I wtedy właśnie, z wielkim
krzykiem urodziła kota. Może to był królik, któremu nikt na
poważnie nie zdążył się przyjrzeć, bo futrzak prysnął między
nogami Położnika, korzystając z przypadku, gdy Młodsza
Pielęgniarka właśnie wychodziła z Sali Zabiegowej. Pierworódka
była tak umęczona porodem, że nie od razu zorientowała się, iż
płód właśnie opuścił Salę i Swoją Rodzoną Mamusię.
Położnik, który widział niejedno i szerokie bruzdy na czole
stanowiły naprawdę solidne bariery dla rozmaitych ekstrawagancji z
przeszłości postanowił dorobić się kolejnej, co uczynił
bezzwłocznie, bez konsultacji z innymi Zawodowcami i Weteranami Na
Polu Walki Z Wszechobecną Demografią.
- O ku… - usiłował zakląć
Asystent, Student Piątego Roku na darmowych praktykach, ale został
schwytany za jaja i już tylko arię wyśpiewywał, gdy Siwiejąca
Piguła w trybie ekspresowym uczyła go symultanicznie śpiewu i
kultury osobistej w obliczu poczęcia. Piguła wyuczyła w ten sposób
już wiele pokoleń uzdolnionych śpiewaków i doskonale wiedziała,
jak dalece należy zacisnąć dłoń, by nie uszkodzić zdolności
prokreacyjnych, jednocześnie tak maksymalizując poziom bólu, by
śpiewak sięgnął „wysokiego C” pomijając lata daremnych
ćwiczeń.
- Tak! – sapnął Położnik –
Stało się!
- A co się stało? – spytała
Pierworódka drżącym głosem.
- Proszę odpoczywać –
Operator tak skutecznie operujący całą operacją, czyli Położnik,
głos miał niezwykle władczy i co młodsze pielęgniarki…
przemilczmy, co młodsze pielęgniarki pod wpływem władczego głosu
byłyby skłonne, a czego jeszcze nie; niech o tym przy
bo-żo-le-no-wo-i-a-ro-ma-tycz-nych-świe-cach opowiedzą studentki,
jeszcze dosadniej dotknięte pozawerbalnymi parametrami głosu
Położnika – To był komunikat kierowany do Personelu. Pani swoje
zrobiła, Ja także. Pisklę jak się zdaje zdrowe nad wyraz, co
zdarza się wyjątkowo rzadko w obecnych czasach. Że tak powiem,
niewątpliwie przejdzie przez życie w podskokach. A nawet już
poszedł… Poszła?
- Siostro? – Siwowłosa
zerknęła na Przełożonego z niecodziennym u Niej roztargnieniem –
Proszę mi wybaczyć obcesowość, jednak dla zachowania Pełnego
Profesjonalizmu przydałaby Mi się konsultacja z Pani
Doświadczeniem. Czy Pani percepcja zdążyła zarejestrować cechy
płciowe potomka?
- Chyba-chłopak Panie Położniku.
– zarumieniła się całkiem niewinnie pod wpływem komplementu (a
może głosu?) – Ale głowy nie dam, bo oddalił się żwawo, a
wzrok już nie ten, może Młodsze Koleżanki raczyły mieć bardziej
skoncentrowane spojrzenie?
Młodsze Koleżanki tylko
pokręciły głową, ze wstydem przyznając, że ledwie dostrzegły
futerko, nie przyznając się wcale, że gdyby nikt nie patrzył,
chętnie przymierzyłyby je tu i tam…
- Jak to oddalił?! – pikantne
dywagacje sumień Istot Młodszych przerwała Najbardziej
Zainteresowana, czyli Pierworódka – Sam? Umrze mi z głodu! Albo
się zaziębi! Cyganie porwą go i pójdzie dzieciak na zatracenie!
Kompletny brak profesjonalizmu! Łapcie go, proszę, to Mój Synek!
Mama była tak przepełniona
żalem i instynktami, że w nerwach nieświadomie nakarmiła piersią
najbliżej stojącego studenta, głaszcząc go przy tym po
policzkach, żeby ssał mocniej, po czym oklepała mu plecki, aby się
Dziecinie odbiło po posiłku, bo na co komu kolka? Właśnie miała
się zrywać na poszukiwanie Malucha, kiedy na jej czole pojawiła
się wielka, ciężka łapa Położnika, trochę umazana krwią, ale
kto przejmowałby się krwią przy porodzie w szpitalu?
- Pani wybaczy, ale Jej stan nie
predestynuje Jej do pościgu za Niemowlęciem. Od tego mamy
odpowiednie (jak mniemam) Służby.
Sięgnął po Służbowy Telefon,
podrywając na baczność Gorrrącą Linię, podyktował Jej opis
Uciekiniera, wzywając Służby do zachowania należytej ostrożności,
staranności i pośpiechu. Przełożony Służb Specjalnych
rozumiejąc powagę chwili wezwał wparcie Czarnych, Niebieskich,
Zielonych i ledwie okamgnienie zastanawiał się, czy to wystarczy, a
potem dokoptował Nagonkę z Sympatyków Czerwonego Krzyża i Wielu
Organizacji Pozarządowych. Aż dziw, że małe Zielone Ludziki nie
zainterweniowały, kolaborując z Powszechną Mobilizacją.
Wiadomości na wszystkich kanałach telewizyjnych i radiowych
przerwały programy, by wziąć spontaniczny udział w Obławie,
zakulisowo domagając się od Szefa Służb Specjalnych Rysopisu
Sprawcy.
- Jakiego sprawcy, ku… -
zdenerwował się Szef Służb, ale poskromił pochopność własną
na tyle, by nie wpaść w ręce Siwowłosej. Czym prędzej przełknął
obelgę wraz ze śliną i powtórzył sylabizując bardziej niż
teatralnie – Nie-mow-lę-płci-chy-ba-męs-kiej-z-fu-ter-kiem!
Żywe, lub… przepraszam. Oczywiście, że jesteśmy zainteresowani
wyłącznie żywcem. ŻYWCEM, powtarzam!. Obiekt może być
niebezpiecznie wybiegany i utalentowany na nieustalonym dystansie,
czego bez odpowiednich badań nie możemy określić. Czy cokolwiek
mu dolega również nie wiemy, poza oczywistym faktem, że w życiu
jeszcze nic nie jadł. Osobiście ufunduję nagrodę dla Szczęśliwego
Znalazcy i anuluję mu trzy najświeższe mandaty w zamian za
dostarczenie… ech! Za informację o miejscu pobytu anuluję jeden!
Niech będzie, dwa mandaty!
Naród powodowany całą paletą
intencji, częstokroć podejrzanych, rzucił się na polowanie.
Takiej nagonki nie widział dotąd Internet, a co dopiero Powiatowy
Zaścianek, który nagle awansował do Ekstraklasy Światowej
Sensacji. Hotele podniosły ceny dwustukrotnie, paskudny kebab w
cuchnącym baraczku znienacka kosztował fortunę, za dwa piwa w
spożywczaku żądano równowartości samochodu, a amatorskie zdjęcia
z fizjonomią upolowanych Hipotetycznych Pierworodnych kupowano po
dwa miliony euro gotówką-z-ręki-do-ręki. Naród Na Prowincji ma
sprytnie ukrywaną w Szarej Strefie Żyłkę Do Interesów i
gremialnie postanowił wykorzystać OKAZJĘ JAKA TRAFIA SIĘ RAZ W
ŻYCIU!
Na rezultaty nie trzeba było
długo czekać. Schwytano wszystkie bezpańskie psy i koty, jednego
borsuka, który sądził że jest nutrią i skrycie podkochiwał się
w śwince morskiej często obnażającej się w oknie parterowej
chałupy u Gucwińskich. Skuszeni gratyfikacją Szanowni Mieszkańcy
zdali do Punktu Rozpoznania dosłownie wszystkie szynszyle i chomiki,
ze dwa tuziny co lepiej odpasionych szczurów oraz liniejącą wydrę
bez prawej przedniej łapy. Ktoś nawet usiłował Służbom wcisnąć
pytona żywcem upanierowanego w smole i pierzu. Łatwa Kasa robi z
Ludzi naprawdę Pomysłowe Zwierzęta. W sidła Ostatniego Lokalnego
Kłusownika wpadł wściekły lis, trzy bażanty, a nawet zdumiony
swoją nagłą popularnością kret. Cała menażeria dołączyła do
Stada oczekującego na Weryfikację z automatyczną nominacją
wybrańca na Potomka Pierworódki.
Pod ochroną, w klatkach i na
wybiegach, tłoczyła się podejrzana menażeria, wymagająca
natychmiastowego i wielokrotnego karmienia, rozsądzania sporów
terytorialnych i innych, ale przecież priorytetem był Ten Jeden
Jedyny, Najukochańszy Syn Pierworodny! Wezwano Personel szpitala, w
tym Położnika, Siwowłosą, Studentki i Nakarmionego Mlekiem
Pierworódki Studenta, ale pomimo niewątpliwego profesjonalizmu i
zaangażowania, nie poradzili sobie z odnalezieniem i separacją
Potomka. Położnik dołożył kolejną zmarszczkę do spracowanego
czoła, sięgającego już niemal czubka głowy, bezbłędnie
rozpoznając Chwilę i REASUMOWAŁ!
- Musimy wezwać wsparcie! –
Jego głosem można byłoby pokroić tort urodzinowy, albo granitową
płytę nagrobną (bez różnicy – Położnik był Uniwersalnym
Narzędziem Tnącym) – Skoro Służby przy udziale Społeczeństwa
wykonały Robotę, a Nasz Połączony Profesjonalizm okazał się
zbyt wątły dla Rozwiązania Problemu, czas zdać się na PIERWOTNE
INSTYNKTY. Proszę wezwać na miejsce MATKĘ! Pierworódka niechybnie
rozpozna, a jeśli nawet nie, to Niemowlę rozpozna Matkę! W końcu
żreć coś musi! I zabierzcie stąd Nakarmionego Studenta, bo nie
chcemy, żeby pisklę miało konkurencję. A On, niech się nie
zgłasza po zaliczenie praktyk, zanim Zaścianek nie ochłonie po
(mam nadzieję) pomyślnie zakończonych Łowach Na Pierworodnego!
Wstyd powiedzieć, co wydarzyło
się POTEM. Porażka Systemu to RZECZ BEZ PRECEDENSU. Ściągnięto
Matkę Pierworódkę i przedstawiono jej Efekty Globalnego Polowania.
Rzesza Pretendentów załamała zmęczoną porodem Matkę. Potomek
nie przytruchtał do niej w niezdarnych podskokach, a ona, po
utuleniu skrzywionego psychicznie borsuka, wściekłego lisa, kreta i
trzydziestu siedmiu pluszaków ras Jej-Nieznanych poczuła
bezgraniczną rozpacz i stres pourazowy. Depresję. Pod pozorem
zachowania intymności Chwili, zostawiona bez opieki Matka popełniła
samobójstwo i zadyndała pod sufitem, poza zasięgiem miłości
Braci Mniejszych i Jeszcze Mniejszych i Tych Nie Całkiem Braci
także.
Gdyby żył Kronikarz odpowiednio
dobrze poinformowany, niewątpliwie doniósłby, że Potomek w
pierwszych miesiącach żywota ukrywał się w zajęczej postaci,
daleko poza zasięgiem obławy, a w kolejnych latach posiadł
umiejętność Transformacji Do Dowolnie Wybranego Kształtu i
rozumowania Transformowanym Umysłem, z czego korzystał z
nieskrępowaną bezczelnością. Jego jedyną słabością była
niesłabnąca potrzeba prokreacji. Jako istota nowoczesna i
pozbawiona uprzedzeń rasowych, czy jakichkolwiek innych, prokreował
z każdą napotkaną Samicą, nie wnikając w głębokość posagu,
rodzinne koligacje, czy też wygląd zewnętrzny branki. Szybkość i
werwa z jaką realizował popędy pozwalała mu unikać nie tylko
pościgu między Jedną, a Drugą Zdobyczą, ale często i
zauważenia, że w ogóle doszło do Aktu. I zapewne nie jedna
Pierworódka, gdy pogasną światła w dziewiczej sypialni zastanawia
się, czy nie przypadł jej w udziale los niepokalanego poczęcia.