niedziela, 23 sierpnia 2026

Skorumpowany skorupiak.

 

    Zachciało mi się w chwasty ruszyć nim słońce stopi kałuże do wyłysiałych łach. I poszedłem. Słońce dopiero zaczynało boksować się z podeszczowym pobojowiskiem. Nie ukrywam, liczyłem na garść mirabelek, choć wiary we mnie było niewiele. I słusznie. Deszcz z wiatrem wytłukł co dojrzałe, a reszta wisi i czeka na zmianę barw klubowych. Trudno. Za to spacer udany. Trafiam dziko rosnące węgierki – sytuacja podobna do mirabelek, ale pasę się bezwstydnie niczym te białe robale, które uwielbiają drążyć labirynty ścieżek pod fioletową skórką. Jakiś starszy pan, choć podpierał się drążkami do nordyckich spacerów – dołączył, chcąc wziąć udział w darmowej uczcie.


    Poszedłem dalej, by trafić trzy drzewka derenia obsypane już czerwonym owocem. Pyszne, kwaśne i całkiem nie cierpkie. Kaczki przyglądały mi się leniwie, ale nie wyglądałem na karmiciela, więc zajęły się swoimi sprawami. Raniuszki całym stadem też się pasły. One na kasztanowcach zaatakowanych przez szrotowca. Taki szrotowiec musi być pyszny, bo raniuszki uwijały się chwytając pazurkami schnący liść i zwisając spod niego wydziobywały insekty. Bez lęku. Od samego patrzenia nabrałem lęku wysokości, ale te małe, puchate kulki z długaśnym ogonem nie zauważały zagrożenia.


    Młode szyszki chmielu i pojedyncze kępki dziurawca ukrywały się w gęstwinach, ale po ilości i barwie owoców widać, że lato chyli się ku schyłkowi. Dojrzewa głóg, ulęgałki sypią się na ziemię jak deszcz, rokitniki, kaliny, czarny bez – wszystko uwodzi pokusą. I tylko dzięcioł zielony śmiał się z moich spostrzeżeń. Ja – zachwycony, jakbym Amerykę odkrył i on – wiedzący, że jesień nadejść musi.

sobota, 22 sierpnia 2026

Ekstrakt wątpiący.

 

    Ponoć Unia Europejska, to raj na ziemi i dlatego pół Afryki i spory kawałek Azji usiłuje przeciec przez granice. A tymczasem Europa się starzeje, cierpi depresje i choroby społeczne, a uśmiech staje się atrybutem wybrańców. Czyżby raj był tylko na pokaz, wymyślony przez uzależnione media?

piątek, 21 sierpnia 2026

Dogorywanie gór ogorzałych od góry.

 

    Niebo spolaryzowane, jakby ktoś wypluł chmury przez lejek i pilnował elektrycznym pastuchem, by nie rozbiegły się poza wytyczone granice. Jak wystraszone owce tłoczyły się pomiędzy niewidzialnymi zasiekami, resztę nieba pozostawiając bezpańską. Blondynka konsekwentnie promuje własna cielesność w leginsach potrafiących sięgnąć, gdzie wzrok nie sięga, ale rokitnikom spomarańczowiały owocki na ów widok. Na podwórku stoi bus w kolorach sugerujących policyjną „sukę” i reklamuje tynki maszynowe. Na przystanku dowiaduję się, że Miasto inwestuje w remonty szkół i ulic, ale nie wspomina ani słowa o kosztach autoreklamy.


    W autobusie ktoś głośno dyktuje przepis na gulasz, przynajmniej w zakresie, który poświęci na dotarcie i dosmaczenie dzieła. W dzielnicy Boga podziwiam niewzruszoność kurzu znajdującego przyzwolenie świętych figur na osiadanie i trwanie w niepokalanej opinii.


    A gdy pół autobusu wiozło mnie do domu, jakiś wielkolud niemożebnie piękny usiłował zabawiać mnie rozmową, ignorując że jestem dziś nieprzysiadalny. Humor poprawia stadko wróbli tłoczące się w koronie ostrzyżonego drzewa.

czwartek, 20 sierpnia 2026

Widz widzi widownię. Widownia wzrokiem wodzi za wodzem i zawodzi, gdy wódz zawodzi widza.

 

    No tak, wróble ćwierkały i trzeba było im zaufać. Słońce przypomniało sobie o bożym świecie nieco później, najwyraźniej dając szansę wilgoci, by wniknęła ciut głębiej. A potem było już znakomicie i „zapominanie” o bieliźnie było jak najbardziej na miejscu. W oknie przedwojennej kamienicy apetyczna rusałka XXL tańczyła w koronkowym czarnym biustonoszu, a otchłań pępka zdawała się nie mieć dna. Chodnikiem wędrował porysowany chudzielec w bluzce na ramiączkach i usiłował pochwalić się biustem, którego nie miał. Może dopiero zamówił i „się przymierzał”? Uczył się chodzić i eksponować? Na trening nigdy nie jest za wcześnie.

Kwity na kwitnące kwiaty.

 

    Na tę panią, tatuś z mamusią nie żałowali materiału. Wyszło pięknie, choć pani trzymała w dłoni złożony parasol, jakby to była flaszka wódki. Świat wokół promieniował wilgocią i sycił się nią. Najwyraźniej pora deszczowa nadciąga nieubłaganie, a z nią szarugi i zimne wiatry. Na jezdni D1 RESET i D0 ZEN. Poza tym nuda. Bez słońca ludziom brakuje kolorytu. Gdy jednak się zdarzy choć chwila, to wciąż trafiają się istoty bardziej rozebrane, niż okryte. I znakomicie, bo po co marnować okazję? Na straganach kwiaciarek pojawiły się astry – znak, że jesień pod płotem – uśmiecha się do mnie jedna z nich.

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Ekstrakt o ewidentnym pechu.

 

    W przypływie szaleństwa zabiłem drania, nie zaprzątając sobie łba konsekwencjami. Kiedy w końcu ostygłem – wywiozłem truchło, żeby je zakopać, a wtedy nocną mogiłę oświetliły niebieskie koguty. Wewnątrz płytkiego dołu rozkładał się już jakiś nieborak, a mnie skazali za obu nieboszczyków.

Ekstrakt z konkluzją.

 

    I wtedy ona mówi do mnie: „wpadnij”, a ja zaczynam płakać, bo z tą niby dobrą radą cokolwiek się spóźniła. Cóż, teraz wypada mi wybrać spośród podejrzanych ojca. Dziecku przecież nie przyznam się, że dostało tatusia z wyboru, gdyż połowa z podejrzanych w ogóle nie powinna dystrybuować życia.

Wyboista droga ku szczęściu.

 

    Żeby zaistnieć i zagęścić szum medialny wokół siebie… (Ja wiem, że jestem wielki, ale skąd oni mają to wiedzieć, jeśli ja im tego nie powiem?) postanowiłem coś zrobić. I tu przykrość, bo łatwo jest powiedzieć, a zrobić już nie. Po pierwsze trzeba umieć coś zrobić, mieć smykałkę, talent i cierpliwość. A to deficytowe towary i trwonić na rzecz opinii publicznej byłoby grzechem. Więc nie. Absolutnie nie zajmować się tworzeniem, bo każde dzieło ktoś ukradnie – jak nie koneser, to sztuczna inteligencja. A zawiść przy tym okrutna – publika nie lubi, kiedy ktoś jest „lepszy”, bardziej uzdolniony i jeszcze potrafi przekuć zalety w coś trwałego. Lepiej nie ryzykować szykany i globalnego potępienia.


    Rozsądniej przyjrzeć się gwiazdkom i brać przykład z tych najjaśniejszych. Czym się dzielą? Wiadomościami, gdzie spędzają czas wolny od pracy, co zjedli na koszt sponsora i z jakiej części garderoby udało im się „wyskoczyć” bez trwałego uszczerbku na zdrowiu. Fizycznym, bo psychiczne jest poza zasięgiem, chronione potężną tarczą granitowego ego. Ostatnio modne było cięcie fryzur na gładko w celach tak szlachetnych, że branża fryzjerska odnotowała wzrost gospodarczy ku uciesze fiskusa. Ja? Nie dysponuję spektakularnym upierzeniem, którego mógłbym się pozbyć wzbudzając ochy i achy, czyli musiałem sięgnąć po bardziej dramatyczne rozwiązanie.


    Druga, ekstremalna moda na popełnienie czegoś w szlachetnym celu, by się nie narobić, a przy okazji (powiedzmy) zarobić, to rozebrać się do golasa. Łatwe? Niby tak, jednak zawsze jest jakieś ale. Paparazzi mają uciechę, gdy dopadną włosek niewłaściwie rosnący, pieprzyk, piega, czy tatuaż z błędem ortograficznym. Dlatego przed popełnianiem szlachetnego czynu, najlepiej zrobić ogląd stanu posiadania w przestrzeni wolnej od elektroniki i zawczasu zareagować. Nienajgłupszym rozwiązaniem, byłby prywatny krytyk, złośliwy jak jasna cholera, żeby wytknął co tylko się da, a nie głaskał. Najzłośliwszym bydlęciem w okolicy byłem ja, więc czym prędzej przytargałem babcine lustro do sypialni, z której wywaliłem smartfony, komputery, telewizory, a nawet wibrator. Kto wie, co i komu „opowiada” niemiłosiernie eksploatowana maszynka?


    Ciuch spadł niemal bezgłośnie, a lustro zatchnęło. Wiedziałem, że jestem boskim okazem, ale aż tak? Przyjąłem, że taki komplement na początek cyklu, to znakomity prognostyk. Niech milczy i się gapi mebel bez wstydu! Pieprzyki policzyłem skrupulatniej, niż słupki maturalne, uznając, że za mało ich nie jest i nie trzeba dorabiać – wstyd byłby straszny, gdyby się taki odkleił w trakcie sesji. Za dużo też ich nie było i piegowatego jaja nie przypominałem. Gorzej, że trochę ono jajo trochę już tak. Odchudzić? Za jakie grzechy? Toć to wysiłek na długie miesiące! Poszedłem na kompromis i postanowiłem zerżnąć kupę, a do zdjęć wyjść na czczo. No, po dwóch batonikach z czekoladą, ale nie więcej. I stanąć pleckami do foty, żeby nie pokalać obrazu opuchlizną brzuszną miękko spływająca w strefę intymną.


    Przegląd sierści poszedł już mniej komfortowo. Niedostatki na biegunie północnym rekompensowała sierść rosnąca dosłownie wszędzie poza łbem. Jeszcze który głupek pomyli tyłek z głową i będzie śmiesznie. Zapuścić na łbie wymagałoby magika, łatwiej będzie tyłek ogolić. Fryzjerzy po ogólnokrajowym cięciu łbów w szlachetnym celu mają pewnie wolne moce przerobowe i dobrze rozgrzane ręce. A skoro tyłek, to i nogi, plecy, pachy i te tam… utensylia. Znaczy genitalia. Bez depilacji ani rusz. Aż dziw, że tyle wytrwałem w stanie dziewiczym, choć samo dziewictwo pożarła dawno temu pewna niezwykle zachłanna niewiasta.


    Trzeba uczciwie przyznać, że nago kobieta wygląda lepiej od mężczyzny. Nic nie majta, opływowe kształty, nic tylko przytulać. Zmienić płeć? Trochę za dużo zachodu dla paru fotek, nawet w szczytnym celu. Poza tym głos. Też wypadałoby go jakoś zmiękczyć. Właśnie! Czy ja będę coś gadał? Warto byłoby zadbać o struny głosowe i miękkość wypowiedzi. Taki głos, jak ma kobieta po spełnieniu. Albo Czubówna w szczytowej formie. Jak to zrobić bezkosztowo, bo przecież ekonomia klęknie na etapie cywilizowania ciała z futra? Eureka! Zenuś pomoże! Zenek gejem nie jest, ale praktykującym erotomanem. Zerżnie wszystko, co ma choć cień dziurki, a jak nie ma, to zerżnie podejrzenie dziurki. Przynajmniej tym się chełpi. Strach go do domu zapraszać, bo dziurka od klucza ma tak intrygujący kształt, że gotowa stać się nieodpartą i ulegnie. Po wizycie Zenka głos będę miał uduchowiony i o oktawę wyższy. Nie wiem tylko, czy jestem gotowy na taki zabieg, ale to wyjdzie w praniu. Znaczy w naturze.


    Podsumowując założenia – kasę na depilację permanentną zabezpieczyć, Zenka uwolnić od nadmiaru nasienia i kontrolować, czy osiągnąłem optymalną wysokość zaśpiewu, powiadomić zaprzyjaźnionych fotografów i pismaków o zamiarze, odziać się tak, by gdy rozdziać się przyjdzie nie wyglądać jak marabut walczący z padliną i uśmiechać się do kamer nawet dupskiem. Kiedyś, gdy mieli klisze było łatwiej – parę fotek i zmieniali film, a teraz? Karta pamięci gotowa pochłonąć wiedzę współczesną i mieć miejsce na ploteczki. Uśmiechać się trzeba godzinami i nie pozwolić na grymas, bo na pewno uchwycą. Myśleć o czymś przyjemnym, broń Boże o Zenku. Wytrzymać i patrzeć, jak rosną słupki i zasięgi. Raj w zasięgu ręki. Plan jest doskonały i nic nawalić nie może.


    Och! Jeszcze cel szlachetny trzeba ustalić! Najlepiej wielki, bo im większy, tym chętniej zlatują się padlinożercy. Wolność dla murzynków z Kenii i miejsce do życia nieopodal Wenecji? Wolność dla całej Afryki i furtka do Europy czynna 24/7? Wolność dla niewiast z całego globu? W sumie bez różnicy, bo kto o celu pamięta, gdy goła dupa na wierzchu? Z ostrożności procesowej warto jednak zadbać o cel. Kto wie, co się zdarzy za parę lat? Bezpieczniej, żeby cel jednak był i to konkretny, trudny do zanegowania nawet przez oportunistów. Wolność dla całego świata? Szczęście wieczne? A co mi tam! Jak iść, to na całość. Własną wszak dupę poświęcam – WOLNOŚĆ DLA CAŁEGO WSZECHŚWIATA! I OKOLIC!


    PS.1 Akcja była nad wyraz udana. Zadowoleni niemal wszyscy. Zenkowi z buzi banan nie schodzi, paparazzi i pracownicy WORLD PRESS zachwyceni. Po wielogodzinnej sesji zdjęciowej, gdy słupki i zasięgi zaczęły wzrastać ku niebu i czekałem zaproszenia na panteon, gdzie wszyscy bogowie mieli się kłaniać i podawać schłodzone drinki (po cichutku pytając o Zenka) zostałem strącony w otchłań bez dna. Bezlitosny administrator sieci skasował moje konto. W lakonicznej informacji przysłanej do mnie – nadużyłem. Ja? To Zenek mnie nadużył! A jeśli paparazziowie zrobili nadmiar zdjęć, to też nie moja wina. Chciałem walczyć z jawną niesprawiedliwością, jednak werdykt był nieubłagany i ostateczny – nadużyłem słowa dupa. Samo w sobie wielkim grzechem nie jest, za to sugestia, że jestem skłonny do nadużyć wypływa na wierzch jak gówno w wodzie. A z nadużyciami walczyć trzeba. Teraz, sławny jest administrator-pogromca. Strażnik prawości i cnót wszelakich.


    PS.2 Dzwonek do drzwi. Zerkam przez Judasza, a tam Zenek z wielkim bukietem róż. Odwalony jak na chrzciny pierworodnego. Chyba chce mi się oświadczyć. Co robić?

niedziela, 16 sierpnia 2026

Ekstrakt o konsekwencjach długiego życia.

 

    Jeśli umierając, przenosimy się do lepszego świata zachowując doświadczenia stąd, może lepiej nieść ich możliwie najmniej? Życie jest zaborczą pokusą, a obietnica lepszego świata pozostaje bez gwarancji. Więc żyjemy zbyt długo i na tamten świat trafiamy od razu starzy i niedołężni – okropność!

piątek, 14 sierpnia 2026

Mąż mężnie stężał w tężni.

 

    Starszy pan powoził rowerem w białych rękawiczkach i bynajmniej nie była to przenośnia. A w autobusie mocno zbudowany byk czyścił okulary przeciwsłoneczne, bo słońce zdołało wspiąć się na widnokrąg i wabi ciała stęsknione ukropu. Kozacy wysłuchują porannych instrukcji na wypadek przerwania linii frontu i blitzkriegu, mogącego jednym kopem pokonać ze trzy tysiące kilometrów, by dotrzeć do Miasta.


    Na chodniki i ścieżki rowerowe sypia się dojrzałe mirabele i ałycze. Rozdeptane sfermentują jeszcze dziś, ku radości os i szerszeni. Gdyby jemiołuszki o tym wiedziały… Ech! To dopiero pijanice! Uwielbiają sfermentowane owoce, a potem odsypiają na trawnikach bo izb wytrzeźwień dla ptaków jeszcze nie wynaleziono. Dla os i szerszeni też nie. F3 TERRA – na dziś jedyna tablica warta zauważenia.


    Łysy gość ze swą lubą siwiuteńką jak gołąbek zadowolony wraca z wakacji. Nie grozi im niepożądana ciąża i być może stąd zadowolenie. Zaraz potem dwie panie turlają swoje walizy. Blondyna bladouda idzie obok opalonej brunetki. Niby razem a wygląda, jakby jedna wyjeżdżała a druga wracała z urlopu. Motorniczanka pod krawatem kolebie się w siodle z zauważalną satysfakcją. Tańczy w rytm wertepów i chyba-muzyki. Za oknem kolejne kozaczki dopełniające minispódniczkę tak krótką, że kwestia bielizny przestaje być zagadką. Ów trend jakoś mnie ominął i teraz za każdym razem łapię się, że zaskakuje odwaga dziewcząt.