Berberysy
tylko czekają na chętnego, który oberwie dojrzałe jagody. Panią
o opalonych udach podejrzewam o brak bielizny, a jej uśmiech w
stronę towarzyszącego jej faceta zdaje się to potwierdzać, niosąc
obietnice, jakie niełatwo powiedzieć głośno. Z nieczynnej
zajezdni tramwajowej wyszła czekoladowa księżniczka. Druga
podróżowała tramwajem, a ja usiłuję sobie przypomnieć, od kiedy
widok Afrykańczyków stał się codziennością, a nie zjawiskiem
rzadkim, jak śnieg w lecie. Dziewczyna firmowa po kres widzialności
wymieniała bezprzewodowe słuchawki, nie mogąc się zdecydować na
wybór jednych, aż w końcu zrezygnowała z sieciowych wieści.
Niedogolony pan adorował panią, której opalenizna ciągnęła się
w stronę intymności. Uśmiechali się do siebie, jakby doskonale
wiedzieli dokąd sięga. Na przystanku siedziała kobieta o biuście
zdobnym w kwietny pejzaż, kto wie, czy nie stworzony przez SI.
To
tu Jan Paweł II obrócił swoje życie o 360 stopni – czytam i
wyjść z podziwu nie umiem. Porażająca konstrukcja. Zawinął
kółko, jak kot ścigający własny ogon i poszedł gdzie i tak
szedł? Rynkiem rządzą piersiątka trzepocące pod cienką materią
i pośladki, skalane dwiema nitkami i spodniami zupełnie nie
utrudniającymi publice podziwiania tychże. Wraca do mnie myśl
wielokrotnie już przetrawiona, że wystarczy usiąść w Rynku na
miesiąc, by zebrać materiał na powieść, albo i pięcioksiąg.
Ktoś fotografuje menu Tostorii, ciemnowłosa dziewczyna rzuca
w przestrzeń kocham cię i natychmiast materializuje się
obok niej ostrzyżony na jeża dryblas, by skonsumować deklarowane
uczucia.
Czekając
na autobus podziwiam kamienice po drugiej stronie ulicy. Dwie z lat
1891-93 sąsiadują z „nowoczesną budowlą”. Wiekowe są po
prostu piękne, a te współczesne, to zwykła klatka na jednodniowe
wizyty. Brzydkie i bez gustu. Bus pas, mozolnie wybudowany kilka
miesięcy temu znów zamknięty – poprawia się coś, czy zgoła
buduje od nowa? Za to na przystankach widać wzmożona aktywność
kanarów. Zupełnie jakby budżet gminy ukląkł i wymagał
błyskawicznego zastrzyku. Przez okno dostrzegam pulchnego, żółtego
trzmiela – V7 BEE z okularnicą za kółkiem.