Jesienne popołudnia, to nie to samo, co poranki. Popołudnia wciąż kuszą, by porzucić bieliznę i chwalić się stanem posiadania, bo przecież już za chwilę stanie się to ekstremalnie trudne. Wracałem sobie do domu wiedziony rutyna, jak dorożkarski koń, a do autobusu wsiadła krótkowłosa dziewczyna wtulona w dwie, żółte poduszki uszyte w gwiazdy. Autobus mało romantycznie pachniał kiełbasą, z tych naprawdę przyzwoitych. Nie wykryłem nosiciela wędlina, ale podejrzewałem staruszkę, która była nad wyraz czujna i sprawdzała skąd nadejść może zagrożenie.
No właśnie! Zagrożenie! Mieszkam w kozackim zagłębiu. A jak czytam w sieci – mnożą się prowokacje i nagrania, jak strasznie traktujemy przybyszów. Oni są szkoleni co i jak robić, my niekoniecznie. Oni są pod ochroną niby-naszego rządu, a my pod tegoż rządu lupą. Bronić trzeba się inteligentnie, bo stu prokuratorów tylko czai się na potknięcie i z góry wie, kto pójdzie do paki. Więc należy opracować plan na wypadek W, czyli prowokacji – może ona mało gliwicka, ale nieprzygotowany z ręką w nocniku obudzić się nie chcę. Więc wymyśliłem sobie, że jak mnie zaczną Kozacy nagrywać, to powiem, żeby mnie Ruskie nie zaczepiały. Jak powiedzą, że oni nie Ruskie, tylko Kozackie, to powiem, że kłamią, bo Kozacy siedzą tu cztery lata i perfekt mówią po polsku, więc na pewno Ruskie! I wtedy, nawet gdy przyjdzie dać takiemu w ucho, to będę kryty ich nagraniem! Zgodnie z oficjalnym trendem – bić Ruskiego, póki on nas nie pobije!
Schodząc na ziemię – motyle przemieszczają się pojedynczo na drugą stronę miejskiej fosy w poszukiwaniu wonnej budlei – lepsza nawet niewydarzona roślina od niekończącego się remontu asfaltowych ścieżek na Wzgórzu Sakwowym (jak obecnie oficjalnie nazywa się Górkę Partyzantów). Już na osiedlu wpadam w oko pani ukrywającej upływ czasu grubą warstwą makijażu. Gdy tylko mnie dostrzega, zaczyna bioderkowe manewry, w czym ma niezbywalną wprawę, godną przynajmniej ukłonu. Druga, mniej dotknięta kalendarzem ma chyba wbudowany urok osobisty i nie musi usiłować, gdyż dzieje się to bez udziału jej świadomości. Pochlebiam sobie, bo mi już nikt nie chce pochlebiać, że to na moją cześć, choć pewnie żadna z nich nie ma pojęcia, że istnieję, ale i tak robi mi się cieplej (wszedłem w słoneczną plamę – zauważy malkontent).
Z tablic najpiękniej zaprezentowała się taka D3 TROIT – wyrafinowany gust!
A krzywa pokrzywa?Ewa
OdpowiedzUsuń