Spała
sobie już chyba ze dwieście lat. Znajome katy nie obrastały
pajęczynami, pielęgnowane cudzym wzrokiem i czułością. Przez
sen, w letargu słyszała jak ów ktoś mówi do niej córeczko, a
potem głos ucichł. Był czas kiedy zdawało się jej że ogłuchła,
a może i wzrok straciła, ale w końcu znów zaczęło pojawiać się
słońce na przemian z księżycem, a obcy wzrok wodził po jej
sylwetce i włościach. Bez otwierania oczu wiedziała czym
dysponuje. Wygodna kanapa, stolik z bukietem wiecznie żywych
kwiatów, parę drobiazgów, jak to u młodej kobiety… Po cichutku
zżymała się, że na obrazie nie zmieściła się jej szafa z
ubraniami, bo ileż można w jednej sukience leżeć? Choćby była
najpiękniejsza, dawno już jej obrzydła. Nie podejrzewała siebie o
wulgarność, jednak tu nie tylko kląć chciała, ale gdy nikt nie
patrzył układała dłońmi suknię skracając ją, czy mocniej
odsłaniając ramiona.
-
Natka, zachowujesz się, jak portowa dziewka – szeptała do siebie,
czując na policzkach rumieńce. Coraz częściej eksperymentowała,
a wstyd cofał się gdzieś głębiej. Nigdy jednak nie odważyła
się nawet sugerować takiej rozwiązłości w dzień. Tylko głęboką
nocą. Ostatnio miała przeważnie jednego widza. Młody chłopak.
Słyszała, jak wyżebrał obraz od sąsiadki, w zamian obiecując
drobne prace gospodarskie – wynosił śmieci, trzepał dywany,
robił drobne zakupy. A kiedy w końcu staruszka zgodziła się, by
wisiała w jego sypialni, pomalował jej całe mieszkanie. Ilekroć
prosiła o pomoc przy hydraulice, czy elektryce domowej, naprawiał
jej wszystko. Istna złota rączka. Staruszka była z niego dumna.
Natka też, choć nigdy dotąd nie powiedziała mu tego. Miał na
imię Paweł i prowadził dość ustatkowany żywot. Mieszkał sam,
nikt go nie odwiedzał, za często nie wychodził z domu. Skończył
jakieś technikum i poszedł do pracy, dającej mu stabilność
ekonomiczną, pozwalającą utrzymać mieszkanie w mieście.
Natalia
nie wiedzieć kiedy złapała siebie na myśli, że wspomina go
mówiąc „Mój Paweł”, a gdy frywolność połączona z
romantycznym uniesieniem dopadła ją, przymierzała jego i swoje
imię, zastanawiając się, czy dobrze wyglądałyby na wizytówce w
drzwiach domu. Natalia i Paweł… Pięknie, prawda? Paweł patrzył
na nią i nigdy nie odwrócił wzroku bez westchnięcia tak pełnego
żalu, że serce się jej krajało. Chciała go przytulić, albo choć
słówko szepnąć, że nie jest jej obojętny. Którejś nocy
zobaczyła, jak płoną mu oczy. Leżał przykryty kołdrą i
wpatrywał się w obraz, choć dookoła noc była czarna. A jednak
widziała w tych oczach pragnienie. Jak? Skąd ma wiedzieć. Sama
również patrzyła wstrzymując oddech. Znad kołdry wystawała u
wyłącznie twarz, pościel unosiła się rytmicznie.
-
Jak dobrze, że jest tak ciemno pomyślała, gdy zrozumiała czego
jest świadkiem, czując jednocześnie, jak jej podbrzusze budzi się
i zaczyna kipieć. Gryzła wargi, by żaden dźwięk nie wydostał
się z jej ust, ale nie utrzymała. Szczęśliwie Paweł krzyknął w
tej samej chwili. Raz, ale to wystarczyło, by wydarty spod serca jęk
ukrył się w nim doskonale. Patrzyła jak zasypia myśląc, jak
bardzo chciałaby, aby takie chwile przeżywał z nią, natychmiast
karcąc samą siebie - Natalka, zachowuj się!
Wierciła
się na tym swoim obrazie i usiedzieć nie mogła. Gdy Paweł na nią
zerkał, rumieniła się coraz częściej. Jeszcze trochę i zostanie
Indianką. On chyba nie zauważał, a w każdym razie nie komentował.
Dobrze wychowany, bo raczej nie ślepy? Natalia szukała rozwiązania,
które umożliwiłoby jej zejście z obrazu i dołączenie do Pawła.
A gdy nie udawało się nic wymyślić, nazywała siebie bezmyślną
suką, której w głowie tylko jedno i to pewnie zaburzało tok
rozumowania, zasłaniając jakąś oczywistą dla chłodniejszych
umysłów ścieżkę. Przetrząsnęła wszystkie zakamarki na
obrazie, szukając drzwi, czy choćby szczeliny. Raz o mały włos
Paweł zobaczyłby ją z wypiętą pupą, jak zagląda pod kanapę.
Chyba spaliłaby się ze wstydu, ale zdążyła w ostatniej chwili
zająć pozycję na niej.
Eksperymentowała,
szarpała się, knuła i poszukiwała ścieżek. Wytrwałym los
pomaga od czasu do czasu, więc w końcu odkryła swoją szansę.
Zorientowała się, że podczas nowiu wrażenia jej zmysłów są
bardziej wyraziste. Dźwięki czystsze, pełniejsze, zapach pawłowej
wody po goleniu przestaje być domysłem, stając się cieniutką
niteczką aromatu. Nawet wiatr zdawał się delikatnie ocierać o
łydki Natalki, jak piesek spragniony pieszczot i zauważenia. Nie
mogła się już doczekać nowiu, by zweryfikować tę karkołomną
teorię. Wreszcie nadszedł. W dzień osnowa dzieląca rzeczywistość
od jej wnętrza była zbyt gruba, aby zdołała ją naruszyć, za to
nocą… Wyśliznęła się z obrazu!
-
Udało się! - chciała krzyczeć pod samo niebo, ale widok śpiącego
chłopaka trochę ją speszył – Pójdę się rozejrzeć i będę
cichutko.
Skąd
jej taki pomysł przyszedł do główki, tego nie wiedziała, ale
zdjęła buciki i na boso zaczęła zwiedzać mieszkanie – swoje,
od jakiegoś czasu bezprawnie poczuła się gospodynią. Nie było
duże, ale chłopak był porządnicki. Wszystko pochowane,
poukładane, czyste. Lodówka nie zawierała za wiele, ale trudno
było powiedzieć, że całkiem pusta. Trochę książek autorów,
których nie znała, jakieś drobiazgi z przeszłości. Nic. Żadnego
szaleństwa, czy wielkiej pasji. Zwykły chłopak. Przeciętny.
-
Ale mój – oburzyła się na własne spostrzeżenia – Mój, czyli
niezwykły. I zabrał mnie od staruszki, która coraz rzadziej
zauważała moją obecność w jej salonie – Właśnie! Ona
przestała mnie widzieć. Czas był najwyższy, żebyśmy się
rozstały! Mój Paweł mnie wyswobodził!
Wróciła
do sypialni, bo ileż można zwiedzać małe dwupokojowe mieszkanie.
Natalię świerzbiły palce, by ściągnąć z Pawła kołdrę i
zanim wychowanie zaprotestowało, już miała ją w rękach. Odłożyła
buty na komodę i ostrożnie, wstrzymując oddech zdjęła pościel z
Pawła. Spał nago. Podbrzusze Natalii zareagowało na zauważenie
bardzo gwałtownie. Motyle? Jakie motyle? Kipiało w niej, jakby kto
rozjuszył stado szerszeni! Pochyliła się nad śpiącym Pawłem,
chcąc zaspokoić ciekawość. Pachniał ciepłem i spokojem. Jakiś
niesforny kosmyk włosów spłynął jej z czoła i spadł na płeć.
Samcza młodość reaguje bez udziału świadomości na dowolne
bodźce, a delikatnej pieszczocie sen nie przeszkadzał. Paweł rósł
„tam”, a Natalia niemal udusiła się z braku powietrza.
Zapomniała jak się oddycha z wrażenia. Szczerze? Trochę ze
strachu, że obudzi go pochylona nad jego męskością, jak sowicie
opłacona kurtyzana. Ale jej ciało nie chciało już słów. Wsunęła
dłonie pod sukienkę, zdjęła koronkowe majtki i uniosła brzegi
stroju. Uklękła nad śpiącym i powoli usiadła. Aż zadrżała,
gdy ją wypełnił. Nie wolno rosnąć bez końca, a ona sięgnęła
właśnie granicy bólu. Ciało wiedziało lepiej, więc poddała mu
się. Drobne ruchy biodrami potęgowały radość, która
najwyraźniej była zakaźna, bo oblicze Pawła nabrało życia, a
potem krzyknął. Raz, jak wtedy. Poczuła, jak podbrzusze, choć już
wcześniej było pełne, przyjmuje w siebie wrzącą lawę. Uciekła.
Porwała z komody pantofle i skryła się między ramy. Dopiero
stamtąd, poprawiając fałdy sukienki obejrzała się na Pawła, ale
on nadal spał.
-
Bezwstydnie nagi – pomyślała patrząc na to młode ciało i
dopiero wtedy logika uświadomiła jej, że to jej wina, czy zasługa.
Kołdra wciąż leżała na podłodze, a na skraju łóżka…
koronki Natalii! - Zapomniałam zabrać!
Szarpnęła
się, by po nie wrócić, ale osnowa była na swoim miejscu. Trzymała
mocno Natalię w ryzach więzienia.
-
Mogłam zostać, głupia! – krzyknęła, ale jego echa rozbiły się
o ramy obrazu – Z moim Pawłem!
Kwiaty
w wazonie zdawały się kpić z niej:
-
Twój? A on o tym wie? W ogóle wie, że istniejesz? Zgwałciłaś
chłopaka i jeszcze sobie rościsz jakieś prawa? Mogłaś chociaż
zapytać.
Natalię
aż zatkało, ale uczciwość kazała jej schować się jak
najgłębiej. Spomiędzy ud spłynęło coś łaskocząc nieznośnie.
Przeciągnęła dłonią, która okleiła się czymś lepkim. Uniosła
rękę i powąchała. Prócz aromatu własnego pożądania, które
zdążyła poznać, poczuła coś jeszcze. Ładnie pachniało, lecz
nie umiała tego zapachu porównać z niczym, co znała. Skosztowała,
oblizując opuszki palców, zanim rozum przypomniał jej, z czym ma
do czynienia. Smak był równie zaaferowany szukaniem porównań, jak
węch i również nie znalazł odpowiednika. Za to język wysprzątał
lepkość do czysta i bezczelnie dopominał się o dokładkę.
Zerknęła na łóżko. Paweł właśnie się budził i przeżywał
wszystkie możliwe stopnie zdumienia. Najpierw kołdrą leżącą na
podłodze, później ciałem, najwyraźniej opróżnionym z nasienia,
choć ślad po nim zaginął, a w końcu koronkową bielizną leżącą
na skraju łóżka. Jego zmysły także nie pytały świadomości o
pozwolenie, bo uniósł jej bieliznę i nosem usiłował wykryć
właściciela… właścicielkę.
-
Ogar jeden! - pomyślała, choć uczucia w niej były ambiwalentne;
złość zmieszana z czułością tak dokładnie, że żaden
Kopciuszek nie zdołałby ich rozdzielić na odrębne kupki. - Mógłby
być odrobinę dyskretniejszy, a nie zawstydzać mnie w biały dzień.
Kiedy
podniósł wzrok z niewysłowionym pytaniem, czy ów detal należy do
Natki, poczuła, że na policzki wychodzi naga prawda. Spuściła
oczy i modliła się, żeby przestał się gapić. Chociaż… To
także było więcej niż przyjemne. Powstydzić się, znając
pikantną prawdę. Pora chyba zastanowić się, co dalej. Ostrożnie
pomacała wokół. Osnowa trzymała się twardo. Postanowiła za
pamięci prowadzić notatki, aby ustalić kiedy i na jak długo
otwiera się przed nią świat. Dziś, gdyby nie wstyd naprawdę
zostałaby w świecie Pawła, a kto wie, co zrobiłby, budząc się
obok kobiety z obrazu. Jeśli już, wypada dać mu szansę, a nie
stawiać przed faktem dokonanym. Dlatego, w ramach pokuty zdecydowała
się dobrowolnie nie opuszczać ram przez najbliższe sześć
miesięcy, choćby osnowa otwierała się każdej nocy. No, nie
przesadzajmy z ascezą – trzy miesiące to i tak okropna pokuta.
Miękła, negocjowała z samą sobą, usiłowała wyżebrać
skrócenie wyroku, zanim się ukonstytuował.
-
Trzy i ani dnia mniej! - łatwiej wygłosić, jak dotrzymać, ale
spojrzała na Pawła i utwierdziła się w przekonaniu – Jest wart
jej poświęcenia. Skoro zamierza go odwiedzić, następnym razem
musi go obudzić, a nie wykorzystywać jak płatną…
Naprawdę
łatwiej było prowadzić notatki, niż dotrzymać słowa. Kiedy
ponownie otworzyła się osnowa i ręka nie napotkała oporu… Boże!
Jak bardzo chciała wejść Pawłowi w ciepłą pościel, pozwolić
mu na wszystko, czego tylko zapragnie. Albo choć powtórzyć figle z
poprzedniej wizyty. Pod brzuchem zakipiało od niespełnień.
Pragnęła bardziej, niż sądziła. Istna ruja. A tam, w łóżku
cichutko chrapał ktoś, z kim mogłaby pozbyć się nieznośnego
napięcia ogarniającego ciało i umysł. Była zakochana na zabój.
Umysł przekonywał ją, że nie wolno, że to nieładne, ale bose
stopy już owiewał wiatr z uchylonego okna, a pupa na krawędzi ramy
obrazu szykowała się do skoku.
-
Następnym razem zejdę za sześć miesięcy, ale teraz muszę.
Jeszcze tylko raz… Może odzyskam bieliznę?
Zeskoczyła,
nie marnując czasu na zwiedzanie mieszkania sięgnęła po kołdrę,
chichocąc bezgłośnie, jakby robiła psotę. Chwilę później dwa
ciała mruczały pieśń miłości, ale tylko jedno miało skarlałą
świadomość, jeśli można mówić o niej w trakcie uniesienia.
Znów spletli się w krzyku spełnienia i znów uciekła, nie dbając
o odzyskanie bielizny. Paweł najwyraźniej sen miał twardszy niż
sezonowana dębina, bo Natka wylizała wszystkie paluszki i poprawiła
się na kanapie, zanim się obudził i wzorem poprzedniego miesiąca
stopniował zdumienie, by zerknąć pytająco na kobietę z obrazu.
Jeszcze jej nie oskarżał, ale czuła się nieswojo. Wmawiała
sobie, że poskromi żądze i da Pawłowi odetchnąć od własnych
potrzeb, ale sama nie wierzyła w te zapewnienia. Osnowa była
wystarczająco cienka przez zaledwie trzy doby w miesiącu
księżycowym skupiając się wokół nowiu, gdy noce były
najczarniejsze i potwory schodziły na świat. Bezszelestnie, jak
Natalia…
Zaciskała
zęby, a przed kolejnym nowiem, przywiązała samą siebie do kanapy,
nim zmierzch otulił świat. Ciało rwało do Pawła, ale zdołała
przetrwać dwie noce. Trzeciej uległa żądzom i już zdejmowała
pantofle, żeby stopy polizał jej wiatr, gdy spostrzegła, że Paweł
nie śpi. Zesztywniała z wrażenia. Czekał na nią? Domyślił się
jej niegodziwości i postanowił przyłapać? Za skarby świata teraz
by nie zeszła. Trudno. Podnieta zgasła, a kolejnej nocy osnowa była
już zbyt mocna by ją pokonać. Paweł? Gapił się na nią jakoś
tak dziwnie, że podczas czwartego nowiu postanowiła skorzystać z
jego lustra w przedpokoju. Z wprawą opuściła ramy obrazu i
podreptała obejrzeć się. Dziwne, skacząc na podłogę, czuła, że
coś jest nie tak. Wzdęło ją? Ale od czego? Lustro potwierdziło
podejrzenie. Rósł jej brzuch. Wystraszona wróciła na kanapę z
obrazu i zaczęła myśleć.
-
Takiej grubej, to na pewno już mnie nie zechce. Może powinnam się
odchudzać? I ten jego wzrok. On już od jakiegoś czasu widzi, że
tyję. Grubaska z obrazu. Zasmarkana od łez, które wypłynęły
niepytane. Świnia. Mógłby chociaż udawać. Przytulić i
powiedzieć, że kocha, albo uwielbia jej ciało. Wymienić kwiaty w
wazonie, albo kupić jej jakiś drobiazg. Pierścionek zaręczynowy?
Niechby chociaż taki z odpustu, za kilka groszy. Albo zaprosić na
ciastko z kremem. Dwa! O tak, dwa byłyby lepsze niż jedno. Może
nawet… Nie! Przecież i tak jest gruba. Lepiej na sałatę.
Wgryzłaby się w nią jak gąsienica bielinka kapustnika, a on
pochwaliłby wysiłki na drodze ku smukłemu ciału. Prawda, że by
pochwalił? Pewnie, przecież nie jest świnią, tylko facetem. Nawet
oni czasami pochwalą, choć nigdy nie przesadzają z wyznaniami. Ale
teraz, to już nie zejdzie ani-ani. Póki nie schudnie.
Tymczasem
każdy kolejny miesiąc przyniósł dodatkowe krągłości. Bolały
ją piersi, które też stały się nie dość, że znacznie większe,
to jeszcze niezwykle czułe. I ten sterczący pępek, przestający
mieścić się w sukience. Rozciąć ją, czy zdjąć? Paweł i tak
gapił się, a malujące się w jego oczach uczucia splątane były
bardziej niż bluszcze wspinające się po dębowych pniach. W
uczuciach stała się niestabilna, od furii do płaczu bezsilności
przechodząc niemal niezauważalnie. Paweł obserwował ją dużo
ostrożniej, jakby ukradkiem, ale nic nie mówił. Gdy w końcu
domyśliła się, zatkało ją całkiem. Była w ciąży!
-
No przecież! Zachciało ci się figli i teraz masz za swoje.
-
Mogłam być ostrożniejsza.
-
Mogłam? Nieprawda, nie mogłam, ale on mógł.
-
Co mogłam poradzić, że on… - rozpłakała się z bezsilności,
bo przecież to nie grzech, że był młody, na dodatek nie miał
świadomości, bo to ona sama…
-
I co z tego, że młody, że spał, ale mógł coś wymyślić.
Przecież widziała jak sam się zadowalał. Mógł nie czekać na
nią, tylko pozbyć się nasienia zanim przyszła.
-
A teraz co? Powiedzieć mu?
-
A uwierzy? Kłamczusze z obrazka?
-
Ja bym nie uwierzyła.
-
A ja tak. Przecież wie, że go kocham.
-
Nie kochasz, tylko wykorzystujesz!
-
A widziałaś, żeby protestował? Widziałaś, jak mu się gęba
cieszyła, gdy wiałaś w objęcia obrazka?
-
Widziałam śpiącego chłopca, śniącego sen tak gorący, że
musiał znaleźć ujście.
-
I co z tego? Znalazł mnie, to teraz niech poniesie konsekwencje.
-
A jak się wyprze? Ze wstydu się spalę, a nikomu się nie przyznam.
-
Trudno. Urodzi się, to jakoś wychowamy. Tylko jak zmieścimy się
na obrazku? Zobacz, już teraz nasze ciało wygląda na wielkie, a do
rozwiązania jeszcze daleko. Dziecko potrzebuje przestrzeni i
powietrza. - potyczka z ukrytym w duszy alter ego kazała Natalii
przejść na liczbę mnogą, gdy rzecz dotyczyła obu dyskutantek.
-
Będzie wąchać podczas nowiu. A potem będzie się uczyć, żeby
nie urosnąć na głupola, jak ja.
Dialog
stawał się coraz bardziej abstrakcyjny, więc pozostał płacz,
jako ostatnia deska ratunku. Może coś słodkiego? Coś w sam raz
dla grubaski! Mijały tygodnie, zamieniając się w miesiące, obraz
lekko protestował przeciw obciążaniu go dodatkową treścią,
dobrze, że Paweł to fachowiec i powiesił obraz na solidnych
wkrętach, bo inaczej spadłaby wraz z kanapą i kwiatami i obiła
sobie tyłek. A może należało się jej? Wątpliwości rosły i
całe ich hałdy zalegały na dalszych planach obrazu. Szczęśliwie
nów nie obraził się na Natkę i pojawiał się regularnie, więc
dopływ świeżego powietrza był. Paweł zaglądał codziennie,
udając, że nie dzieje się nic złego. Ale poród przegapił.
Wyszedł rano z domu, kiedy wrócił, na kanapie leżała Natalia
wyczerpana porodem, a obok niej leżał pulchny bobasek kwilący i
dopominający się pokarmu. Zaraz, zaraz – nie jeden, a dwa bobasy;
drugi właśnie przyssał się do piersi i świata nie widział poza
sutkiem.
Natka
kiedy już zdołała oderwać zmęczony wzrok od parki noworodków
dostrzegła Pawła. Stał z otwartą gębą, dłońmi wsparty na
ramie i gapił się z bliska. Dobrze, że zakryła srom, bo
pomyślałaby, że jest zboczeńcem. Ale on gapił się na pisklęta
i na twarz Natalii. Mówił coś, ale była zbyt zmęczona, żeby
słuchać. Przymknęła oczy. Nie miała pojęcia, ile czasu spała,
ale gdy się obudziła, narybek zachłystywał się od płaczu. Byli
głodni. Podsunęła obu po piersi. Dziąsełka mieli nieuzbrojone,
ale i tak błyskawicznie zmiażdżyli jej sutki. Płakała
bezgłośnie, lecz ból istnienia równoważyła miłość. Kiedy już
opchali się po pępek położyła ich na kanapie, a sama poczuła,
że przydałoby się wykąpać. Czując odrobinę powietrza,
odwróciła wzrok za obraz.
-
To już? Kolejny nów? – zdumiała się, ale widok twarzy Pawła
przy samej osnowie zaskoczył ją jeszcze mocniej.
-
Paweł? - zapytała szeptem, żeby nie zbudzić dzieci.
-
Znasz mnie - najwyraźniej on miał już za sobą szok związany z
tym, że zawartość obrazu ożyła. - Czy to…
-
Tak – Natka domyśliła się o co chciał zapytać, a choć było
jej wstyd, nie mogła dłużej oszukiwać – Twoje. A raczej moje.
Wykorzystałam cię, a potem bałam się przyznać. Wybaczysz mi
kiedyś?
-
Możesz stąd wyjść? - zapytał, zupełnie nie na temat.
-
Dzisiaj tak, ale nie na długo. Wiesz… muszę się opiekować
dziećmi.
Wyciągnął
rękę, żeby jej pomóc i powiedział:
-
Weź ich z sobą, po co mają się męczyć na sofie?
Potem
było jak we śnie. Paweł pomógł jej ułożyć dzieci na łóżku,
ją na rękach też przeniósł. Z łazienki zabrał gąbkę i miskę
z ciepłą wodą. Gdy odpoczywała, umył ją delikatnie, choć
usiłowała protestować, trzymając rąbek sukienki przyciśnięty
blisko kolan.
-
No wiesz… - łagodnie ją skarcił – Widziałaś mnie nago, więc
może czas na rewanż? Zresztą, sama nie dasz rady się umyć, a i
dzieciom odrobina ciepłej wody się przyda. Zasnęła, pozwalając
Pawłowi na wszystko. Kiedy się obudziła, trzymał jedno dziecko na
rękach, kołysząc je, by nie darło się w niebogłosy. Drugie
właśnie otwierało oczy i dołączyło do chóru. Dzień w Pawła
łóżku skończył nie podejrzanie szybko, noc nadciągała, a po
niej…
-
Wiesz – pogłaskała Pawła po policzku – Musimy wracać. Rano
osnowa się zamknie na cztery tygodnie. A po nich, znów możemy cię
odwiedzić. Jeśli chcesz.
-
A musicie iść? - niby proste pytanie, ale Natalii jakoś nie
przyszło do głowy – Co się stanie, jak zostaniecie? Obraz wisiał
i zostanie tam. Chyba. A, że pusty? To już jego problem.
-
Naprawdę? - Natalia nie dowierzała – Możemy zostać? Wszyscy?
-
Jeśli tylko chcesz. Chcecie.