Pan Orzeł zaproponował pani Reszce stosunek, a kiedy zaakceptowała propozycję zostało tylko ustalić hierarchię, bo każde chciało być na górze. Ponieważ nikt nie chciał ustąpić, zdali się na los szczęścia, czyli rzut monetą.
Uwaga - Poligon. Wchodzisz na własną odpowiedzialność.
Pan Orzeł zaproponował pani Reszce stosunek, a kiedy zaakceptowała propozycję zostało tylko ustalić hierarchię, bo każde chciało być na górze. Ponieważ nikt nie chciał ustąpić, zdali się na los szczęścia, czyli rzut monetą.
Chwyciłem budzące politowanie fałdy brzuszne w dłonie i uniosłem zdecydowanym ruchem. Teraz wystarczyło zainwestować w gustowny gorset, by cieszyć się zachwytem zewnętrza. Sam byłem tak zachwycony, że musiałem opanować wzwód - odstałem swoje w kolejce do damskiej toalety, ale się udało.
Na przystanku dwie dziewczyny w bardzo szerokich spodniach i adidasach ukrywających kształt stopy. Jedna gada przez telefon i nerwowo przemieszcza się tam i siam. Druga z założonymi pod biustem rękami pilnuje jej i powtarza przemieszczanie się z dokładnością cienia. Dresiarz trzypaskowy parkuje swoją brykę tak, że blokuje przejście przez bramę przechodnią i ma w nosie, że stworzył problem tam, gdzie go nie było. Ciekawe co powie, jak trafi na nerwusa, który porysuje mu karoserię.
Obserwuję wysyp rejestracji „z przesłaniem”:
W1 KIWI – rzadki ptaszek za kółkiem,
V0 FURIA – grzeczny chłopiec z mamusią,
D0 KIND – wolę się nie domyślać, bo hasło kojarzy mi się z pedofilem,
D0 ALU – czyżby aluzja do alufelg?
V0 CRAFT – jeśli to był rzemieślnik, to bardzo wyrafinowany,
V1 KUNIA – od Kunegundy czy od kunia? Trudno wyczuć.
Pogoda wciąż nie może się zdecydować, czy ma na Ziemię napadać, czy raczej ją oświecić bez napadania. Jakiś dryblas zauroczony własną głębią z martwym wzrokiem pozwalał się prowadzić parce starych beagli kompletnie blokując przejście. Król życia. Taki wymaga pierwszeństwa i wyłączności. Krótki spacer bez większego znaczenia strategicznego zaowocował zauważeniem znaczącej przewagi dziewcząt nad chłopcami – wynik 10:3. Podobno przewaga chłopaków świadczy o zbliżającej się wojennej zawierusze, więc niby spokój powinna wnieść ta dysproporcja – ale ja już teraz współczuję tym dziewczętom. Gdy dorosną przypadnie na statystyczną niewiastę zero koma chłopaka w wieku reprodukcyjnym… Chyba, że za pieczęcią psychiatry potwierdzającą zmianę płci pójdą poważne zmiany organizmów, albo preferencje seksualne zostaną przeprogramowane odgórnie, masowo deformując naturalne ciągoty.
Przeglądam prasówkę. Dzień przesycony sensacjami z Eurowizji. Oburzenie i różne inne zdania odrębne. A jakoś nikt nie zapytał, co robi Izrael w konkursie, mającym Europę w nazwie. I to kosztem kilku krajów zdecydowanie europejskich, które zdecydowały się nie stawać w jednym szeregu z przedstawicielem dyżurnych wichrzycieli bliskowschodnich. Zdumienie wywołuje ponoć fakt uzyskania maksymalnej liczby punktów od „naszych” widzów dla kozackiej przedstawicielki – czyżby ludzie zapomnieli ilu ich mieszka obecnie w Polsce? Zgodnie z regulaminem, na swojaków głosować nie wolno, ale oni korzystają z polskiego prefiksu więc na swoją mogą głosować masowo, a przecież narodowości abonenta nikt nie weryfikuje.
Po deszczach pnie robinii nabrały wyrazistości i głębi trzech wymiarów. Bladolica pani z martwą twarzą bez wahania wkroczyła na jezdnię z przeświadczeniem, że uważać powinni inni. Nic to, że autobus nadjeżdża, a takie bydlę zatrzymać niełatwo. Wokół przydworcowych przystanków tajemnicza hekatomba. Wilgotne plamy brudu i zbrylone kępki mchu porozrzucane dookoła. Zupełnie jakby odbywało się czyszczenie wiat, ale te przecież czyste nie są.
W tramwaju staje mi przed nosem blondyna w zielonych szpilkach chuda tak bardzo, że wzgórek łonowy staje się znaczącą wypukłością. Chwilę dumałem, czy jej nie nakarmić, jednak z obawy, że plasterek boczku mógłby ją śmiertelnie wystraszyć koncentracją kalorii – zrezygnowałem. Nóżkę trafiam już przed Sklepikiem Z Cudami. Chyba nie wygląda dobrze, bo trzy strapione aniołki modlą się żarliwie patrząc współczująco na nadchodzącego. Nie przeszkadzam, zmykam.
Gdzieś w trakcie miga mi rejestracja D2 RADIO, więc włączam, tylko po to żeby się zirytować – spiker chwali kogoś, kto wyleczył się bez wsparcia NFZ i retorycznie pyta czy tak można. A pewnie, że można tylko dlaczego składki zdzierane ze wszystkich nie wystarczają i trzeba się leczyć we własnym zakresie? Kompletnie tego nie rozumiem. Dopiero, gdy wykluwa się we mnie myśl, że lekarzom płacą za leczenie, znachorom za wiedzę o chorobach, a uzdrowicielom za uzdrawianie, dociera do mnie brutalna, stara prawda. Gdyby mnie ktoś wyleczył, jaki stanowiłbym pożytek dla lekarzy, farmaceutów, producentów pigułek we wszystkich (nawet jeszcze niewymyślonych) kolorach świata? Dlatego Ministry rozmaite postanowiły uszczelnić system i powołały do życia Lex Szarlatan, żeby srogo karać zielarzy, naturopatów i innych niesystemowych wspomagaczy zdrowia. Oczywiście dla naszego dobra. Naszego, czyli pacjentów, bo tak właśnie jesteśmy traktowani. Powolutku i dyskretnie na sicie poselskim odkładają się zioła i specyfiki skuteczne na tyle, że warto ich zakazać. Np. ostatnimi czasy wrotycz stanął na dywaniku i uzyskał nominację z etykietą „zabronione”, ale lista ziół „szkodliwych”(dla kogo?) rośnie w zaciszu gabinetów, czy raczej kuluarów, a stanowiący prawo zapewne nawet nie potrafiliby tych zakazanych ziół rozpoznać. Mało tego – znika wiedza z Internetu, a tych którzy mają czelność ją przypominać, spotykają coraz to nowe szykany. Szczytowym osiągnięciem na mojej liście informacji o ziołach na razie jednak zostaje ostrzeżenie przed tymiankiem, który „niewłaściwie zbierany i używany może być trujący” – podczas gdy ten w tabletkach jest jak najbardziej zbierany właściwie i równie profesjonalnie podawany.
Jako tropiciel spisków wszelakich zastanawiam się, co się stało z zamówionymi i nieskonsumowanymi miliardami dawek szczepionki na jedynie słuszną chorobę (przypomnę, że sama Polska zapotrzebowała i zagwarantowała umownie po dziesięć dawek na statystyczny łeb owej dwudawkowej mikstury), którą w okamgnieniu „zwalczyła” dopiero wojna Kozaków z Rosją. Wyrzucić w błoto? Gospodarskie sumienie nie pozwala. Więc może obsłużą nową, nadciągającą właśnie pandemię? A czemu nie – choć tym razem strach trzeba będzie mocniej podrasować, bo nieufnych przybywa, gdy powolutku i po cichutku wychodzą na światło dzienne wiadomości trudne do przełknięcia. Na użytek własny staram się o pielęgnowanie rozsądku i powtarzam sobie własne pytanie – jak to jest, że przez wiele lat nie znaleziono szczepionki na ebolę, HIV, leku na malarię, czy choćby raka, a gdy pojawiła się nieznana nauce(?) choroba w kilka miesięcy ze sześć „niezależnych” jednostek opracowuje i wprowadza do obrotu na masową skalę gotowy produkt? I czy to normalne, że Wynalazca i Producent, zamawiający czyli Państwo, podający czyli Lekarze i Pielęgniarki gremialnie zrzekają się odpowiedzialności za ten preparat i każą Pacjentowi podpisać zrzeczenie się prawa do roszczeń za skutki przyjęcia owego tworu? To już wyjaśnić może chyba tylko Ekspert – Kapłan Zagłady. Aż straciłem smaka na zupę z nietoperza…
W tramwaju dziewczątko uśmiecha się do własnych myśli podstawiając buzię na promienie słońca. Może już pachną jej zakwitające właśnie robinie? A może noc nie minęła nadaremnie? Spod falistego ogrodzenia zerkają na chodnik potężne liście łopianu okolone delikatnymi płatkami maków. Na kominie wrona łowi wznoszący prąd termiczny i nie może zdecydować się czy zaufać jego sile nośnej.