wtorek, 2 lipca 2019

Zakaźne ADHD.


Pani zawładnęła moimi zmysłami bez reszty. Najwyraźniej nie mieściła się we własnym ciele (nie, nie była kulą rozpychającą skórę od wewnątrz - była tak pełna energii). Zapuszczała sondę ręki w czeluści olbrzymiej torby co chwila i wyławiała z niej kartkę papieru zapisanego niemiłosiernie po wszystkich możliwych stronach, potrafiła wyszperać długopis i korzystając z podkładki dłoni, oparcia, lub szyby notowała zawzięcie pojedyncze zdania, żeby znów tę kartkę utopić w torbie i po chwili zapolować na nią raz jeszcze. Pisała gdzie popadnie, gdzie mogło się zmieścić coś jeszcze. Najwyraźniej napór złotych myśli był nie do powstrzymania. W przerwach pomiędzy twórczym uniesieniem wyżymała czarne włosy, albo gryzła je, jakby sprawdzała, czy pod wpływem myśli nie wyzłociły się niepostrzeżenie. Wąchała własną pachę i szczypała się w pierś. Może nie wierzyła, że żyć jej przyszło jeszcze dziś. Żeby zająć czymś język zawzięcie żuła gumę, a oczy zwiedzały okolicę niby dwie spłoszone myszki. Nie sposób wobec takiego rozbuchania pozostać śpiącym. Przyspieszyłem i ja.

5 komentarzy:

  1. Witaj, Oko.

    Ponoć zawsze "da się robić <>, wystarczy się nie ograniczać":)
    (bodajże złota myśl T. Edisona)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W nawiasach miało być "coś", ale znikło i niewiele dało się z tym zrobić:)

      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. trzeba poprosić Edisona o wsparcie. może być trudno, bo nie żyje nieborak. ale, kiedy się uda, to na pewno zrobi "coś". on też miał ADHD, tylko niezdiagnozowane.

      Usuń