Lustro
Uwaga - Poligon. Wchodzisz na własną odpowiedzialność.
sobota, 28 marca 2026
Ekstrakt o zbyt krótkich nóżkach.
Stanął przed lustrem i z wyraźnym zadowoleniem podziwiał nowe, siedmiomilowe buty; były naprawdę piękne. A kiedy w końcu zdecydował się wykonać pierwszy krok, buty rozszarpały jego ciało w kroku na dwa błyskawicznie dogorywające fragmenty, leżące ładne parę kilometrów od siebie.
piątek, 27 marca 2026
Deszcze i dreszcze, leszcze i kleszcze, co jeszcze?
Filoz z Fuksikiem i Jazz z Megan – gang graficiarzy spadł nocą na osiedle jak wygłodniałą wataha i przyozdobił „Biedronkę” spersonalizowaną reklamą. Może dziełem sztuki, choć Banksy to to nie jest.
Jadę, a po jednej stronie asfaltu słońce rozpycha się po firmamencie, z drugiej gromadzą się granatowe chmury tak gęste, że to już nie chmury, a granatowy pas. Fronty walczą o sprawdzalność prognoz. Sięgam do kabury, żeby sprawdzić, czy parasol tkwi w pochwie plecaka, jak nie przymierzając maczeta. Jest. Przezorny zawsze upośledzony. Będzie co dźwigać. Kobieta kierowcy ma irytujący zwyczaj strojenia się przed wysiadaniem (konkretniej buziakiem i wysiadaniem). W tym celu zarzuca na siebie wielką chustę, a jeśli ktoś miał pecha usiąść za nią, to smaga go tą chustą bez litości, a co gorsze bez zauważenia.
Na przystanku piękna pani pociąga coś z papierowego kubka, obok brzydki pan pociąga z blaszanki. Panu chyba wystarczyło wyłącznie na paliwo, bo w tramwaju dopadają go głodne od brzasku stada kanarów i kończy się formułką recytowaną przez kanarzycę na jednym oddechu, z konkluzją: dwieście pięćdziesiąt - jeśli dobrze usłyszałem wyrok. Podziwiam ciepłe, żółte sopelki na leszczynie, które sprawiają, że drzewko zdaje się być miękkie. Zakonnice mają zmianę turnusy, jedne wracają, inne dopiero wychodzą służyć Bogu i ludziom (kolejność przypadkowa, przynajmniej dla mnie). Ostrym kłusem maszeruje też Emerytowany Dżokej. Zaczerwieniona twarz, ręce głęboko w kieszeniach, znak, że zmarzł i ogrzewa się jak tylko może, sięgając ku czynnej, prywatnej elektrowni jądrowej. Wreszcie Nóżka, zlokalizowany w czasie i przestrzeni tam, gdzie powinien, czyli pomiędzy salonami sukien ślubnych. Cudownie!
Przypominam sobie wczorajsze popołudnie, kiedy idąc przez osiedle natknąłem się na paniusię ze swoim ukochanym pupilem, którego wyczesywała pracowicie obok jednej z niewielu ławek. A pewnie! Pupilek jej, ale kudły, to lepiej wyczesać na osiedlu, żeby w domu nie było trzeba sprzątać. Po raz kolejny cudze kaprysy stają się moim drobnym, ale jednak nieszczęściem. Kołtuny wiatr roznosi wszędzie, a paniusia ani myśli wyrzucić ich choćby do kubełka, który stoi pół kroku za jej zadem.
Za to wiadomości radiowe nastrajają mnie optymizmem. Jak donosił przejęty redaktor – Krajowa Administracja Skarbowa UDERZYŁA w Wielkopolsce i ZLIKWIDOWAŁA gniazdo szerszeni… znaczy gniazdo nielegalnego hazardu. Duma tak mnie rozpiera od wewnątrz, aż mi brzuszek wydęło i przepuklina pępkowa staje się niemal niezbędna. Bo gdy tak sobie dumam, że wróg przebrzydły miałby nas zaatakować cyrylicą (jakby już nie zaatakowała i skolonizowała), to ta armia urzędników runie na wraże zastępy i z całą mocą UDERZY, nie wykazując cienia empatii, czy litości, lecz ZLIKWIDUJE, choćby nie-wiem-co! Od dziś innym wzrokiem patrzył będę na Biurwy wszelakie!
czwartek, 26 marca 2026
Kościelny z Kościeliska kości ścieli dla liska.
Kobiety splatają nogi na przystankach, podkreślając mimochodem chłód poranka. Gang przydworcowych kloszardów w doskonałych humorach wzmocnionych okowitą wymienia między sobą uwagi w obłokach rubasznego śmiechu. Jakaś wrona spaceruje po zmarzniętej trawie na sztywnych łapkach, a mewę lecącą do hotelu podmuchy wiatru usiłują wyprowadzić z równowagi. Niebo pomarszczone, zanurzone w geometrię pełną równoległości i powtarzalności trzyma słońce z daleka od Ziemi.
Dzień wypełniły mi dziewczęta, które trudno podejrzewać o życiowe doświadczenie. Najpierw szczuplutka dziewczyna chyba urwała się z kreskówki, bo usiłuje dogonić tramwaj, tańcząc w biegu. Od bioder w górę ciało jest doskonale stabilne i nieruchome, a dół powiela rytm kroków z taką gracją, jakby to nie był wyścig, a zawody na elegancję. Kolejna, o piersiach wyglądających na niewielkie opuchlizny przeciągała się ze splecionymi nad głową rękami, wypychając pupę możliwie daleko wstecz, a jeśli ktoś był zawstydzony widowiskiem, to na pewno nie ona.
Na koniec do tramwaju wpadło dwóch młodzianków świętych, uśmiechniętych jakby szczęśliwość ogólna pluła im na głowę bez ustanku. Obaj dźwigali siaty pełne puszek piwa i nie wszystkie miały zawleczki nienaruszone. Ba! W trakcie jazdy przeliczali, czy to, co wiozą WYSTARCZY! Czwartek, to naprawdę niezwykle młodziutki weekend.
PS. Osiedlowe żywopłoty ostrzyżone lepiej niż Ziemowit po postrzyżynach, a całe zastępy zielono odzianych niewiast kontempluje efekty pracy własnej, w nieodzownym jazgocie dokurzacza – to taki odkurzacz, który zamiast zasysać – dyszy, przepychając masę tam, gdzie wzroku nie kala.
Neo Noe.
Noe uwielbiał mięso i nowe smaki, nic więc dziwnego, że spróbował nawet takich rarytasów, które prawnie były zakazane. Utył, ale kto by powstrzymał się od tej słabości, za to, kiedy przyszedł potop, tłuszcz trzymał go na wierzchu. Istna arka, szkoda że trzoda nie przetrwała.
środa, 25 marca 2026
Po kaszy z kasztanów i kaszance kaszlę z Anką w kasztelu. Anka w kasztelu, to już kasztelanka, czy ledwie kasztanka?
Kierowca, najwyraźniej zakochany, jechał jakby czas był tylko iluzją, tłem lub oprawą jego uczuć gorących. Wokół aż tryskało od witalności – złoto forsycji i lila-róż śliw wiśniowych, gdzieniegdzie białe bądź różowe kwiaty głogów wtrącały romantyczno-aromatyczne „ale”, gdy w trawach tłok narcyzów przepychał się z szafranem w walce o uwagę otoczenia. Pojedyncze jeszcze hiacynty i wznoszące się ku słońcu tulipany zerkały ostrożnie lekko zniesmaczone jawną bójką na trawnikach. Nic, tylko się zakochać trwale i wetknąć stokrotkę za ucho.
Z wrażenia nie zdążyłem na nic sensownego i posiłkowałem się drobną improwizacją, co sprowadziło mnie nie tyle na ziemię, co na wyspy. Rozbuchaną porankiem romantyczność błyskawicznie zgasił jazgot nożyc do żywopłotów katujących ledwie rozbudzone róże. I jeszcze remont najwęższego przystanku na świecie, powodujący niezwykle rozległy galimatias, labirynt ścieżek między pachołkami i zastawami drogowymi. Strach, że Minotaura się trafi i to takiego więcej wściekłego, a Ariadny ani widu. Pewnie odsypia nocne szaleństwa Zołza jedna! Zamiast wzdychać, tryskać uczuciami miękkimi jak ruskie pierogi z wody, wpadam w rezonans z wszędobylskim warkotem. I nie wiem, czy warto było dać się ponieść tej fali porannej, czy nie lepiej było przeczekać. Ech!
Ekstrakt o fałszywej skromności.
Była tak malutka, że cały świat patrzył na nią z góry. A przecież i tak znalazł się taki, który twierdził, że ilekroć z nim rozmawia – zadziera nosa!
wtorek, 24 marca 2026
Duch w dusznej duchówce duszkiem dusi uszy duchownej duszyczki.
Sroka wspina się na dach wiatrołapu SKACZĄC POD GÓRĘ! Gdyby padło na mnie, jeśli w ogóle dotarłbym na szczyt, to miałbym nie tyle mroczki przed oczami, co czarne dziury. Utrzymując się w konwencji wspinaczkowo-dachowej, dostrzegam dojrzale żółte słońce między nielicznymi tu wielopokoleniowymi domami. Ono też się wspina i również nie sapie przy tym. Może dlatego, że na niebie dostrzec można ostry klin czysty od chmur, które tłoczą się na zewnątrz klina i wyglądają jak rozstępy. Wkrótce i tak nadleci trzeci samolot i dopełni różnoboczny trójkąt, a za nim kolejne i kolejne, chyba ze dwadzieścia, co stanowi ponad czterdzieści procent dobowego ruchu pasażerskiego tutejszego lotniska. Wciąż się nadziwić nie mogę i nic mniej, jak teorie spiskowe do łba przyjść nie chce.
Na przystanku farbowana na blond Mała Mi w rajstopach pełnych treści. Chciałem poczytać, jednak obawiałem się karcącego wzroku tych, co także zerkają ukradkiem. W trawie nieużytku czai się czarny kot z nadzieją na kalorie. Zaczynające kwitnąć śliwy wiśniowe stanowią piękny kontrapunkt dla forsycji. Przesiadka, a na przeciwległym przystanku długonoga pani podryguje w rytm dousznej muzyki. Brązowa sukienka jest na tyle krótka, że odsłania czarny szew rajstop dzielący ciało na prawą i lewą stronę. Tramwaj rusza pozwalając mi podziwiać gościa – w jednej dłoni dzierży kij do nordyckich spacerów, w drugiej aparat fotograficzny. Krótkie spodenki odsłaniające masywne tatuaże na łydkach i nos uniesiony, by oczom pozwolić cieszyć się wysokością zabudowy w Dzielnicy Boga – turysta na sto procent. Tylko porę wybrał mocno ekstrawagancką, ale – może nie lubi tłoku?
poniedziałek, 23 marca 2026
Prze po śladzie owcy – prześladowca!
Ochroniarz jadący do pracy uszy miał zablokowane elektroniką, na oczach wzmacniacze wzroku, a ręce zajęte czesaniem pluszowej głowy pazurkami. W ciemnej masie pasażerów jak białe kruki na pchlim targu pojawia się kolorystyczne bogactwo.
Rzeka złagodniała, nie marszczy się, udaje lustro, podwajając ilość gawronów lecących ku gawronim sprawom. Na ławce siedzi chleb opatulony niedoskonale folią aluminiową i przygląda się przechodniom. Ci spieszą się, gdyż na wyjeździe z Dzielnicy Boga coś się popsuło i długi wąż tramwajów mruga pomarańczowymi oczyma na wszystko i wszystkich.
niedziela, 22 marca 2026
Ma te uszy Mateusz.
Wiatr postrącał gołębie z gzymsów i piorunochronów. Wronom bez litości przeliczył lotki, trącając je niezbyt delikatnie. Psiarze łażą z zestawami wielopsowymi po placach zabaw dla dzieci, które z zachwytem patrzą, na zwierzątka, gdy te łakomym wzrokiem zerkają ku drzewom i trawom, żeby złożyć tam depozyt. Na niebie słońce gościło chwilę zaledwie, w sam raz, żeby nie dało się udawać, że nie było dnia. Kaprysy temperatury sprawiają, że ludziom trudno zdecydować się, ile warstw powinni założyć, by nie opuścił ich komfort termiczny.