Starsi,
czyli bardziej doświadczeni życiowo wędrują wzdłuż brzegu z
kijkami do nordic walking – Skandynawia niedaleczko, wystarczy
obejść maleńki Bałtyk brzegami. Na pewno bliżej byłoby w
prostej linii, ale woda zbyt zimna na stare kości i lepiej dreptać
wzdłuż brzegu – co ciekawe, większość podejmuje próbę
obejścia wody przez obwód kaliningradzki, czyli nie boją się
ruskiego luda! Brawo! Duch w narodzie nie ginie, nawet, gdy włos
siwy, a pamięć sięga czasów stalinowskich. Bo przecież Niemca
się aż tak nie boją, jako ta Wandzia z legend.
Dzieciarnia
łopatkami, wiaderkami względnie zrywkami na produkty spożywcze
usiłuje przelać morze do dziury nieopodal brzegu, wykopanej w pocie
czoła przez kochającego tatusia. Mama w tym czasie uwieczniła
wysiłki, ale tylko młodszej gałęzi rodzinnej smartfonem, by mieć
dowód iż wakacje były i się odbyły w skandalicznych warunkach –
tłok, wrzask i tylko piachu kupa, na dodatek mokrego i co ten facet
sobie myślał, jeżeli w ogóle myślał.
Ja
rewolucyjnie odkrywam, że między ciepłym piachem, a mokrym dnem
pojawia się i przemieszcza chybotliwa granica, na którą patrzeć
nie sposób, bo się odkłada na wzroku tak, że łatwo potknąć się
o własne nogi i to „przed wypiciem” jak mawiali w którymś z
kabaretów. Fale usiłowały wyjrzeć na brzeg ponad innymi, mniej
zuchwałymi, więc morze wznosiło się i opadało wypychając
jednostki człowiecze bliżej brzegu, ku uldze ratowników
pobierających gażę za utrzymanie przy życiu populacji plażowej.
PS.
Wyłowiłem i uratowałem przed słoną wodą kilka drobnych kamieni,
ale nie podjąłem decyzji o ich dalszym losie. Jeszcze.