wtorek, 30 maja 2023

Jak zwykle marginalne sprawki.

 

Kobiety w czerwonych butach. Pieszo i na rowerze. Trampki, szpilki, półbuty – bez różnicy. Prześladują mnie od bladego świtu i być może są jakąś demonstracją podobnie do marszu czarnych parasoli, czy innego tęczowego spaceru w sporym stadzie. Ścieżką rowerową drepcze kaczka – jak stary bosman po wypłacie kolebie się na boki w drodze do miejskiego szaletu. Z ławeczki zerka na mnie przymilnie siwy gołąbek. Płonne nadzieje, bo ręce mam puste. Aromat kwitnących robinii pięknie harmonizuje z wonią czarnego bzu. Na ziemię sprowadza mnie jednak zapach (?) podejrzanie białego kwiecia ligustru.

Parę pytań na kupie.

- Jakim kolorem farby tatuują się czarnoskórzy?

- Czy kolczyk na języku pomaga łuskać rybie ości w trakcie przeżuwania?

niedziela, 28 maja 2023

Zdrajcy.

 

Kradliśmy jagody w królewskim lesie, kiedy służby zajęte były przygotowaniami do polowania. Psy wykryły naszą obecność w jagodzinach, jednak każdy sądził, że wyją, bo targają nimi emocje. Że wyczuły wszechobecny nastrój podniecenia w oczekiwaniu na dźwięk rogu. Jagody były słodkie, jak każdy zakazany owoc i brudziły niemiłosiernie. Żaden kamień nie potrafił zedrzeć ze skóry śladów naszej zbrodni. To dlatego nocą zakradliśmy się ponownie, żeby pod orzechami i kasztanowcami nazbierać łupin i ukryć ślady pod brunatną wydzieliną owoców.

 

Sądziliśmy naiwnie, że się uda. Jednak, gdy łowy przerodziły się w biesiadę, musieliśmy nosić pieczyste do stołu. Nasze ręce… zdradziły nas bez litości.

Ekstrakty cz.106

 

Głupiec.

Bez żadnych oznak przymusu istota przede mną zaczęła puchnąć i nabierać kształtu. Chciałem pomóc, albo choć krzykiem sprowadzić fachowe wsparcie, nim mnie w końcu olśniło! Istota błyskawicznie przekroczyła masę krytyczną i znikąd pojawiła się grawitacja, przyciągając bezradne otoczenie.

 

Głodna.

Wiedziałem, że uwielbia kwiaty, szczególnie te tutejsze, rosnące niemal dziko po wiejskich ogródkach, czy rowach. Przyniosłem jej bukiecik kolorowych nagietków. Powąchała patrząc na mnie z uznaniem i pożarła je na miejscu.

 

Gapa.

Nigdy nie umiałem sięgnąć ręką między łopatki, żeby się podrapać, a świat (oczywiście) uwielbiał łaskotać mnie właśnie tam. Wyżebrałem u pana Boga dodatkową rękę, aby uwolnić się od męki. Nie pomyślałem, że stare ubrania nagle przestaną pasować, a nowe będą okropnie drogie.

 

Gaduła.

Nauka nie potrafiła odkryć przyczyny jej nieustannego gadulstwa, fakty jednak były bezwzględne. Gadała nawet przez sen. A kiedy miała pełne usta – od niechcenia przełączała się na tryb brzuchomówstwa wspartego językiem migowym.

 

Grzybiarz.

Uwielbiał jesienne wyprawy do lasu, z których wracał objuczony jak mało kto. Kiedy nieszczęśliwym splotem zdarzeń stracił władzę w nogach popadł w oczywisty marazm. Długo trwał w letargu zaniedbując higienę, aż porósł grzybami, co pozwoliło mu na pielęgnowanie pasji w domowych pieleszach.

sobota, 27 maja 2023

Piękno.

 

Kobieta o mięsistych wargach przeżuwała smętne myśli i życzenia nieżyczliwe, krzywiąc się, by skutecznie zgasić własną urodę. Nieco młodsza, miała twarz o wiele bardziej rozmowną. Tłumaczyła coś towarzyszowi i odniosłem wrażenie, że przemawia doń jeśli nie całym ciałem, to przynajmniej całą twarzą. Pierwszy godzień odnotowania siniaczek zawitał na damskiej (niezbyt zaskakująco, można wręcz powiedzieć, że był to trywialny przypadek) łydce. Pięknie wykaligrafowana duża litera J jakiej nie powstydziłby się żaden książkowy inicjał.

 

Kwitną właśnie czeremchy, więc wszystko co wyżej, to jedynie mało istotny wtręt, do czegoś większego. Wracałem sobie nie do końca beztrosko autobusem, jakich w Mieście wiele. Siedząc anonimowo w tłumie spieszącym bardziej na kolację niż obiad, gapiłem się to tu, to tam. Jak zwykle. Starałem się nie wisieć przesadnie wzrokiem, ani na pięknych wzgórkach łonowych wypiętych pod podgumowanymi dżinsami pełnymi dziur, ani na pobladłe, pozimowe pępki, przyozdobione wymyślną biżuterią. Znienacka zostałem trafiony przez parkę siedzącą przede mną. No właśnie. Zafascynowany patrzyłem na sylwetki niewątpliwe młode i piękne, jednak zajęło mi sporo czasu zanim zrozumiałem przyczynę zachwytu. Oni byli prawdziwi! Oboje! Żadnej biżuterii kaleczącej ciała, żadnych makijaży, balejaży, tatuaży i nawet paznokcie i rzęsy mieli własne! Dziewczyna ufnie wtulała się w ramię chłopca, on delikatnie pieścił jej włosy. Nagle mocniej przytulili się do siebie, jakby czekało ich dłuższe rozstanie, po czym każde z nich bardzo oszczędnie ucałowało oba policzki drugiego. Dziewczyna dyskretnie namaściła chłopca malutkim krzyżykiem, który namalowała mu kciukiem na czole nim wysiadł, podczas gdy ona jechała dalej już sama. Scena była tak subtelna w rozwrzeszczanym, wulgarnym świecie, że mnie oszołomiło na długo. Każdemu życzyłbym podobnej delikatności i piękna. Ech! Romantyk ze mnie.

piątek, 26 maja 2023

Podejrzane domysły.

 

Starszy pan prowadził dwa małe pieski. Jeden szedł luzem, a drugi na smyczy i w kagańcu. Pewnie był jadowity albo okropnie nagrzeszył i odbywał pokutę. Kto wie. niektórzy na kolanach łażą aż do Częstochowy.

 

Kolażówka jechała w maseczce – najwyraźniej tlen jej szkodził na płuca, albo ćwiczyła interwały wysiłkowe na dużym długu tlenowym, bo przecie pandemię odwołali i tylko u lekarzy wciąż obowiązują maski, chyba jako memento minionej głupoty. Rosła kobieta szła z butlą wody na zaś, a kroki stawiała tak, jakby strząsała ze stóp krople wody, czy błota. A przecież bruki były tak suche, że nawet ślimaki zrezygnowały z pieszych wycieczek w poprzek trotuarów.

 

Jaszczurka w stresie potrafi zrzucić ogon – ja widziałem zrzucony obcas. Męski. Znoszony do cna. Na torowisku. Najwyraźniej tramwaj nadjechał znikąd i śmiertelnie nastraszył nosiciela nim zniknął jak kamfora. Potem pani wciskająca ręce głęboko w kieszenie skórzanej ramoneski uśmiechała się tak jakoś, jakby za życia ją wzięto do nieba. Pewnie dna kieszeni miała dziurawe i dyskretnie łaskotała się po boczkach.

czwartek, 25 maja 2023

Telegraficznie.

 

Pani zapewne była obca, gdyż negocjacje z elektronicznym kasownikiem trochę ją przerosły i zakończyłyby się kompletną porażką, gdyby nie lokalne wsparcie. Wyraźnie niosło się na deszcz, bo kolarz przejeżdżający ulicą okrył kask ochronny pokrowcem przeciwdeszczowym, choć łydki miał  odsłonięte – zapewne wodoszczelne.

środa, 24 maja 2023

Żeńskie widziadła.

 

Pani, barwą i kształtem przypominająca pomarańczkę, niosła na plecach przekaz reklamujący fit-kulturę, podpartą ręcznie świeżo odpalanym papieroskiem. Inna, mijająca mnie na moście usiłowała wciągnąć mnie nosem, zaciągając się zachłannie po czubki kłębełków płucnych. Dziewczątko, odziane w firanę białych spodni, łypało na mnie różowiutkimi od brzasku pośladkami, tańczącymi do wtóru młodych, być może wciąż niezepsutych doświadczeniem myśli. Mury kościelne z otworami architektonicznymi archaicznej klimatyzacji skojarzyły mi się z drogą ewakuacyjną dla bóstw wszelakich, żeby mogły czmychnąć w przypadku pożaru, lub nadmiernego stężenia żarliwych modlitw o cud. Pod sklepikiem Caritasu - krew wiernych. Najwyraźniej ktoś potrzebował pomocy pośród nocnych bezeceństw i chyba uzyskał, gdyż krew zniknęła z trotuarów, gdy tylko aureole świętej witryny straciły zasięg. Służba drogowa przywiozła na miejsce zsyłki młodą lipę. Osadzona zostanie i spętana w dyby na wieki, a przynajmniej na dożywocie.

poniedziałek, 22 maja 2023

Rozmaitości niewiele wnoszące do biegu spraw ważkich.

 

Chłopię z dziewczęcym fryzem inauguruje karierę zawodową, sprzątając chodnik przed mlecznym barem. Pani przyozdobiona licznymi tatuażami przytłacza otoczenie swoim urokiem osobistym. Na niebie samoloty grają w kółko i krzyżyk z jaskółkami. Dwa wróble dosiadły miejskiej hulajnogi, lecz bez stosownej apki nie umiały jej uruchomić. Na moście, blondynka wtulona w samą siebie, patrzy na mnie z nadzieją (że tak bezwstydnie nadinterepretuję rzeczywistość), że stanę się jej prywatnym słońcem na chłodne poranki i ogrzeję zmarznięte aż po duszę członki. Ponad mostem obżarta, ciężka od śniadania czapla, sunie mozolnie pod prąd Rzeki, mniej więcej między wieże katedry. Ludzie oszaleli i zamiast dać psom się wybiegać – noszą je na rękach wożą wózkami z celuloidowymi szybami albo w koszykach przytroczonych do bagażnika roweru. Jakiś starszy pan podniósł swojego pupila za ogon i pokierował pozostałą częścią psa w stronę, gdzie miał trwać spacer. Pies, jak się okazało wnet miał solidne kłopoty z utrzymaniem równowagi na sparaliżowanych, tylnych łapach.

sobota, 20 maja 2023

Kniaź dreptak.

 

Resztki nocy kurczowo trzymały się nieba. Nad rowem pustułka w locie stojącym kontrolowała tajemne życie w nim ukryte. Wielkie, zachłanne jęzory łopianu zlizywały nocną wilgoć z otoczenia. Autobus dowiózł mnie zbyt szybko, więc meandrowałem spontanicznie starówką. m. zauważała, że jestem jedyną znaną jej osobą, która tak właśnie nazywa najstarszą część Miasta. Najpierw obszczekał mnie jakiś zgorzkniały wróbel, kiedy patrzyłem, jak starzeją się drzewa rosnące w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach, na zapomniane podwórka, szczelnie zamknięte na łańcuch, by teraźniejszość nie miała tam wstępu. Później podziwiałem urodę klasztornych i uniwersyteckich murów, wiatry wiejące wzdłuż Rzeki i przetrzebione wronie skrzydła kołujące nad kwitnącą zielenią wysp, wolnych o tej porze od turystycznego rejwachu. Sennie zapodziana Azjatka szła tam, skąd nadszedłem, więc powrót (zapewne) będzie możliwy. Łysiejący gość, ufnie przytroczony do parasola, elektronicznie zwiedzał bulwary, fizycznie mijając je bez ruszania głową na boki. Zakonnice pakowały do luksusowych samochodów codzienną dawkę dobroczynności, kamienny papież z cokołu beznamiętnie pokazywał paluchami drogę ku przyszłości. Nitowane, metalowe łuki mostów flirtowały z Rzeką i przekomarzały się z pochmurnym niebem, nieuczesane trawniki kryły drobne, ukryte żywoty. I dopiero kolarz jadący w maseczce zaciągniętej pod same oczy wybił mnie z sentymentalnych uniesień. Rzeka poniesie wszystko, co się komu zamarzy – jednym pod nos podsunie jadowite wirusy, innym nostalgiczną pieśń. Albo myśl dopiero co odkrytą na murze. „Nikt nie jest nielegalny”.

Ekstrakty cz. 105

 

Zielonogłowy miłośnik zwierząt.

Kupię psa w zestawie w przenośnym toy-toyem i karnetem na codzienny odbiór odpadów.

 

Biznesowe podejście.

Biodegradowalny płyn do depopulacji mrówek balkonowych sprzedam hurtem. Ze względu na ograniczoną trwałość produktu dostawy wyłącznie ekspresowe, za dodatkową opłatą.

 

Nie do odrzucenia.

Polecamy mgły miejskie modelujące pogodę nad wybranym osiedlem, czy kwartałem ulic. Doświadczony zespół naszych profesjonalistów rozpyla mgły na życzenie w godzinach wczesnoporannych przed szczytem komunikacyjnym.

 

Kooperacja.

Totalna deratyzacja wielkich przestrzeni. Ośrodek badań jądrowych proponuje skuteczną zagładę gryzoni, w zamian za prawo do badań nad wieloletnim wpływem promieniowania jonizującego na martwe białka.

 

Smart-ogrodnik.

Wyspecjalizowane defolianty sterowane nowoczesną aplikacją na zamówienie wytępią chwasty, bądź warzywnik znienawidzonego sąsiada. Za drobną dopłatą apkę można wzbogacić o moduł mordercy kretów i larw turkucia podjadka.

 

Wszystko jedno.

Psy dziwolągi, mutanty poszczepienne, odmieńce zmodyfikowane biologicznie, chirurgicznie, lub genetycznie. Sprzedam, kupię, względnie wymienię na dwuletnie wakacje na bezludnej wyspie w umiarkowanym klimacie.