Panowie grzeją dłonie pod pachami
– własnymi, żeby nie było niedomówień. Czyli, chyba-zimno. A
do autobusu wsiada dojrzała niewiasta o pancernych łydkach i klatce
piersiowej wyglądającej raczej na umięśnioną, niż zawierającą
piersi, w stroju w sam raz do ćwiczeń fizycznych. Kulturystka,
czyli pani od kultury (ciała?). Zerkając na stan chodników w
centrum Miasta dochodzę do wniosku, że weekendowa ulewa była z
tych bardziej rozpasanych. W opłotkach nie było aż tak
„intensywnie” – słowo nadużywane podczas relacji z meczów
piłkarskich, kto wie czy nie robi medialnej kariery.
Emerytowany Dżokej ściga pieszo
pięknie wyprostowaną, dystyngowaną panią. Istna księżniczka, ze
szlachetną elegancją drzemiącą w każdym ruchu. Schodzę im z
drogi, w duchu życząc powodzenia Dżokejowi - w pościgu i nie
tylko. Latarni nudzącej się na kamiennej balustradzie mostu mocno
się spociło, albo spłakała się minionej nocy, bo wciąż perlą
się pod nią tłuściutkie krople, połyskujące w słońcu jak
brylanty.
Chłodny wiatr studzi emocje, a ja
dumam bez nadziei na rozwiązanie dylematu – jeśli mój telefon
fabrycznie wyposażony został w jakieś aplikacje, których nie
używam, to one są wyłączone tylko dla mnie, czy dla operatora
także? Raz sprawdziłem własną „oś czasu”, choć z GPS nie
korzystałem i okazało się, że telefon WIE, skąd i dokąd
przemieszczałem się parę miesięcy wstecz, a nawet przypomniał
mi, o której i z jakiego autobusu skorzystałem. Oglądając filmy,
podziwiam działanie systemu rozpoznawania twarzy z wykorzystaniem
ulicznych i samochodowych kamer czy telefonów ludzi z marginesu
planu filmowego. Każdy współczesny aparat robiąc zdjęcia,
potrafi wyszukać w zasięgu migawki twarze, by nadać im ostrości.
A jeśli ja nie korzystam z aparatu, tylko gadam, to też je
znajduje? Żeby mimowolnie nie zrobić przechodniom krzywdy,
schowałem aparat głęboko w plecaku (prywatna czarna dziura,
wyłącznie do użytku osobistego). Cóż - tak naprawdę, nawet w
przewlekłym marszu nie nauczyłem się korzystania z zaawansowanych
usług teleinformatycznych, więc wymieniłem wieloczynnościową
maszynę cyfrową na klawiszowca, a z sieci korzystam stacjonarnie,
opierając zad na czymś miękkim, powiedzmy pluszowym.
Powinno mocno mnie niepokoić, że
serwery zbierające rozmaite dane znajdują się daleko poza
granicami Polski? Ostatecznie, nawet gdyby przechowywane były na
miejscu, zdeterminowany uległy/pazerny urzędnik przekazałby je,
nie licząc się z interesem podwładnych.
PS. Czy komplementem jest wyznanie
kobiecie, że przepięknie się starzeje?