Lustro
Uwaga - Poligon. Wchodzisz na własną odpowiedzialność.
poniedziałek, 1 czerwca 2026
Skąpiec się skąpał, gdy kupiec się skupił.
niedziela, 31 maja 2026
Golenie goleni lenia jelenia.
Zachciało mi się kwiatów czarnego bzu, więc poszedłem, bo to coś, co mi chyba wychodzi najlepiej. Chodzić potrafię, lubię i kultywuję tę umiejętność nie bacząc na kpiące spojrzenia tych, którzy „są samochodem”. Poszedłem w zielone, a tam kwitnie sobie w najlepsze chmiel, żywokost, przetacznik w kilku odmianach i dziko rosnące krzaki róży. Bez oczywiście też. Jak się już przebrnie przez rozmerdaną, psią radość, jak się odpowie dzień dobry kilku starym dobrym nieznajomym, jak się już człowiek nacieszy świergoleniem niewidzialnego planktonu ptasiego, to zaskoczy go kukułka, bażant, czy rechotanie srok. Małe, zielone mirabele wypatrują słońca bardziej niż młode mamusie ciągnące z wózkami do parku, by pośród mniszków i koniczyn ludzkie pisklęta dojrzewały – choć czynią to zdecydowanie wolniej od orzechów włoskich, to jednak głos im krzepnie od używania. Nic to, że w trawach czają się krwiożercze kleszcze, że muchy usiłują ugasić pragnienie spijając perły potu z czoła i nie tylko. Niech przytulie czepiają się kostek, niech łaskoczą skrzypy, a pokrzywy znaczą łydki chłostą. I nawet chmury mają dziś nieco bardziej naturalne kształty i przypominają puchate baranki, a nie wstęgi znaczące trasy lotów.
piątek, 29 maja 2026
Tata żre tatar z raka w tataraku.
Nad Miastem krążą bez ładu i składu samoloty. Co one tam robią, Bóg raczy wiedzieć. Każdy innym azymutem, jak muchy nad ciepłą kupą… Gdzie mają matecznik? Nie da się ani zgadnąć, ani wiarygodnie podejrzewać. Alejkami osiedlowymi maszeruje krokiem defiladowym staruszek. Mimo wieku wciąż wyprostowany i sprawny. Trochę go ręce bolą, bo co kilka kroków rozciera nadgarstki, ale maszeruje dalej. Nieco peszy go wzrok przechodniów, więc skręca między budynki, gdzie na różowo kwitną ogromne krzaki schowane za kontenerami na śmieci budowlane – osiedle od dwóch lat ma poprawiane elewacje, tarasy i balkony przez prężną 2-4 osobową ekipę. Zanim skończą będzie czas zacząć drugie koło. W koronie japońskiej wiśni rozśpiewało się coś nieśmiałego – choć zerkałem z każdej strony nie udało mi się odkryć lokalizacji primadonny. Ze straganów ulicznych pozakładanych na turystycznych stolikach wiatr kradnie upojną woń truskawek. Namolny jak akwizytor – nie przestanie, aż pokusa weźmie górę.
czwartek, 28 maja 2026
Saracen z Saragossy sardynkę z serem serdecznie zaserwował na serwantce z serwetką.
środa, 27 maja 2026
Patrol spartolił portal i tropił tropik w tropikach.
Atak.
wtorek, 26 maja 2026
Rzyć żeby pożyć musi się wyżyć i przeżyć.
poniedziałek, 25 maja 2026
Skalar skalał kalafior kalafonią.
niedziela, 24 maja 2026
Puszczyk żyje w puszczy, czy tylko się tam wypuszcza?
Z kawą na balkonie pojawiam się nim kur zapiał. Może dlatego, że kur dawno poszedł na rosół i pianie mu nie w głowie. Pozdrowiły mnie przelatujące kosy, sroka wyśmiała, a jaskółki zignorowały. Gołębie plotkowały na mój temat a samotny wróbel aż się zanosił, tak był nienagadany. W kosim świecie musiało się zdarzyć coś dramatycznego, bo jeden, na sygnale, wracał w wielkim pośpiechu. Leciał nad arterią międzyblokową, pustą o tej porze, ale sygnał musiał być, żeby nie doszło do kolizji z kimś zbyt zaspanym, żeby patrzeć. Ten cały ptasi galimatias, rozćwierkany, niepoukładany, dobiegający praktycznie zewsząd zapłodnił mnie myślą:
Gołąb usiłuje sobie towarzystwo przygruchać, za to wrona woli je sobie wykrakać. I lepiej nie wiedzieć, co na ten temat sądzi sikorka.
sobota, 23 maja 2026
W mitach o Dolomitach mitoman minotaur na minie w mirtach zmitrężył miniony minimalizm.
Psy gremialnie ruszyły na zakupy. Wiadomo – weekend. Słodkie bułki trzeba kupić, jakieś piwko na popołudniowy grill, może trochę papierowych ręczników, bo jak raz promocja w dyskoncie. Nie zawadzi też trochę żeberek, czy karkówki, skoro ogień ma zapłonąć na balkonach i tarasach. Nie wiadomo po co, ale i parę marchewek nie zaszkodzi. Ciepło rozmiękcza umysł. Lepiej wziąć, niż później żałować. Szpaki pogwizdują podsłuchane u kosów melodie, jakby zamarzył się im mezalians, czy choćby jednorazowy skok w bok. Centrum ekologii w postaci kloszarda z wielkimi, pełnymi worami na zwrotny plastik odpoczywa w pół chodnika wiodącego poza osiedle, w tym czasie nowy ochroniarz (nowy w tym bynajmniej przypadku nie znaczy młody, tylko nieznany) melduje się przy furtce i wraca w zacisze stróżówki. Dziewczyneczka, cała w czerni obejmuje taty udo i chowa się za nim, najwyraźniej wstydząc się odrobinę że jej fryzura nie nosi piętna paryskiego fryzjera.