czwartek, 7 maja 2026

Ekstrakt trochę o prokreacji, trochę o cyborgach.

 

Czy stosunek Sztucznej Inteligencji ze Sztucznym Inteligentem prowadzi do sztucznego zapłodnienia? Czy łączenie organizmów cybernetycznych z organicznymi prowadzi do mezaliansu ustrojowego i potomstwa mieszanego? Owoce takiego związku będą samoistnie inteligentne, czy będą musiały chodzić do szkół?

środa, 6 maja 2026

Ekstrakt iście królewski.

 

- Ja nie mam co na siebie włożyć – nucę stojąc na golasa przed szeroko rozpostartymi drzwiami szafy, daremnie wzrokiem poszukując szaty wystarczająco szykownej, aby mnie okryć.


Wzdycham tylko, gdy zimnokrwiste lustro przygląda mi się krytycznie – Trudno, korona musi wystarczyć!

Struję nastrój. Na stroje nas troje nastroję.

 

Pchany popołudniową tęsknotą za łazęgą zawieruszyłem się wczoraj w miejskich wirydarzach. Z zaskoczenia wziąłem trzy, w tym ostatni mi dotąd nieznany, za to znany googlowi. I wszystko byłoby znakomicie, jednak okazało się że tenże, stanowiący wewnętrzny dziedziniec filologii germańskiej, stał się uczelnianą palarnią. Pośród kwitnących krzewów i rabat okalających ławeczki pyszniła się altana pełna popielniczek. Niemiecka praktyczność najwyraźniej wzięła górę nad lokalnym romantyzmem. Ordnung must sein!


Osiedlowa siatkarka od rana testuje zalety legginsów z tych, co drastycznie pogłębiają otchłań międzypośladkową. Najwyraźniej zadowolona jest z pobieranych wrażeń, bo występuje w nich regularnie, nie bacząc na wiatr, okradający jej intymność z ciepełka. Sympatyczny Rudzielec, dziś w błękitach, uzupełnia makijaż malując rzęsy na kolor „bardzo długie i łatwo dostrzegalne”. Przy okazji sprawdza językiem, czy między zęby nie zaplątała się łodyżka czosnku niedźwiedziego, albo innej kolendry. Na ścieżce rowerowej pani wchodzi w poranek truchtem, a jej ciało nosi znamiona poważnej opalenizny nijak nie wyglądającej na dzieło powiewów chłodu.


Ktoś za mną poddaje recyklingowi zawartość nosa wciągając zawartość potężnymi haustami. Najwyraźniej ideę zero waste wziął sobie do serca – ot taki niewymuszenie serdeczny gość. I najwyraźniej bardzo głodny, bo pobiera porcję za porcją regularnie jak metronom. Rozkoszne rusałki wagi ciężkiej przebiegają ulice na czerwonym, a ich bladziutkie kolanka migają pod letnimi sukienkami. Do mnie uśmiecha się piękna pani wyglądająca jak przeniesiona żywcem z dwudziestolecia międzywojennego. Odśmiecham się, bo wygląda naprawdę bardzo elegancko i delikatnie. Żebym umiał jej towarzyszyć musiałbym wyglądać o niebo dostojniej.


A ponieważ nie wyglądam, bawię się w marszu, wymyślając rodzaje lin:

Alina, Bylina, Celina, Dolina, Etylina, Formalina, Glina, Halina, Insulina, Jedlina, Kalina, Lanolina, Malina, Naftalina, Otulina, Paulina, Roślina, Solina, Ślina, Trzmielina, Watolina.

Zostało jeszcze kilka literek, więc podzielę się zabawą – jeśli kto chętny poddać się szaleństwu, to zapraszam.

Szaleństwa ciąg dalszy.

 

    Przypadkiem (a ponoć te nie istnieją) postanowiłem przejść przez jezdnię na krwistym świetle, gdy ruch kołowy zamarł. A jak padło pytanie, czy nie mam wyrzutów sumienia i czy spać będę mógł w nocy, zacząłem snuć opowieść. Gdy tylko dopadłem maszyny – przepisałem i wysłałem w jedyne miejsce (jedyne prócz Lustra), w którym nie boją się, gdy wyobraźnia potrafi zdestabilizować wszelkie prawa, z fizyką włącznie. Oczywiście mowa o Niedobrych literkach, a efekt można skonsumować tam:

https://niedobreliterki.wordpress.com/2026/05/06/relacja-na-zywo-by-daniel-wojnarowicz/

wtorek, 5 maja 2026

Jedzie od Jadzi jadeitowym jadem z jadalni.

 

    Wykształcenie miała takie więcej cielesne i kto wie, czy na takim nie poprzestała, gdyż słownictwo i sposób bycia miała niewyszukane. Nie sposób nawet szydzić, bo być może był to właściwy wybór, gdyż powodzeniem cieszyła się nieprzeciętnym. Chwilę potem dziewczątko ubrane w górne pół bluzki. W marszu mozoliło się dziecię, by naciągnąć tę połówkę na korpusik w niższych partiach, jednak materiał najwyraźniej nie zamierzał kolaborować z nosicielką. Chwilę później podziwiam parkującą motocyklistkę w leginsach. Oglądana od przodu demonstrowała głęboki dekolt, w który śmiało mogła nałapać między piersi wszędobylskiego puchu z topól i much zakochanych w cieple asfaltu. Autobus usiłował zatrzymać się w zatoczce, kiedy przyblokował go dostawczak V7 KAMYK. A potem, to już rozkoszowałem się kwitnącymi na działkach glicyniami. Trzeba im przyznać, że są niezwykle ekspansywne.

poniedziałek, 4 maja 2026

Postanowienia nie całkiem noworoczne.

 

    Zdecydowałem, że stanę się lepszym człowiekiem. Kupię smartfona i smartłocza. Z milion darmowych aplikacji zainstaluję. Płacić będę okiem, uchem, albo krwią, jeśli trzeba. Hasła będę miał tak mocne, że będzie można na nich wykuwać katany. W wakacje będę dubaił, majorczył, albo zanzibarzył na piasku. Walnę sobie tatuaż, albo i trzy, przekłuję język, pępek i nos, a jak okaże się, że ból jest znośny, to może i mosznę. Nauczę się mówić spoko, szit i dżizas. A jadł będę kebaby i popijał colą bez cukru, albo piwem bez alko. I jeszcze czipsy, nugetsy, energetyczne batony i red bula, żeby mieć własne skrzydła.

Laska o lasce z lasu na Alasce.

 

    Na przejściu dla pieszych kobieta w czerni. Na nosie przeciwsłoneczne okulary nad głową przeciwdeszczowy parasol. Gotowa na wszystko, żadna aura jej nie zaskoczy. Tylko światło ja zaskoczyło i nie przeszła jak reszta stada. Łącznie z dwoma pulpecikami zapatrzonymi w siebie i całujący się w marszu. Słońce porozbierało dziewczęta tak pięknie, jak żaden facet nie zdołałby. I niech tak będzie, niech gwiżdżą szpaki, niech cienie paradują wskroś ulic. Alternatywne piękności nieco straszą, szczęśliwie oglądam te piękności przed zmierzchem.

niedziela, 3 maja 2026

Pasażer żeruje na pasach, masażer preferuje żerowanie na masie.

 

    Dwie sroki tańczyły na rynnie najwyraźniej flirtując. Gdy pojawiła się trzecia i zaczęła „przystawiać się” do jednej z tańczących, bójka wisiała na włosku. Skończyło się na przepychankach. Słońce wygładza humor, a raczej wygładzałoby, gdyby ktoś raczył to zauważyć. Cisza aż w uszach dzwoni. Plac zabaw wybawiony wczoraj do cna odpoczywa spodziewając się kolejnej fali popularności. Dyżurni od piesków toczą się ospale szlakiem tak dobrze znanym, że nawet oczu otwierać nie trzeba. Usta same mówią „dzień dobry”, gdy naprzeciw ma się pojawić konkurencyjna sfora wiedziona przez równie senną istotę.

sobota, 2 maja 2026

Woje we troje wyjedzą moje słoje z łojem.

 

    Ciepło, aż miło. Pot przemieszcza się wzdłuż kręgosłupa, tam gdzie słońce nie sięga. Na wszelki wypadek poluję na plamy cienia, żeby się nie odwodnić. Przed sklepem dziewczynki sprzedają lemoniadę za co łaska. Nie pierwszy raz, bo to wydarzenie cykliczne. Obwieszeni psami posiadacze robią rundę za rundą osaczając osiedle wielopętlową nutą zapachową wyczuwalną przez czworonogi. Kosy rozśpiewują osiedle, a dziecinna radość z placu zabaw przedziera się nawet przez zamknięte okna. Pszczoły pracują nad obrazkiem złożonym z wydrążonych patyków i szyszek, szykując domek dla potomstwa. Chyba polubiły balkon, bo to kolejny rocznik. Rozbudowałem siedlisko widząc takie zainteresowanie, a teraz pora karmić pisklęta, więc kwiaty do pełna. niech tylko miną przymrozki, to zafunduję im ucztę.

piątek, 1 maja 2026

A tymczasem.

 

    Okazało się, że startując w kategorii „romans” z króciutkim opowiadaniem trafiłem w objęcia PaskudZinu. I gdyby komuś było po drodze z szaleństwem miłosnych uniesień, to zapraszam tam:

https://niedobreliterki.wordpress.com/2026/04/30/paskudzin-08-juz-dostepny/

    Może tylko zaplątałem się, jako ten rzep uczepiony czegoś większego? Nieważne, grunt, ze uczucia płoną!