Uwielbiam „dobre” nazwy i smakuję je bez końca. Tak jak na przykład kwiaciarnię szczycącą się szyldem KWIATOLUBNA. Dziś, uzewnętrzniłem podróżny wzrok i ostrożnie dotykałem szyldów. Muszę przyznać, że najwięcej językowego luzu mają szefowie zakładów gastronomicznych. Nie zbaczając z codziennych ścieżek znalazłem np. SPOKO BEBAB walczący o apetyt przechodnia ze SWOJSKIM JADŁEM, NANO KEBAB (czyżby porcje były aż tak niewielkie?), SUSZARNIĘ z japońskimi potrawami ciasno zawiniętymi w prasowane wodorosty, KEBAB U INŻYNIERA (nazwa-żart dotyczący ściągających do nas uciekinierów z Ameryki Południowej), MISA HINDUSA, GRAMATURA – nazwa sugerująca skrupulatne odważanie składników, by nie przesadzić z dystrybucją (dieta przede wszystkim).
A na pewno nie wszystko dostrzegłem, bo mijałem również zakłady cukiernicze pod wezwaniem TORTOWNIA i TU JEST SŁODKO. Pośród pozostałych biznesów wyróżnił się humorem zakład wymiany stłuczonych ekranów telefonów komórkowych wabiący strapionych wypadkiem nazwą PANCERNIK. Za to wcale nie bywa mi wesoło przed zakładem pod wezwaniem WESOŁA PANI, gdzie kozackie piękności lepią ruskie(?!) pierogi, kołduny litewskie, gruzińskie pielmieni, czy może ciamkali i sam nie wiem, co jeszcze, lecz nic ukraińskiego, bo to „kultura” zbyt krótko istniejąca, by stać ją było na coś więcej jak barszcz ukraiński, a ten ulepić trudno. Sprowokowany autoironią do częstochowskich rymów popełniłem coś na kształt jadowitej rymowanki:
Nad nieokrągłym stołem
zawisły jurne dziewoje.
Szlachetne, kozackie paluchy,
formują ruskie… czasem gruzińskie kluchy.
Lepią bez ideologicznej banicji,
wzrokiem sięgając ulicy,
a z ust ich się wylewa
niegasnący komentarz;
aż żreć się człekowi odechciewa.
Za usiłowanie popełnienia owego niby-wiersza – przepraszam Urażonych i Inne Mniejszości. Osobiście Usaków (i nie tylko ich) podejrzewam o podobną indolencję kulinarną – choćby się zawzięli, to za wiele nie dowieźli do świata ekskluzywnych kulinariów, bo przecież Mc Donald, KFC i im podobne koncerny paszowe zasługują na uwagę jedynie jako przeciwwaga dla jedzenia, jakim warto się delektować. Masowe żywienie traktuję jako formę okupacji i kolonizacji naiwnych – raz w życiu uszczknąłem coś wewnątrz i wstydzę się tego do dziś! Ale dziś już nie jestem mięczakiem, albo jestem, lecz obrosłem skorupą świadomości!