poniedziałek, 9 lutego 2026

Nawiozłem nawozu na wozie wodza za wodze wiodąc.

 

    Zewnętrze podejrzanie pachnie wiosną. Odwilż w pełni. Piach, suto rozsypany po ciągach komunikacyjnych chrzęści pod nogami. Za murem okalającym osiedle rośnie lipa, piękna nawet zimą. Jej kształtna korona nieodmiennie przypomina mi właśnie lipowy liść, pełen nerwów. Na podwórku przedszkole realizuje się, dokazując radośnie. Aż miło posłuchać, że świat wciąż śmiać się potrafi. Apetyt na świeżą bułkę wygania mnie do piekarni, na opowieści pani o rzednących włosach, trochę gderającej, ale i tak podnoszącej średnią wesołość okolicy. Młode kobiety o zaciętych twarzach chronią się pod karoserie eleganckich samochodów, gdy tylko wykopią lekarstwa, warzywa, względnie odbiorą przesyłki z wielkiego świata. Mruczę mantrę na dziś:


    Dostojni stoją w stajni, jazda zajeżdża na zajezdnię, a przechodnie przechodzą przez przychodnię.

niedziela, 8 lutego 2026

Łopata opata to zapłata za opłatek.

 

    Zapodziało mi się ostatnio kilka widzeń, więc z pamięci choć ze dwa podrzucę. Przechodziłem koło jakiegoś bezlistnego drzewa, które uważam za klon jesionolistny (przynajmniej do wiosny) i właśnie wtedy nadleciało jakieś spore, rozbrykane stadko. Wysoko się bawiły i ruchliwe były mocno, więc nie mogłem się zdecydować, czy to drozdy, czy kwiczoły. Oczywiście znaczenia większego to nie ma, bo cieszyłem się, że w ogóle coś plądruje drzewo z nasion.


    A potem pogoda zaczęła doskwierać nieco mocniej. Mijały mnie kobiety-matrioszki. Niskopienne, pięknie rozbudowane w biodrach, co dodatkowo podkreślał ich strój, z grubymi, puchatymi kurtkami na wierzchu, gubiącymi wcięcie w talii. Widzenia powtarzały się, rodząc podejrzenie, że inaczej zbudowane panie albo się przeniosły w cieplejsze kraje, albo są starannie zamknięte w domach i ukryte pod pierzynami.

Nie całkiem prasówka – wikipediówka.

 

    Usiłowałem zebrać w całość wieści z półwyspu arabskiego i zrozumieć, o co chodzi. I tak mi wyszło korzystając z materiałów z Wikipedii:


    Huti – Jemeńska organizacja polityczna i wojskowa przeciwna zakusom USA, Izraela i Arabii Saudyjskiej. Wojna domowa w Jemenie toczy się o władzę. Obce Jemeńczykom wywiady usiłują skłócić naród i postawić na czele rządu marionetkę przychylną tym właśnie krajom, co spotyka się z protestami, a media podległe zachodnim funduszom wpływają na opinię publiczną, by uzasadnić jakoś mieszanie się obcych w sprawy suwerennego kraju.


    Hezbollach – Libańska partia polityczna, wspierana także przez Syrię. Powstała w wyniku izraelskiej okupacji Libanu dzięki wsparciu Iranu. Absolutnie przeciwna USA i Izraelowi, ale w końcu są u siebie i chcą decydować o własnym losie, a nie dostawać polecenia od prezydenta USA czy szefa Izraela.


    Hamas – jedna z dwóch głównych partii Palestyny. Bronią się przed kradzieżą ich państwa przez Izrael, uważając teren za historycznie arabski, islamski wykluczając możliwość porozumienia, czy trwały pokój z syjonistami i państwem żydowskim.


    Pośród sąsiadów Izraela najciszej jest o Egipcie, jednak i oni borykali się z apetytem Żydów i utracili na dwadzieścia lat półwysep Synaj, który do spółki z Syrią tracącą Wzgórza Golan usiłowali odzyskać.


    Izrael powstał z decyzji ONZ o podziale Palestyny na część arabską i żydowską. Powstanie tego państwa nie zostało uznane przez wiele państw arabskich, co powoduje nieustające konflikty w tej części świata. Korzystając ze zdumiewająco dobrych kontaktów z USA, Izrael coraz śmielej rozrabia w rejonie, a kiedy przestaje sobie radzić, żąda od Wuja Sama wsparcia. Kiedy rzucili się na 93-milionowy Iran, prawie natychmiast okazało się, że „żelazna kopuła”, to raczej durszlak i trzeba było poprosić o pomoc Wielkiego Brata. Praktycznie każdy sąsiad jest atakowany przez Żydów, którzy krok po kroku przekraczają granice, rozszerzając swoje wpływy pod parasolem Wielkiego Brata, a wszelka krytyka ich działań określana jest jako antysemityzm. Apetyt Żydów jest nieskończony, a ich wpływy sięgają tam, gdzie oficjalna dyplomacja nie radzi sobie. To co wyczyniają w „strefie Gazy”, czyli na terenach palestyńskich, nie da się nazwać inaczej jak rasistowską wojną na wyniszczenie Palestyńczyków. Każdy z sąsiadów „dorobił się” zgrabnej łatki - Huti, Hamas, Hezbollach… bo tak łatwiej wmawiać postronnym, że walczą z „ugrupowaniem terrorystycznym”, a nie z całymi narodami broniącymi własnych ziem i wiary. Z sąsiadami. Jeżeli cokolwiek kipi w tamtym rejonie zawsze maczają w tym paluchy przedstawiciele Narodu Wybranego, jak zwykle najmocniej pokrzywdzeni.

sobota, 7 lutego 2026

Prasówka cd.

 

    Wrzesień, październik i listopad 2025 – Wiadomości na WP całymi miesiącami zachłystywały się masowymi atakami setek niedościgłych dronów na rosyjskie elektrownie, elektrociepłownie i rafinerie w obrębie całej Rosji. Dzielni Kozacy jeśli nie osłabili wrażego potencjału, to przynajmniej napsuli krwi cywilom, a ich „wysiłek wojenny” nieomal przyniósł sukces i niebiesko-żółtą flagę na Kremlu.


    Luty 2026 – Rosyjscy zbrodniarze przeprowadzili kolejny zmasowany atak na ukraińskie obiekty energetyczne. Dzielna Ukraina walczy, ale potrzebuje zwiększonego wsparcia Polski, bo zimno dokucza tak, że trudno będzie te flagi zawieszać.


    Coś, co jeszcze kilka lat temu nazywało się ohydnym atakiem terrorystycznym, obecnie w mediach nosi różne miana, w zależności od tego, kto nacisnął guzik i czyje dobra zostały zniszczone. Podobnie rzecz się ma z atakami na wysokich rangą urzędników, generałów, naukowców. Media najwyraźniej mają sklerozę, albo korzystają z tzw „podwójnych standardów”.

Droga powrotna.

 

    Na globalnym kongresie panel światowych ekspertów do spraw raju utraconego ustalił bez cienia wątpliwości, że jabłko pożarte przez pramatkę i praojca było niewielkie, czerwone, miało kształt zbliżony do serduszek, jakie ryją zakochani chłopcy na meblach, czy murach. Zaproszeni na konsultacje sadownicy na podstawie opisu stwierdzili jednoznacznie, że to odmiana mekintosz sprzed modyfikacji genetycznej.


    Popularność owych owoców może być przyczyną, dla której powrót do raju natrafia na przeszkody, więc drzewa i owoce obłożono anatemą i będą ścigane przez Świętą Inkwizycję. Jak zapewniają eksperci, utylizacja zła wcielonego otworzy rzeszom ludzi dostęp do rajskiego ogrodu (z którego feralną jabłoń spacyfikuje specjalny oddział komandosów).

Homofobia.


    Kiedy umysł spłata ci figla i ogłosi się Mesjaszem, trafisz jako pacjent do szpitala psychiatrycznego, choćbyś miał rację, albo przynajmniej dobrze się zapowiadał.

    Gdy jednak ogłosisz się kobietą, zapewne ten sam psychiatra wystawi ci zaświadczenie, że „jesteś kobietą uwięzioną w ciele mężczyzny” i pozwoli sikać w damskiej toalecie, albo zostać mistrzem świata w damskim boksie, w którym (jak powszechnie wiadomo) najlepsi są mężczyźni.

    Tych, którzy zaprotestują przeciwko psychiatrycznemu świadectwu, prawo z całą bezwzględnością zacznie prześladować i grozić więzieniem, a medialna nagonka rozszarpie ich na strzępy.


    Czym zawinili nam Mesjasze? Kiedy świat głosi herezje, być może ich „nauki” są mniej niebezpieczne.


piątek, 6 lutego 2026

Piernik w piekarniku, róża przy różaneczniku.

 

Pani zdawała się żyć w cieniu swojego mężczyzny, choć cień rzucała ciut większy. Ustawiała się konsekwentnie pół kroku przed, czasem za, byle tylko ochronił ją przed światem parawanem swojej niezbyt okazałej męskości. Obok, niczym kulki tiki-taki stała okrąglutka parka, a jeśli łączył ich sznureczek, to musiał być bardzo krótki. Szlachcianka Z Zaścianka postanowiła przetestować podmiejski autobus, nie chcąc fraternizować się z mieszczuchami z peryferii.


Wiaty przystankowe i mury wzbogacone masowo cyrylicą, serwowaną na każdym kroku, przypominają mi węgierski pomysł, aby każdy obcokrajowiec, który dopuści się przestępstwa był karany (oprócz wyroku sądowego) nieodwołalną deportacją. Brak obozów przejściowych i nasza naiwna „gościnność” sprawiła, że do Polski (i Europy) wpuściliśmy mnóstwo szumowin, których teraz Niemcy i Usaki usiłują nam „odsprzedać”. Chroniąc Unię przed (z grubsza) stu tysiącami uchodźców z terenu Białorusi zbudowaliśmy mur lepszy od berlińskiego, a tuż obok miliony NN witaliśmy nie tylko chlebem i solą, ale i przywilejami, na które nas nie stać.


Nóżkę spotykam jak należy – pomiędzy salonami ślubnych kiecek. Trzymam się harmonogramu, co świadczy dobrze o mojej systemowej obowiązkowości. Na śniegu koła samochodu wyrzeźbiły serduszko w trakcie manewrów.

wtorek, 3 lutego 2026

Zielsko jest zielone, róże różowe, fiołki fioletowe, zło zapewne złote, a granaty? Ręczne!

 

Moda na parkingi zlokalizowane przy pętlach MPK. Końcowy przystanek takiej linii ma oznaczenia P+R – bo to brzmi dumnie. „Łatwiej” w Polsce powiedzieć Park & Ride niż parkuj i jedź. Szczególnie gdy się weźmie przekaz idący ze skrótu: P+R, to zagadka w sam raz od Sfinksa, a Pij? Zachęta do podróżowania po pijaku? Ludzie skostniali stają się uczuciowo dyskretni w czas mrozów, co rozrzedza gęstość spostrzeżeń, więc radzę sobie dywagując. Książkowo najlepsze z warzyw? Best seler!


W autobusie kobiety solidne i tajemnicze. Jak Bieszczady. Rzadko zasiedlone, piękne lecz zdecydowanie młodsze od gór, choć wymodelowane na wzór i podobieństwo. Swobodnie mogłyby startować w lżejszych kategoriach sumo – dwie sumitki na macie się sumują? Sumitują? Nieważne, byle się nie rozsmarowywały po macie (zmatowiały? Szach-matowały?). Na przystanku w lichym wdzianku (brzmi jak początek dziecinnej wyliczanki) foliowej torby marzną zapomniane przez kogoś jabłuszka i mandarynki. W tramwaju kobiety potrafiące szeroko rozsunąć stopy, trzymając przy tym kolana razem. To trudna sztuka i ukradkiem, żeby mnie nikt nie podejrzał – usiłuję. Niewygodna pozycja, ciężka do utrzymania siłą woli, bo sprzeczna z przyzwyczajeniami mięśniowymi.


Kłąb czarnych ptaków leniwie krąży ponad rozgrzebaną ulicą nieopodal Rzeki i cierpliwie czeka na padlinę, wierząc że musi się trafić jakiś kąsek. Czyściciele plądrują uliczne kubełki, bezbłędnie wyłuskując opakowania również szklane i plastikowe obciążone dziedzictwem spadku – pięćdziesiąt groszy za sztukę, to chyba lepszy zarobek, niż puszka po piwie. I konkurencja mniejsza, i łowisko większe.


    Po południu zaczął się czas kormoranów. Najpierw, z okien tramwaju widziałem siedzące na Rzece na skraju lodu. Wyglądały jak czarne, szachowe bierki. Później, wysoko na niebie wielkie klucze leciały w górę Rzeki, za Miasto. Może o czymś wiedziały, ale nie ostrzegały krzykiem, tylko co sił w skrzydłach uciekały za Miasto. Za to wsiadając do autobusu uśmiecha się do mnie brunetka, której nie znam na pewno. Dziwne, ale po takim początku, zamiast się przysiąść, bo miejsce było wolne, poszła sobie daleko hen. Więc może mi się zdawało, bo raczej jej nie przestraszyłem. Szkoda. Miło byłoby posiedzieć obok zadowolonej kobiety.

poniedziałek, 2 lutego 2026

Kompania na kampingu kąpie się w skąpo skomponowanym kompocie.

 

Już-Nie-Ruda Kobra wpatrywała się w posiwiały od mrozu asfalt, a ja, patrząc na nią dostrzegam, jak byłaby bezbronna, gdyby ktoś rozebrał ją z okularów – drobny gest, a wystarczyłby, żeby przeistoczyła się w kruchą dziewczynkę. Postrzelony Ochroniarz wierci się i rozgląda tak na zewnątrz, jak i wewnątrz. Widać, z przejściem na rentę/emeryturę czujność zawodowa nie mija. Kiedy wstaje, od owej rozbuchanej żywotności dolne partie stroju nieco go opuściły i świeci pośladkami wprost w oczy niewiasty krępej, obudowanej termicznie zarówno naturalną materią, jak i sztuczną. Aż zesztywniała z wrażenia. Za to chłop miejsce wygrzał doskonale i zaraz znalazła się chętna pani eksperymentująca z włosami, co widać było po gasnących pasemkach i fryzurce spiętej w coś skomplikowanego, pomiędzy biednym warkoczem, a rozkwitającym kokiem.


W potok Starych Dobrych Nieznajomych czas byłby chyba zaliczyć panią w wiśniowej czapie z wielkim pomponem przypominającym sporego buraka ćwikłowego. Gdyby uznać ją za wisienkę, ona sama musiałaby być Tortem, a przynajmniej okazałą Tortoletką. Istnieją tortoletki z wisienką? Jedna już tak! Poranny nalot kanarów stał się już oczywistością, ale dopiero dzisiaj wymyślam praprzyczynę – o poranku w Miasto startują ludzie pozbawieni energii, zaspani uczniowie i robotnicy w letargu ponocnym. Więc kontrola przebiega bez zakłóceń i nie wnosi ryzyka udziału w sportach walki. Po południu, czy wieczorem, kontrola może stanowić sport ekstremalny, gdy rozbuchane ego podpompowane gorzałką zacznie poszukiwania sparring partnera.


W tramwaju zewnętrze zasłania mi naklejona na szybę informacja-reklama. Od drugiego września nieznanego roku MPK pochwali(ło) się nowymi relacjami. Naklejka spłowiała, więc to zapewne jakaś zamierzchła przeszłość psuje mi obraz Miasta i można byłoby ją w końcu zdjąć. Zerkam pod nią, na Rzekę oświetloną spodem podwieszonego chodnika. Wyschnięta choinka zniknęła z lodu kurczowo trzymającego się brzegu i już go nie szpeci. Przez przeciwległe okno mrugają do mnie światełka na moście wiodącym w Dzielnicę Boga. Najwyraźniej wciąż tam świętują Boże Narodzenie, bo most jest oświetlony, jakby to sam Bóg płacił rachunki za prąd. Nóżkę spotykam zaledwie kilka kroków od bliższego z dwóch salonów sukien ślubnych, więc spieszyć się nie muszę. Chodnikiem toczy się podskakując nieco wychudły balonik, wyglądający jak dojrzały bakłażan, a Baristka chyba za niechętną zgodą szefa zrezygnowała z ustawiania zewnętrznych stolików.

Prasówka cd.

 

    SpaceX złożył wniosek do amerykańskiej komisji o zgodę na rozmieszczenie w przestrzeni kosmicznej MILIONA SATELITÓW na potrzeby bazy danych dla SI.

    Na zaśmiecanie wszechświata, jak widać, wystarczy zgoda jakiejś stetryczałej komisji w USA – reszta świata nie ma nic do gadania. Może jakiś ślad węglowy, odpowiedzialność społeczna i eko-świadomość?c Nie, no, dobra – oczywiście to wszystko dla NASZEGO DOBRA, żeby miliardy ludzi mogły (oczywiście za drobnym wynagrodzeniem) korzystać z usług SpaceX. A prywatna firma będzie właścicielem bazy i danych. Oczywiście szpiegować nie będą, bo gdzieżby to. W kolebce demokracji? Nigdy w życiu!