Nad Miastem krążą bez ładu i składu samoloty. Co one tam robią, Bóg raczy wiedzieć. Każdy innym azymutem, jak muchy nad ciepłą kupą… Gdzie mają matecznik? Nie da się ani zgadnąć, ani wiarygodnie podejrzewać. Alejkami osiedlowymi maszeruje krokiem defiladowym staruszek. Mimo wieku wciąż wyprostowany i sprawny. Trochę go ręce bolą, bo co kilka kroków rozciera nadgarstki, ale maszeruje dalej. Nieco peszy go wzrok przechodniów, więc skręca między budynki, gdzie na różowo kwitną ogromne krzaki schowane za kontenerami na śmieci budowlane – osiedle od dwóch lat ma poprawiane elewacje, tarasy i balkony przez prężną 2-4 osobową ekipę. Zanim skończą będzie czas zacząć drugie koło. W koronie japońskiej wiśni rozśpiewało się coś nieśmiałego – choć zerkałem z każdej strony nie udało mi się odkryć lokalizacji primadonny. Ze straganów ulicznych pozakładanych na turystycznych stolikach wiatr kradnie upojną woń truskawek. Namolny jak akwizytor – nie przestanie, aż pokusa weźmie górę.