Mocno zaniedbany facet na trzy razy pochłonął owocowe winko kosztujące chyba mniej od niezbyt wyszukanego piwa. Chyba na moje szczęście, bo owocowy zapach wina nieco osłaniał mnie przed octową wonią spoconego, dawno niemytego ciała. Dziewczyna w białej koszuli rozpiętej o guzik poza granice skromności jechała na rowerze, pozwalając porannym wiatrom pieścić chętne ciało. Do autobusu wsiadła pani w czerwieni wyglądająca na bardzo dojrzałą ósemkę, a może wertykalną nieskończoność? Dwóch chłopców w kapeluszach adorowało jedną dziewczynę (też w kapeluszu), ale którędy przebiegała granica kompetencji, tego odkryć mi się nie udało. Może były płynne?
Najwyraźniej kobiety uwielbiają leginsy i możliwość eksponowania, a może i korekty kształtu. W takim stroju nawet drobny pieprzyk wypływa na pierwszy plan. Skoro wiedząc to, wybierają je, czyli chcą, by je podziwiać, gdy od nagości dzieli je ułamek milimetra. Nie narzekam. Zdumieniem wykazuję się dopiero, gdy w leginsy wbił się tłuściutki zawodnik wagi bardzo ciężkiej. Atrybuty, które musiał zmieścić w obrębie nieskończenie rozciągliwej materii wskazywały na mężczyznę, a ja nie musiałem po zaroście rozpoznawać płci.
Ach! Dla odmiany jadę pociągiem. Na zdewastowanej tylej elewacji budynku dostrzegam napis ŁADNIE JUŻ BYŁO. Chwilę później zaskakują mnie kwitnące robinie. O tej porze roku? Albo kwitną po raz drugi, albo kolej dostarcza im błędnych informacji o porze roku.
A tak w ogóle, to dzień pełen jest kobiet wielkiego formatu – przynajmniej cieleśnie nic mniej w grę nie wchodziło.