piątek, 2 października 2026

Dla zgody łagodne jagody i godne gody z głodnej zagrody w ogrody.

 

Jakiś ptak zawodził w koronie niemal czarnolistnego klonu. Zdaje się, że pobierał nauki u kosów, ale musiał być początkującym śpiewakiem, bo amatorszczyzną biło na kilometr. W autobusie przysiada się do mnie pani o pięknym profilu. En face już tak rewelacyjnie nie było. Po raz kolejny uświadamiam sobie, jak łatwo powiedzieć „brzydki”, nie potrafiąc odkryć, co tak naprawdę sprawia zawód. Dopiero po przejściu na detal odkrycie (czasami) udaje się. Powiedzmy – nos ładny, oczy całkiem całkiem, czoła nie można się czepiać, ale podbródek ciut za mały, albo zbyt wydatny, co deformuje zupełnie przyjemną twarz.


Przesiadam się na tramwaj, za mną wsiada w towarzystwie mamusi dziewczynka bez wszystkich czterech jedynek. Absolutnie nie przeszkadza to jej śmiać się w głos. Gdy zawtórowała jej mama, okazało się, że jej także brakuje jedynki, ale tylko jednej. Z miłości? Przed gmaszyskiem biurowca stoją w karnym szeregu czerwone dęby, a każdy na innym poziomie zjesiennienia. Mgły snują się nad Rzeką, zaczepiają, oferują malignę i milion niedopowiedzeń. Rosły Szczypior irytująco depcze mi oddech idąc pół kroku za mną. Zerkam w niebo tam szukając ratunku, ale niebo pokiereszowane samolotową aktywnością samo ledwie dyszy. Duszno duszy, gdy dysza ledwo dyszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz