środa, 31 maja 2023

Rzecz o pupach i siniaczkach.

 

Drapieżny niechybnie ptak kołujący nad pobladłą z trwogi kostką przywitał mnie o świcie, potwierdzając, że sezon siniaczków trwa w najlepsze. Kolarze w pikowanych kurtkach pruli do odległych celówa kontrastowo ubrane dziewczęta w minispódniczkach wprowadzały zamęt i dezorientację, zachwycając niepewną przyszłością. Bladziutkie ciała na wpół śpiących królewien bezwstydnie lizane były przez pierwsze promienie słońca. Wykorzystując zmianę świateł, przez okno stojącego autobusu, na dorodnej łydce kolarskiej dostrzegam ślężańskiego niedźwiadka w błękicie oprószonym szarością. Symboliczny, nietrwały ślad na skórze sugeruje, że trwają przygotowania do nocy świętojańskiej i pogańskich tańców na szczycie.

 

Brnę pod wiatr, co z kolei stanowi wątłą przesłankę ubóstwa ekonomicznego (bo biednemu wiatr…), jednak zwołujący właśnie sobór kloszardzi z dzielnicowej loży jakoś nie zaprosili mnie do swojego grona. Niezdecydowana pani krążyła po skrzyżowaniu wśród nieprzychylnych świateł, a pupę miała tak drobną i figlarną, że nieustannie usiłowała wydostać się spod kusej spódniczki i skorzystać ze słonecznej kąpieli. W kwestii pup – podobnie jak w kwestii siniaczków – rzecz działa się mnogo. Ot, choćby tleniona blondyna z peselem o sporym przebiegu nosiła pupę zdecydowanie młodszą od twarzy i czyniła wysiłki, aby tam przekierować ewentualne zainteresowanie gawiedzi, twarz ukrywając za ciemnymi szkłami olbrzymich okularów.

 

Odkarmiony nad wyraz dobrze Jezusek maszerował żwawo i tokował zawzięcie z towarzyszem, gestykulując przy tym, żeby zwiększyć siłę wyrazu. Towarzysz nie bardzo wyglądał na Piotra, już prędzej na Tomasza, albo Iskariotę. Sklepienie czaszki miał przezornie przygotowane na przyjęcie mycki, gdyby znalazł się hojny darczyńca. Tymczasem pokornie wysłuchiwał tyrady Mistrza, wędrując ku restaurowanym właśnie fortyfikacjom miejskim. Były także kolejne siniaczki, jednak w ogóle nie wyglądały, więc je zignorowałem, syty wrażeń - jak na jeden dzień dwa tak piękne okazy - nie można być aż tak pazernym, żeby więcej od losu wymagać.


wtorek, 30 maja 2023

Jak zwykle marginalne sprawki.

 

Kobiety w czerwonych butach. Pieszo i na rowerze. Trampki, szpilki, półbuty – bez różnicy. Prześladują mnie od bladego świtu i być może są jakąś demonstracją podobnie do marszu czarnych parasoli, czy innego tęczowego spaceru w sporym stadzie. Ścieżką rowerową drepcze kaczka – jak stary bosman po wypłacie kolebie się na boki w drodze do miejskiego szaletu. Z ławeczki zerka na mnie przymilnie siwy gołąbek. Płonne nadzieje, bo ręce mam puste. Aromat kwitnących robinii pięknie harmonizuje z wonią czarnego bzu. Na ziemię sprowadza mnie jednak zapach (?) podejrzanie białego kwiecia ligustru.

Parę pytań na kupie.

- Jakim kolorem farby tatuują się czarnoskórzy?

- Czy kolczyk na języku pomaga łuskać rybie ości w trakcie przeżuwania?

niedziela, 28 maja 2023

Zdrajcy.

 

Kradliśmy jagody w królewskim lesie, kiedy służby zajęte były przygotowaniami do polowania. Psy wykryły naszą obecność w jagodzinach, jednak każdy sądził, że wyją, bo targają nimi emocje. Że wyczuły wszechobecny nastrój podniecenia w oczekiwaniu na dźwięk rogu. Jagody były słodkie, jak każdy zakazany owoc i brudziły niemiłosiernie. Żaden kamień nie potrafił zedrzeć ze skóry śladów naszej zbrodni. To dlatego nocą zakradliśmy się ponownie, żeby pod orzechami i kasztanowcami nazbierać łupin i ukryć ślady pod brunatną wydzieliną owoców.

 

Sądziliśmy naiwnie, że się uda. Jednak, gdy łowy przerodziły się w biesiadę, musieliśmy nosić pieczyste do stołu. Nasze ręce… zdradziły nas bez litości.

Ekstrakty cz.106

 

Głupiec.

Bez żadnych oznak przymusu istota przede mną zaczęła puchnąć i nabierać kształtu. Chciałem pomóc, albo choć krzykiem sprowadzić fachowe wsparcie, nim mnie w końcu olśniło! Istota błyskawicznie przekroczyła masę krytyczną i znikąd pojawiła się grawitacja, przyciągając bezradne otoczenie.

 

Głodna.

Wiedziałem, że uwielbia kwiaty, szczególnie te tutejsze, rosnące niemal dziko po wiejskich ogródkach, czy rowach. Przyniosłem jej bukiecik kolorowych nagietków. Powąchała patrząc na mnie z uznaniem i pożarła je na miejscu.

 

Gapa.

Nigdy nie umiałem sięgnąć ręką między łopatki, żeby się podrapać, a świat (oczywiście) uwielbiał łaskotać mnie właśnie tam. Wyżebrałem u pana Boga dodatkową rękę, aby uwolnić się od męki. Nie pomyślałem, że stare ubrania nagle przestaną pasować, a nowe będą okropnie drogie.

 

Gaduła.

Nauka nie potrafiła odkryć przyczyny jej nieustannego gadulstwa, fakty jednak były bezwzględne. Gadała nawet przez sen. A kiedy miała pełne usta – od niechcenia przełączała się na tryb brzuchomówstwa wspartego językiem migowym.

 

Grzybiarz.

Uwielbiał jesienne wyprawy do lasu, z których wracał objuczony jak mało kto. Kiedy nieszczęśliwym splotem zdarzeń stracił władzę w nogach popadł w oczywisty marazm. Długo trwał w letargu zaniedbując higienę, aż porósł grzybami, co pozwoliło mu na pielęgnowanie pasji w domowych pieleszach.

sobota, 27 maja 2023

Piękno.

 

Kobieta o mięsistych wargach przeżuwała smętne myśli i życzenia nieżyczliwe, krzywiąc się, by skutecznie zgasić własną urodę. Nieco młodsza, miała twarz o wiele bardziej rozmowną. Tłumaczyła coś towarzyszowi i odniosłem wrażenie, że przemawia doń jeśli nie całym ciałem, to przynajmniej całą twarzą. Pierwszy godzień odnotowania siniaczek zawitał na damskiej (niezbyt zaskakująco, można wręcz powiedzieć, że był to trywialny przypadek) łydce. Pięknie wykaligrafowana duża litera J jakiej nie powstydziłby się żaden książkowy inicjał.

 

Kwitną właśnie czeremchy, więc wszystko co wyżej, to jedynie mało istotny wtręt, do czegoś większego. Wracałem sobie nie do końca beztrosko autobusem, jakich w Mieście wiele. Siedząc anonimowo w tłumie spieszącym bardziej na kolację niż obiad, gapiłem się to tu, to tam. Jak zwykle. Starałem się nie wisieć przesadnie wzrokiem, ani na pięknych wzgórkach łonowych wypiętych pod podgumowanymi dżinsami pełnymi dziur, ani na pobladłe, pozimowe pępki, przyozdobione wymyślną biżuterią. Znienacka zostałem trafiony przez parkę siedzącą przede mną. No właśnie. Zafascynowany patrzyłem na sylwetki niewątpliwe młode i piękne, jednak zajęło mi sporo czasu zanim zrozumiałem przyczynę zachwytu. Oni byli prawdziwi! Oboje! Żadnej biżuterii kaleczącej ciała, żadnych makijaży, balejaży, tatuaży i nawet paznokcie i rzęsy mieli własne! Dziewczyna ufnie wtulała się w ramię chłopca, on delikatnie pieścił jej włosy. Nagle mocniej przytulili się do siebie, jakby czekało ich dłuższe rozstanie, po czym każde z nich bardzo oszczędnie ucałowało oba policzki drugiego. Dziewczyna dyskretnie namaściła chłopca malutkim krzyżykiem, który namalowała mu kciukiem na czole nim wysiadł, podczas gdy ona jechała dalej już sama. Scena była tak subtelna w rozwrzeszczanym, wulgarnym świecie, że mnie oszołomiło na długo. Każdemu życzyłbym podobnej delikatności i piękna. Ech! Romantyk ze mnie.

piątek, 26 maja 2023

Podejrzane domysły.

 

Starszy pan prowadził dwa małe pieski. Jeden szedł luzem, a drugi na smyczy i w kagańcu. Pewnie był jadowity albo okropnie nagrzeszył i odbywał pokutę. Kto wie. niektórzy na kolanach łażą aż do Częstochowy.

 

Kolażówka jechała w maseczce – najwyraźniej tlen jej szkodził na płuca, albo ćwiczyła interwały wysiłkowe na dużym długu tlenowym, bo przecie pandemię odwołali i tylko u lekarzy wciąż obowiązują maski, chyba jako memento minionej głupoty. Rosła kobieta szła z butlą wody na zaś, a kroki stawiała tak, jakby strząsała ze stóp krople wody, czy błota. A przecież bruki były tak suche, że nawet ślimaki zrezygnowały z pieszych wycieczek w poprzek trotuarów.

 

Jaszczurka w stresie potrafi zrzucić ogon – ja widziałem zrzucony obcas. Męski. Znoszony do cna. Na torowisku. Najwyraźniej tramwaj nadjechał znikąd i śmiertelnie nastraszył nosiciela nim zniknął jak kamfora. Potem pani wciskająca ręce głęboko w kieszenie skórzanej ramoneski uśmiechała się tak jakoś, jakby za życia ją wzięto do nieba. Pewnie dna kieszeni miała dziurawe i dyskretnie łaskotała się po boczkach.

czwartek, 25 maja 2023

Telegraficznie.

 

Pani zapewne była obca, gdyż negocjacje z elektronicznym kasownikiem trochę ją przerosły i zakończyłyby się kompletną porażką, gdyby nie lokalne wsparcie. Wyraźnie niosło się na deszcz, bo kolarz przejeżdżający ulicą okrył kask ochronny pokrowcem przeciwdeszczowym, choć łydki miał  odsłonięte – zapewne wodoszczelne.

środa, 24 maja 2023

Żeńskie widziadła.

 

Pani, barwą i kształtem przypominająca pomarańczkę, niosła na plecach przekaz reklamujący fit-kulturę, podpartą ręcznie świeżo odpalanym papieroskiem. Inna, mijająca mnie na moście usiłowała wciągnąć mnie nosem, zaciągając się zachłannie po czubki kłębełków płucnych. Dziewczątko, odziane w firanę białych spodni, łypało na mnie różowiutkimi od brzasku pośladkami, tańczącymi do wtóru młodych, być może wciąż niezepsutych doświadczeniem myśli. Mury kościelne z otworami architektonicznymi archaicznej klimatyzacji skojarzyły mi się z drogą ewakuacyjną dla bóstw wszelakich, żeby mogły czmychnąć w przypadku pożaru, lub nadmiernego stężenia żarliwych modlitw o cud. Pod sklepikiem Caritasu - krew wiernych. Najwyraźniej ktoś potrzebował pomocy pośród nocnych bezeceństw i chyba uzyskał, gdyż krew zniknęła z trotuarów, gdy tylko aureole świętej witryny straciły zasięg. Służba drogowa przywiozła na miejsce zsyłki młodą lipę. Osadzona zostanie i spętana w dyby na wieki, a przynajmniej na dożywocie.

poniedziałek, 22 maja 2023

Rozmaitości niewiele wnoszące do biegu spraw ważkich.

 

Chłopię z dziewczęcym fryzem inauguruje karierę zawodową, sprzątając chodnik przed mlecznym barem. Pani przyozdobiona licznymi tatuażami przytłacza otoczenie swoim urokiem osobistym. Na niebie samoloty grają w kółko i krzyżyk z jaskółkami. Dwa wróble dosiadły miejskiej hulajnogi, lecz bez stosownej apki nie umiały jej uruchomić. Na moście, blondynka wtulona w samą siebie, patrzy na mnie z nadzieją (że tak bezwstydnie nadinterepretuję rzeczywistość), że stanę się jej prywatnym słońcem na chłodne poranki i ogrzeję zmarznięte aż po duszę członki. Ponad mostem obżarta, ciężka od śniadania czapla, sunie mozolnie pod prąd Rzeki, mniej więcej między wieże katedry. Ludzie oszaleli i zamiast dać psom się wybiegać – noszą je na rękach wożą wózkami z celuloidowymi szybami albo w koszykach przytroczonych do bagażnika roweru. Jakiś starszy pan podniósł swojego pupila za ogon i pokierował pozostałą częścią psa w stronę, gdzie miał trwać spacer. Pies, jak się okazało wnet miał solidne kłopoty z utrzymaniem równowagi na sparaliżowanych, tylnych łapach.

sobota, 20 maja 2023

Kniaź dreptak.

 

Resztki nocy kurczowo trzymały się nieba. Nad rowem pustułka w locie stojącym kontrolowała tajemne życie w nim ukryte. Wielkie, zachłanne jęzory łopianu zlizywały nocną wilgoć z otoczenia. Autobus dowiózł mnie zbyt szybko, więc meandrowałem spontanicznie starówką. m. zauważała, że jestem jedyną znaną jej osobą, która tak właśnie nazywa najstarszą część Miasta. Najpierw obszczekał mnie jakiś zgorzkniały wróbel, kiedy patrzyłem, jak starzeją się drzewa rosnące w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach, na zapomniane podwórka, szczelnie zamknięte na łańcuch, by teraźniejszość nie miała tam wstępu. Później podziwiałem urodę klasztornych i uniwersyteckich murów, wiatry wiejące wzdłuż Rzeki i przetrzebione wronie skrzydła kołujące nad kwitnącą zielenią wysp, wolnych o tej porze od turystycznego rejwachu. Sennie zapodziana Azjatka szła tam, skąd nadszedłem, więc powrót (zapewne) będzie możliwy. Łysiejący gość, ufnie przytroczony do parasola, elektronicznie zwiedzał bulwary, fizycznie mijając je bez ruszania głową na boki. Zakonnice pakowały do luksusowych samochodów codzienną dawkę dobroczynności, kamienny papież z cokołu beznamiętnie pokazywał paluchami drogę ku przyszłości. Nitowane, metalowe łuki mostów flirtowały z Rzeką i przekomarzały się z pochmurnym niebem, nieuczesane trawniki kryły drobne, ukryte żywoty. I dopiero kolarz jadący w maseczce zaciągniętej pod same oczy wybił mnie z sentymentalnych uniesień. Rzeka poniesie wszystko, co się komu zamarzy – jednym pod nos podsunie jadowite wirusy, innym nostalgiczną pieśń. Albo myśl dopiero co odkrytą na murze. „Nikt nie jest nielegalny”.

Ekstrakty cz. 105

 

Zielonogłowy miłośnik zwierząt.

Kupię psa w zestawie w przenośnym toy-toyem i karnetem na codzienny odbiór odpadów.

 

Biznesowe podejście.

Biodegradowalny płyn do depopulacji mrówek balkonowych sprzedam hurtem. Ze względu na ograniczoną trwałość produktu dostawy wyłącznie ekspresowe, za dodatkową opłatą.

 

Nie do odrzucenia.

Polecamy mgły miejskie modelujące pogodę nad wybranym osiedlem, czy kwartałem ulic. Doświadczony zespół naszych profesjonalistów rozpyla mgły na życzenie w godzinach wczesnoporannych przed szczytem komunikacyjnym.

 

Kooperacja.

Totalna deratyzacja wielkich przestrzeni. Ośrodek badań jądrowych proponuje skuteczną zagładę gryzoni, w zamian za prawo do badań nad wieloletnim wpływem promieniowania jonizującego na martwe białka.

 

Smart-ogrodnik.

Wyspecjalizowane defolianty sterowane nowoczesną aplikacją na zamówienie wytępią chwasty, bądź warzywnik znienawidzonego sąsiada. Za drobną dopłatą apkę można wzbogacić o moduł mordercy kretów i larw turkucia podjadka.

 

Wszystko jedno.

Psy dziwolągi, mutanty poszczepienne, odmieńce zmodyfikowane biologicznie, chirurgicznie, lub genetycznie. Sprzedam, kupię, względnie wymienię na dwuletnie wakacje na bezludnej wyspie w umiarkowanym klimacie.

piątek, 19 maja 2023

Filozof praktyczny do bólu.

 

Myślę wyłącznie hurtem.

 

Szkoda mi włączać myślenie dla wszelkiego detalu, jaki nęka głowę. Człowiek natrudzi się, a efekty nie zadowalają. Dlatego zbieram w stosy bieżące problemy, nurtujące pytania, decyzje do podjęcia. Nawet niebieskie migdały pakuję do pudełka, żeby zająć się nimi, kiedy ilość będzie godna zauważenia.

 

Wtedy, już tak. Włączam myślenie i realizuję. Knuję. Doświadczam. Rozwiązuję konflikty i drążę twórczo wątki główne oraz poboczne.

 

Sporadycznie muszę zająć się pracą umysłową aż dwa razy na tydzień, jednak przeważnie wystarcza raz w miesiącu poświęcić fragment wieczoru, względnie poranka, gdy aura nie sprzyja fantazjom pozbawionym wsparcia umysłowego.

 

Dzięki temu, mam spokój niemal święty!

Schodząc z utartej ścieżki.

 

Stadko wróbli dopadło połówki czerstwej bułki i przydźwigało łup na obmurowanie Rzeki. Debata co począć ze znaleziskiem i jak podzielić na jadalne fragmenty coś tak skostniałego, zajęła je bez reszty. I chyba nie do końca zauważyły, kiedy bułka stoczyła się po granitowej skarpie i niespiesznie spłynęła z prądem.

 

Na obudowie elektrycznej skrzyni dostrzegłem napis: BRAK. LUSTRO! Po takim ogłoszeniu zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem ktoś nie odkrył którędy chodzę i zgłosił zapotrzebowania na bliżej nieokreślony apetyt. Łatwiej byłoby wynurzyć się w komentarzach i to zdecydowanie konkretniej. A może trzeba pod spodem dopisać „mi również”?


Na moście, gdzie postanowiłem kiedyś postawić jednostkę szarpaną daremnymi nadziejami wciąż rdzewieje znak zapytania, który wydrapałem czubkiem klucza.

Widziane i zapamiętane.

 

Czapla patroluje chmury wiszące nad Miastem. Może szuka latających ryb, a może zanosi się na deszcz okoni? U Pratchetta nie takie deszcze padały! W autobusie pan seksualnie niezależny (przecież nie napiszę, że samotny) jechał sobie bezpańsko, bezdamsko, a nawet bezdzietnie, nieobjuczony psem, szopem praczem, czy szynszylą. Może dlatego namiętnie pieścił mizerny koński ogonek sterczący mu z czubka głowy – jedynej porośniętej sierścią części czaszki.

 

Na skwerze zmutowane maki zyskały na tężyźnie i osiągnęły metr z hakiem wzrostu, krzepy godnej karka z siłowni wspomaganego zacnymi sterydami, za to straciły na kolorze i miast być czerwone, jak krew tętnicza – były bladoróżowe, jak policzki zawstydzonej albinoski. Psy łażą po wczorajszych tropach i sprawdzają, kto spacerował po nich, rozpoznając się nawzajem bezbłędnie.

środa, 17 maja 2023

Nadmiar wyobraźni do zagospodarowania.

 

Pojawiła się wilgoć, a wraz z nią – ślimaki. Znikąd wypełzły na chodniki i szorują brzuszyskami po betonie. Skąd wiem, że wilgoć? Bo kiedy leje – wyłażą dżdżownice, a nie ślimaki. Jak raz była w Mieście powódź, to na jezdnie wybiegły łososie! Znaczy te… polskie łososie, czyli szczupaki, jakich w Rzece na tej wysokości dawno już nikt nie zameldował nawet po pijaku! Ba! Potrafię sobie wyobrazić, że w trakcie prawdziwego potopu na mętnym nurcie zobaczyłbym rekinie płetwy i krypę starego jak świat Noe’go…

 

Potem, gdy dygresje zawładnęły moim rozchwierutanym umysłem, było już łatwiej, lecz nie do końca. Gołe nogi odważnie wystające spod minispódniczki najwyraźniej przemierzały szlaki dolinami pełnymi wiosny, podczas gdy górna cześć istoty przemierzała górskie szczyty pełne niegościnnych wiatrów i zim srogich należycie. I nieprawdą jest, jakoby tak odziana wystąpiła żądna komplementów smarkula. O nie! Pod kapturem zimowej kurtki czaił się włos siwy i doświadczony niejednokrotną wiosną, a nawet całą ich kopą najmarniej.

 

Powagę sytuacji rozładował starszy gość drążący rączo tajemne szlaki mimochodem wiodące wzdłuż galerii handlowej ku miejskiej fosie. W żywo-żółtej pelerynce i plecakiem na plecach szedł zbyt szybko, abym pozwolił sobie na wyrafinowane, wysmakowane i subtelne insynuacje. Z plecaka sterczał w niebo parasol, udający Excalibur uśmiercający plecaczek po wsze czasy. No, chyba, że znajdzie się król na tyle szlachetny, żeby sprostać legendzie. Może właśnie takiego władcy szukał ów gość nieomal złociutki?

Świat pełen detali.

 

W autobusie pusto, jakby w „Biedronce rozdawali piwo, suszarki do włosów, czy inne artykuły pierwszej potrzeby. Wzdłuż niegdysiejszego (czekałem na okazję, żeby użyć słowa) wysypiska śmieci, dziś porośniętego chwastem wszelakim, wędrowała pani w białej sukience z rozcięciem eksponującym urok kolanka. Kasztanowce różowe od kwietnych kiści kuszą w blasku porannego słońca bardziej, niż żółte, pluszowe pompony na złotlinach. Klony srebrzyste pod młodymi liśćmi kryją stare blizny. Stadko kloszardów fetuje nowy dzień imprezą pod chmurką. W menu wódeczka i piwko nad brzegiem ruczaju.

wtorek, 16 maja 2023

Dygresje i nie tylko.

Pani (przyjemnie obła) przechodząc przez jezdnię uśmiechała się tajemniczo na wzór Mony Lisy. Spod połyskującej czernią grzywki na świat spływał uśmiech i łagodził klimat w najbliższym otoczeniu. Nawet samochody stanęły, choć to pewnie buńczuczna nadinterpretacja.

 

Nowoczesne madonny pląsają po Mieście w crocksach, w parkach zaczynają kwitnąć czarne bzy i tamaryszki, ptaki wychodzą ze skóry, żeby przekrzyczeć miejski gwar. Tam, gdzie więcej obiektów sakralnych niż pozostałych przez mosty mknęła niewiasta w dostojnej czerni. Wzór księdza w spódnicy… w sukience… Księżycy? Księżki? Księgini? Bo już na pewno nie księgowej. Ale – z wyglądu w pełni zasługiwała na jakiś taki tytuł w czerni, choć koloratki nie dostrzegłem.


sobota, 13 maja 2023

Cudne manowce?

 

Skusiła mnie niewinność wystrzyżonej zimą pigwy i sięgnąłem nosem jej bladoróżowych kwiatów. Nic z tego. Mój nos został zgwałcony nagłą falą aromatu sosu bolognese, rozprzestrzeniającego się po osiedlu niby trująca mgła. W tramwaju piękne dziewczę zrobione na niezawodny blond wystrojone w bardzo krótkie spodenki musiało mieć naprawdę piękne nogi (tak podejrzewałem, gdyż widok zasłaniał mi tabun istot podążających na większe zakupy. Starego budowlańca siedzącego w pierwszym rzędzie przed objawieniem, widok najpierw oszołomił, a następnie trwale zahipnotyzował. Gdy w końcu wysiadła, mogłem przekonać się od zaplecza, że w zgięciach kolan wykształcona była nienagannie, jednak na hipnozę zabrakło chyba czasu – tramwaj nadrabiał stracony wcześniej czas.

piątek, 12 maja 2023

Ciurkiem - ranek, jakich wiele.

 

Dąb pilnujący głównego wejścia do galerii handlowej nie zdecydował się jeszcze na letnią kieckę, choć wokół wszystko tętni kolorami, młode nereczki dziewczęce wietrzą się w wiosennej bryzie, kupione gdzie-bądź śniadania znikają w trzewiach czekających a tramwaj, kawy w papierowych kubkach, czy termosach nieuchronnie zbliżają się ku dnom, ktoś fotografuje logo globalnej korporacji, inny energetyzuje się w marszu napojem z puszki, kloszardzi na zmarzniętych ławeczkach polerują gry-plan na bieżący poranek, kaczki schną nad brzegami Rzeki, kos pogwizduje na kosicę która udając oburzenie zastanawia się, czy uznać ów fakt jako niewyszukany męski komplement, czy obrazić się śmiertelnie, dziewczę, pod osłoną czujnego husky`ego zrywa ręcznie trawę – zapewne dla królika…

 

Dość! Nie dzieje się niż złego. Wystarczy!

czwartek, 11 maja 2023

Znów odgrzewane kotlety.

 

W autobusie wyraźnie widać wiosenne dylematy – czy lepiej zmarznąć jadąc, czy spocić się wracając. Żadna z opcji nie ma wyraźnej przewagi. Młoda kobieta o połyskliwym nosie drzemała bezwstydnie, ignorując mijające przystanki. Inna – zrobiona na matowo ziewała jawnie i otwarcie. Nie wiem czy to były komplement – ma pani piękne (zgrabne?) migdałki, więc nie ryzykowałem. Pani fałszywie siwa znów czytała archaicznie papierową książkę. Z okna dostrzegłem brunetkę z dłońmi w przykusych kieszeniach asystującą psu w przysiadzie realizującemu czynności fizjologiczne. I wronę bombardującą skutecznie płyty chodnikowe zeszłorocznym orzechem. Już po pierwszym nalocie udało się więc pałaszowała zawartość ignorując przemarsz ludzi.

środa, 10 maja 2023

Ekstrakt z parlamentarnych kuluarów.

 

Lobby producentów prezerwatyw, w koalicji z antyklerykałami postuluje ustawę wprowadzającą obowiązkowy deputat prezerwatyw dla mas, bez względu na deklarowaną płeć.

Zagadkowy jest opór lobbystów z kręgu producentów wibratorów, w mglisty sposób powiązanych z kontraktami na dostawę amunicji dla MON.

niedziela, 7 maja 2023

Ekstrakt z pogranicza rozmaitych aktywności.

 

Oferujemy kompleksowe rozmnażanie punktu G do plantacji obejmującej pochwę wraz z miękką częścią brzucha. Furorę jednak robi zabieg obejmujący pośladki. Dzięki takiej hodowli można niepostrzeżenie osiągnąć samozadowolenie w pracy, a w bezsenne noce utopić gonitwę myśli w spazmie pełnego szczęścia.

piątek, 5 maja 2023

Z okna tramwaju.

 

Mamusia z tatusiem nie poskąpili materiału na synka, który wybujał we wszystkich osiach, aż miło. Tylko włosków mu nie dowieźli. Za to miał na szyi skórzaną obrożę, jakby go kto na smyczy prowadzał. Widział kto golema na smyczy?

 

Metalizowane dziewczęta wymieniają cyrylicą banalne uwagi, słońce rozbiera przechodniów. Młode pępki coraz śmielej penetrują świat z mizernej wysokości. Starsze panie w kapeluszach i z narciarskimi kijami drepczą pośród uśmiechów w kierunku parku, gdzie żonkile kwitną żółtymi ławicami.


W moim Mieście komunikacji miejskiej wystarczyło na nowe chorągiewki ukraińskie - miejskie barwy noszą na sobie kurz historii.

czwartek, 4 maja 2023

Ekstrakt niemalże kulturystyczny. Robienie masy.

 

W ramach walki z detalem, z pogardą dla mizerii jednorazowych opakowań postanowiłem zrezygnować z „sześciopaka" na rzecz solidnej beczułki. Pępek znienacka stanowiący rolę szpuntu – wytrzymał bez nerwowego drżenia. Teraz zostało tylko zatankować naczynie do pełna.

Nieciągłość czasu.

 

Wrona znalazła w ulicznym śmietniku papierowy worek, a w nim (jak się wkrótce okazało) frytki. Zimne po nocy, ale wciąż jadalne. Kobieta siwa na żądanie dziś nie czytała książki. Szkoda. W Mieście łatwiej dostrzec ukraińskie tablice rejestracyjne, niż te z sąsiednich województw. Co dziwniejsze – białoruskie są równie popularne. Cieleśnie wyeksponowane „glonojady” od świtu szukają właściwej witryny, do której mogłyby się przyssać, by oszołomić publiczność niewątpliwym wdziękiem i łagodnością. "Parcie na szkło" - jak najbardziej uzasadnione.

***

Kościelne wieże zarabiają na turystach więcej, niż niedzielna taca wsparta miłosierdziem wiernych. Młoda woń bzu rywalizuje z aromatem skwierczących schaboszczaków. Dla kloszardów nastał dobry dzień. Tak dobry, że w słońcu wygrzewają się puste flaszki po dużej wódce i małym piwie. Kloszardzi w zatrzymanym kadrze popełniają drzemkę na laweczce względnie na trawniku szpikowanym czerwono-czarnymi tulipanami. I tylko dmuchawce czekają na wiatr.

wtorek, 2 maja 2023

Mgnienia wiosny.

 

Na nieużytku wypatrzyłem żółtego tulipana. Dziki kwiat to rzadkość, a że miałem z kim się nim podzielić, więc wspiąłem się na skarpę chwastów i wyłuskałem nieboraka.

 

Przed sklepową ladą lojalnie uprzedziłem obsługującą mnie panią, że pracujemy na krawędzi wytrzymałości karty płatniczej i musimy zachować ostrożność, co wzbudziło zainteresowanie pana obsługiwanego przy sąsiednim okienku, oblekając jego oblicze lekką trwogą, bo świeży miesiąc dopiero nam nastał, a tu już deficyt budżetowy wygryza w sumieniu czarne dziury.

poniedziałek, 1 maja 2023

Ekstrakt podstępnie fizyczny.

Okno było tak niemiłosiernie czyste, że nawet kąt padania załamał się na niewidzialnej przeszkodzie, pokruszył na składowe zgodne z widmem tęczy i bezradnie rozsypał po podłodze. Gdyby to przewidział, zapewne popadłby w depresję i zrezygnował z próby forsowania przestrzeni z tak perfidną pułapką.