piątek, 27 lutego 2026

Dochodzenie.

 

Nóż w miodzie… Zgroza zawisła w powietrzu. Wypełniła kuchnię podejrzeniem i rozlała się po pozostałych pomieszczeniach, nie unikając łazienki. Nóż, taki do masła, wbity był w miód głęboko, niemal po rękojeść. Jakby ktoś skutecznie usiłował zamordować miód. Miód był gryczany, najlepszy. Zdążył już się zestalić i dlatego noża nie pochłonął. Za to siły trzeba było użyć, by zagłębić go aż tak, bo sam z siebie raczej by nie zdołał…


Przydałby się Sherlock do rozwiązania zagadki, ale zapodział mi się gdzieś szukając Moriartego, czy psa Baskervillów, względnie obu naraz. A nóż sterczał jak wyrzut sumienia i kalał miód tępymi krawędziami, bo z masłem przecież walczyć nie trzeba i nawet drewniany potrafił dobrać się masłu „w miętkie”. Słoik udawał twardziela, jednak wzrok odwracał, żeby nie widzieć ostrza tępego (taki przypadek paradoksalny), lecz robiącego wrażenie bezpośrednią dosadnością. Dobrze, że nie zemdlał jak jakaś mimoza z pensji dla panienek z domów lepszych od innych. Strata byłaby nieunikniona, bo któż odważyłby się pożreć miód z być może igłami hartowanego szkła?


Słoik i miód stały skostniałe w pośmiertnym strachu, bo przecież nie od chłodu, za to nóż ordynarnie sterczał. Jeszcze brakuje, żeby jakieś małolaty to zobaczyły i obraza dziewiczej moralności pewna, gdy widok trafi na charakterek niewyrobiony, delikatny i romantyczny. Wyciągnąłem dłoń, żeby wyciągnąć nóż. Powstrzymałem się jednak, żeby najpierw wyciągnąć wnioski. Może gwizdnąć na psa, żeby zwęszył agresora, co śmiał w samym sercu domu nóż wrazić tępy w gęsty, chrzęszczący miód? A może walne zgromadzenie obwieścić, wici puszczając przodem i po zebraniu quorum decyzję podjąć rodzinną, kompleksową i ustalić stanowiska na wypadek oficjalnego dochodzenia?


A jeśli to JEDEN Z NICH?


Zgroza urosła utuczona domniemaniem, że domownik popełnił ów niecny czyn i uśmiercił miód, a może i słoik doprowadził do mimowolnej śmierci z przerażenia, po czym oddalił się w nieznanym kierunku, porzucając zewłok krwawiący ciszej niż mgła osiadająca na młodym źdźble trawy. Koszmar nie wyglądał na przypadkowe zabójstwo, lecz mord z premedytacją. Gęsia skórka obsiadła mnie gęściej niż gołębie Planty w chwili gdy emeryt sieje kaszą jęczmienną bezwzrocze przed sobą. W DOMU PRZEBYWA MORDERCA. Skrytobójca. Kiler. Asasyn.


Właśnie. Asasyn, syn Asa! Małolat rozumu za wiele jeszcze nie wyfasował, więc może? Na grzbiecie włos mi się nastroszył, choć do dziś nie podejrzewałem jego-tam-istnienia. Który facet korzysta z wielokrotności luster, żeby własne zaplecze kontemplować? Chyba tylko jakiś specyficzny, albo ekstrawagancki, a ja na ekstrawagancję byłem prozaicznie zbyt ubogi. Ale nie byłem „dziwny”. Ot, zwyklak taki, przeciętniak. A tymczasem miód. Martwy, sztywny, zimny, gęsty od epitetów. Miast uśmiech pobudzać, łzy wyciska i nic, tylko żałobę ogłaszać, klepsydry na odrzwiach kuchennych przybijać i łkać, kląć, złorzeczyć. Tylko komu?


Skłonny byłem inwokację jakowąś nieśmiertelną popełnić, gdy odgłos spuszczanej wody w łazience wytrącił mnie z patriotyzmu lokalnego wielce i sprowadził na ziemię. Tę ziemię… Drzwi łazienkowe trzasnęły, więc podświadomość wykryła istotę małoletnią, nie nawykłą do delikatności względem wyposażenia. A małoletnich istot w obiekcie było trzy sztuki. Przynajmniej do ostatniej nocy. Bo skoro miód, kto wie, co spotkało narybek? Zgroza dawała się już kroić w plasterki i musiałem podjąć kroki, albo czynności – cokolwiek zrobić musiałem, żeby zgasić niepewną przyszłość i przyszpilić rzeczywistość faktami, jak papiakami – raz i nieodwołalnie.


Co najpierw? Sypialnia narybku? Do trzech, to i bez liczydła liczyłem swobodnie, choć w stanie wzburzenia mogły mi się rachunki zatrząść w paluchach. Nogi ciężkie, mosiężne chyba, trudno było skłonić do podróży z kuchni przez przedpokój na nocne salony dzieciaczków, które być może podzieliły los miodu… Jedno się uratowało, bo któżby trzaskał drzwiami od łazienki? Albo pisklę, albo morderca miodu. To pewne. Czy stać mnie na poświęcenie, by własną piersią ochronić rodzinę przed zuchwalcem? A jak ma w garści ostrzejszy nóż? Taki do filetowania, czy poręczny tasaczek? Uuuuch! Zmiękło mi w środku i na zewnątrz. Mało brakowało a popuściłbym sromotnie. Tymczasem zaplaskały małe stópki i do kuchni wkroczyła piegowata buźka z dwoma kitkami blond włosków. Z buzią mokrą i żabotem wodą wymalowanym na piżamce.


- Co się gapisz? – zapytała ciekawska panna – Słodyczka mi się chciało, a potem poszłam umyć buzię, bo strasznie się kleiło. Następnym raz kup miód, co się tak nie lepi. Umiesz?

15 komentarzy:

  1. Gryczany najlepszy? gryczany lubię najmniej...
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  2. "...wielokrotność luster..." kojarzę z takimi azjatyckimi skrytosynami zawodowymi. Z tymi takimi i owakimi As.synami rozprawili się dobre asy nad asami. Jeden to był Brusli, a drugi Janłyk-też dobry wygibus, ale rodzice nieznani. Te azjassyny mieli charakterystyczne skośne oczy. To znaczy sztyletnik od Janałyka( patentowany syn mafii) był ślepy..., to po kiego te lustra? Ale te sceny to były miodzio...
    Miód pitny jest niezdrowy, jak zresztą każdy miód, bo dużo cukru ma w sobie samym-zamordował go jakiś diabetyk, albo diabetolog z chorą trzustką. Ostrożnie! To może być b. zawiła intryga(miód sprowadzają z Chin), chodzi o handel narządami(nie reklamowany), albo narzędziami(reklamowany)-konkretnie o noże do batonowania(np. drewna nie miodu!), ani chleba z Japonii, Szwecji..., stal to stal i tyle.
    omamiona miodem panna, nie należy zaprzestać dalszego śledztwa, założyć monitoring, spróbować z pastylkami miodowymi na kaszel. Rodzina najważniejsza! błagam...
    G.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla ułatwienia prowadzenia dochodzenia, donoszę uprzejmnie
    Każdy ul, a zatem i pszczoła ma być zarejestrowany! Taki przepis ogólnoeuropejski jest/będzie lada co. Pochodzenie miodu będzie w dochodzeniu istotne, możliwości ogromne w rozesłaniu listów gończych za pszczołami nieograniczone. Jeden tel. do Interpolu i gotowe! Bądź czujny! Sprawdzaj kraj z którego kupujesz miód! I noże-za te podróby to mnie się nieraz scyzor w karmance..., sprężynowy z rynku.
    G.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam to szczęście, że wiem, iż kupuję nasz miód. a jak tak dalej pójdzie, to nie będzie co oznakować, bo pszczoły na całym świecie giną. i o pitnym miodu też przyjdzie jedynie pomarzyć. a z tymi "ekspertami" od żywienia, to nie przesadzajmy. guru po sześciu latach wkuwania nazw leków będzie publicznie twierdził, że człowiek się pomylił od milionów lat jedząc mięso, bo powinien wcinać trawnik - sorry - dla takich stworzono szpitale psychiatryczne, żeby mogli głosić idee bezpiecznie i beztrosko.

      Usuń
    2. Unikam miodu bom cukrzyk jest. Miodu nie pijam/jadam bo drażni moje delikatne garło, a nawet po spirytusie na miodzie morzyć sen mnie się włącza. Z mięchem mam problem mały, ale jak już, to raczej wołowinka rosołowa z kością, chrząstką i okapinką łoju. Tak dla paru symbolicznych ok żeglujących... . Do krajania mięsiwa nóż naostrzony pod potrzeby indywidualne posiadam, zabezpieczony w pochewce natłuszczonej ...
      Dzieci trzeba pilnować jak oka w głowie, no. A nie rosół obserwować...
      G

      Usuń
    3. a oko pilnuje się sam. znaczy nie do końca sam, bo są tacy co pilnują oko, żeby nie nawywijał zanadto.

      Usuń
    4. he,he,he..
      wie się, jedno oko na Maroko, ale drugie czujnością błyszczy...
      no ten rozstrzał odpowiednio zachowan być musi(na tym polega zezowaty fart?)
      nie na darmo Bozia spostrzegawczości nie poskąpiła!
      czasami trza przymrużyć choć jedno oko, a nawet filuternie mrugnąć
      ale drugie widzi u proroka(nie mylić z prokuratorem od mowy na "nie")oba oka
      G.

      Usuń
    5. nic z tego - oko proroka, to nie dla mnie.

      Usuń
  4. Kurcze blade! Trzeba sprawdzić czy żyje i broń boże noża z rany nie wyciagać do czasu aż nie pojawi się kolejny łasuch, który narzedzie wytrze o chleb lub jęzorem usunie słodką ,,krew,,...usuwając ślady podejrzeń na dobre.
    Można mieć nadzieję, że ,, miód , w uszach jest niezagrożony...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tego nie wiem, na razie zajrzałem do kuchni. do ucha nie.

      Usuń
  5. Biedny miód! A tekst pierwsza klasa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Morderca okazał się najmniejszy, a najgłośniej bije serce w kuchni. Czasami największa zgroza mieszka w kitkach i w słodyczy palców. :) lubię wrzosowy, tak, bardzo lubię :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każdy ma swój miodek - a Puchatek zwykł mawiać - pora na maleńkie conieco.

      Usuń