Usiłowałem
zebrać w całość wieści z półwyspu arabskiego i zrozumieć, o
co chodzi. I tak mi wyszło korzystając z materiałów z Wikipedii:
Huti
– Jemeńska organizacja polityczna i wojskowa przeciwna zakusom
USA, Izraela i Arabii Saudyjskiej. Wojna domowa w Jemenie toczy się
o władzę. Obce Jemeńczykom wywiady usiłują skłócić naród i
postawić na czele rządu marionetkę przychylną tym właśnie
krajom, co spotyka się z protestami, a media podległe zachodnim
funduszom wpływają na opinię publiczną, by uzasadnić jakoś
mieszanie się obcych w sprawy suwerennego kraju.
Hezbollach
– Libańska partia polityczna, wspierana także przez Syrię.
Powstała w wyniku izraelskiej okupacji Libanu dzięki wsparciu
Iranu. Absolutnie przeciwna USA i Izraelowi, ale w końcu są u
siebie i chcą decydować o własnym losie, a nie dostawać polecenia
od prezydenta USA czy szefa Izraela.
Hamas
– jedna z dwóch głównych partii Palestyny. Bronią się przed
kradzieżą ich państwa przez Izrael, uważając teren za
historycznie arabski, islamski wykluczając możliwość
porozumienia, czy trwały pokój z syjonistami i państwem żydowskim.
Pośród
sąsiadów Izraela najciszej jest o Egipcie, jednak i oni borykali
się z apetytem Żydów i utracili na dwadzieścia lat półwysep
Synaj, który do spółki z Syrią tracącą Wzgórza Golan usiłowali
odzyskać.
Izrael
powstał z decyzji ONZ o podziale Palestyny na część arabską i
żydowską. Powstanie tego państwa nie zostało uznane przez wiele
państw arabskich, co powoduje nieustające konflikty w tej części
świata. Korzystając ze zdumiewająco dobrych kontaktów z USA,
Izrael coraz śmielej rozrabia w rejonie, a kiedy przestaje sobie
radzić, żąda od Wuja Sama wsparcia. Kiedy rzucili się na
93-milionowy Iran, prawie natychmiast okazało się, że „żelazna
kopuła”, to raczej durszlak i trzeba było poprosić o pomoc
Wielkiego Brata. Praktycznie każdy sąsiad jest atakowany przez
Żydów, którzy krok po kroku przekraczają granice, rozszerzając
swoje wpływy pod parasolem Wielkiego Brata, a wszelka krytyka ich
działań określana jest jako antysemityzm. Apetyt Żydów jest
nieskończony, a ich wpływy sięgają tam, gdzie oficjalna
dyplomacja nie radzi sobie. To co wyczyniają w „strefie Gazy”,
czyli na terenach palestyńskich, nie da się nazwać inaczej jak
rasistowską wojną na wyniszczenie Palestyńczyków. Każdy z
sąsiadów „dorobił się” zgrabnej łatki - Huti, Hamas,
Hezbollach… bo tak łatwiej wmawiać postronnym, że walczą z
„ugrupowaniem terrorystycznym”, a nie z całymi narodami
broniącymi własnych ziem i wiary. Z sąsiadami. Jeżeli cokolwiek
kipi w tamtym rejonie zawsze maczają w tym paluchy przedstawiciele
Narodu Wybranego, jak zwykle najmocniej pokrzywdzeni.