnaście stopni „na pokładzie”. Śnieg pracowicie sypiący od wczoraj nie do końca czystą bielą okrył okolicę, zmuszając pługi i piaskarki do pracy na nocną zmianę, by wydobyć czerń chodników i jezdni. Autobus jedzie szybko, nie zatrzymując się na większości przystanków, dzięki czemu łapię przesiadkę bezkonfliktowo, wpadając w czasową dziurę między stadami kanarów zarabiających na utrzymanie w centrum Miasta.
Podziwiam okularnicę w czapce-muchomorku pijącą kawę z papierowego kubka i panią o okrąglutkiej pupie z obrzydzeniem weryfikującą miejsce siedzące, godne jej posiadłości. Jakiś szczur inteligentnie usiłuje wykorzystać sygnalizację świetlną, by przejść na pasach, wyczekując właściwej chwili. A Nóżkę zaskakuję przed pierwszym z jego punktu widzenia salonem sukien ślubnych, ba! Baristka jeszcze nie tańczy z krzesełkami w objęciach, więc zdecydowanie przed czasem dziś ląduję w codziennościach.
Wracając podziwiam długowłosą panią, której towarzyszy brodacz. Pani odgradza się od niego naprawdę kolczastym kaktusem, więc pewnie nieźle nabroił, choć siatę z Biedronki dźwiga dość dobrze wypchaną. Obok stoi dryblas zabiedzony bardzo, za to na rękach ma taką masę pierścieni, że porządny kastet nie powstydziłby się ilości materiału.
Żeby nie wpadać w rutynę, chadzam w znajome miejsca różnymi drogami lub wracam nowym szlakiem...
OdpowiedzUsuńi tak trzymaj. to działa - wiem, bo też wymyślam nowe szlaki.
Usuńzawsze wsiadałem w swój autobus! Ale coraz częściej zaczął jeździć w przeciwnym kierunku niż zamierzałem. A Numer się zgadzał! Zbystrzałem! i przerzuciłem się na tramwaje. Wszystkie i tak wracają do zajezdni, a z zajezdni już tylko dwa przystanki i byłem na miejscu! Długo myślałem nad tym usprawnieniem, ale w końcu... . Na pasażerów zwracałem baczną uwagę, ale udawałem, że śpię... .
OdpowiedzUsuńG.
to też jakiś pomysł. z tymi tramwajami. ale do mnie nie dojeżdża żaden.
Usuńzapomniałem wspomnieć o blaszanej piersiówce, której nigdy nie zapominam brać w podróże...
Usuńnieraz sam się gubię w dociekaniach, czy chodzi o te jazdy transportem miejskim, czy o piersiówkę? Przecież nie muszę jeździć, nic nie muszę...(?)
G
podobno mus, to oddychać, żeby żyć, reszta, to już kwestia wyboru.
Usuńerotoman - elektroniczny pasjonat ruchu obrotowego... dobre! :D
OdpowiedzUsuńza to barist(k)a rozczula mnie od samego początku poznania tego słowa... w książce "Zaklęte rewiry" bohater ma romans z kawiarką Helą... mniejsza ten romans... pytanie brzmi, czy pan Worcell pisząc swoją pracę na nowo wspomniałby o romansie z baristką?... żeby nie było, to ja nie mam nic przeciwko ewolucji języka polskiego, niektóre zmiany nawet bardzo mi pasują, ale niektóre tak raczej średnio...
p.jzns :)
baristka brzmi dumniej niż kawiarka i bardziej cycato.
Usuń