Szlachcianka
Z Zaścianka wystąpiła dziś w barwach narodowych. Może
przegapiłem jakiś mecz, albo demonstrację? Patrzyła na mnie jak
na robaka (znów), więc pewnie coś ważnego mnie (znów) omija.
Małżeństwo Tiki-taki dziś w maseczkach ochronnych. Wyświetlacz
na przystanku ostrzega - Jakość powietrza umiarkowana…
zaledwie. W autobusie farbowane matrony pachnące markowo, drogo i
chowające się pod tym aromatem, by w spokoju wreszcie popełnić
poranną prasówkę. Za oknem ścieżką rowerową pruje kolarka w
czarnej sukni. Biała bielizna podkreśla jak pięknie jest opalona.
Choć zerkanie na panów jakoś mi nie idzie, może przez wzgląd na
znikomą wartość estetyczną, to jednak popatrzyłem na chłopa,
którego głowa wyglądała jak balon, z którego zeszło trochę
powietrza – zabrakło dołu. Góra w miarę ludzka, ale dół? Bez
podbródka, wszystko takie zwiędnięte, niemal nieistniejące,
budzące współczucie. Groteskowa twarz będąca pewnie następstwem
czegoś dramatycznego. Wrotycze, bylice, nostrzyki i szczeć
porastają beztrosko nieużytki. Póki jeszcze Lex Szarlatan się nie
rozpędził, pozwalam sobie na zauważenie. Potem? Kara za treści
„szkodliwe” może sięgnąć milionów i to bez sądu –
urzędnik będzie decydował, kto jest szarlatanem, skazywał go na
kary i usuwał z Internetu szkodliwe treści – owszem, będzie się
można odwołać do sądu, ale dopiero po fakcie, czyli za jakieś
5-10 lat, a tymczasem zielarze, naturaliści, terapeuci i inni
wyprzedają się z ziołowych herbat, maści, zdrowotnych nalewek, bo
strach jest wielki przed zawziętością prawa i Big-Farmy. Kto
odważy się teraz zrobić syrop z tymianku na gardło, nie
zawierającego „specjalnej formuły” koncernu farmaceutycznego
Specjalna formuła zawiera na ogół śmieci, a czynnikiem sprawczym
jest tymianek, lecz tymianku opatentować się nie da za to formułę
można? Bez ochrony, pod naporem naprawdę wielkiego kapitału
farmaceutycznych gigantów znikną zewsząd mądrości naszych babć.
Ostatnia okazja uzupełnić księgozbiór, by dać sobie radę, gdy
niewydolny system zdrowotny będzie nas zabijał na raty.
Potem
rozkojarza mnie tablica rejestracyjna z cyframi 1024 – matematyk w
szkole średniej ilekroć mógł napisać taką liczbę na tablicy,
podkreślał ją słowami – lubię równe liczby. A widząc
zdumienie uczniów wyjaśniał, że w systemie dwójkowym liczba 1024
to 2 do potęgi dziesiątej. Człowiek wart wspomnienia; każdego
roku przy byle okazji dzielił się z uczniami zagadką. Jak
rozpoznać, czy to łabędź, czy łabędzica? (kto nie zna,
podpowiem – rzucamy chleb do wody – jak WZIĄŁ, to łabędź,
jak WZIĘŁA, to na pewno łabędzica). Emocje potrafiły nim
zawładnąć tak, że się pocił nad miarę opowiadając. Kiedy
sięgnął do kieszeni po chusteczkę, zamiast niej trafił banknot
50 złotych i nim osuszył czoło i skronie. Banknot był z czasów
PRL-u, jeśli to istotne.
Jadę
nie swoją trasą i podziwiam pięknie odrestaurowane kamieniczki,
między które wdarło się „nowoczesne” gmaszysko – istny
brzydal psujący harmonię. Stopy pań często kryją się w crocsach
– japonkach i sandałkach. Najwyraźniej służy im to obuwie, choć
to guma. Nie obciera i nie odparza, a stopa oddycha. Informacja jakoś
się rozchodzi w obrębie płci i coraz więcej pań je nosi latem.
Czyli MUSZĄ BYĆ WYGODNE. Pożądane. Może tak samo dzieje się z
leginsami? Nietrudno wyobrazić sobie, że mają zalety. A wzrok
panów nadaremnie łykających ślinę? Wg reklamy – bezcenny!
Piękna
pani w rozmiarze, którego nawet się nie nazywa w świecie mody
dreptała sobie ku własnej codzienności i nie wyglądała na
zmartwioną stanem posiadania. I słusznie. Ja, bez udziału
świadomości określiłem ją jako Wielkoduszną – mniejsze ciało
miałoby ogromny problem z duszą jej rozmiaru. Wsiadłem znów, tym
razem wracając po raz pierwszy dziś i wzrokiem potknąłem się o
chłopaka w okularach w koszulce z napisem podzielonym między przód
i tył: Głównym aktorem – Śląsk z Motorem. Spontanicznie
i z równym brakiem jakości poetyckiego przekazu treści odbijam w
myślach: Najlepszym kąskiem – Motor ze Śląskiem! Wzdłuż
miejskiej fosy wędruje dziewczyna-ósemka. Krągła górą i dołem,
w środku ściśnięta obrączką do zaniku wymiarów. Uśmiecha się,
jakby usłyszała tę moją niby-poezję. Nim się odśmiechnę –
jesteśmy już poza zasięgiem jej wzroku – może jednak sięgnęła
tym szóstym? (rejestracja z czterema szóstkami, to coś, o co się
potknąłem dziś, by wyprostować się na D7 ASAP jakiegoś
korpo-ludka). Autobus przedziera się przez korki spowodowane
niekończącymi się remontami i staje na wprost budowy. Czytam
tablicę budowy – taka duża, żółta, z czarnymi literkami i
nawet skrupulatnie wypełniona czarnym markerem:
-
Rozpoczęcie budowy – 05.01.2026
-
Zakończenie budowy – 03.01.2026
Najwyraźniej
kierownik budowy opanował podróże w czasie i skończy pracę dwa
dni przed rozpoczęciem budowy.
-
Ja? Mam kłopot, bo widzę głębokie wykopy pod podziemny parking, a
budynku wcale, choć mamy już lipiec 2026… Mam iść do okulisty,
czy do psychiatry?