W autobusie pachniało mydełkiem i ciepłymi preclami, ale piękna pani z deficytem podbródka ignorowała aromaty, pochłonięta bogactwem życia wewnętrznego. Nawet tajemnicza rejestracja D0 YATAN nie wytrąciła jej z letargu. Medytowała?
Zaplątana w dzikie wino sikoreczka okrzyczała mnie okrutnie, że się gapię, kiedy ona przedziera się przez zabytkowe niewątpliwie pnącza, kryjąc się pod liśćmi. Druga uwijała się na ciężarnej ulęgałce i tylko cmokała na mnie (chciała mnie zeżreć?). Na bulwarze grasował jawnie z siebie dumny gołąb. Chyba właśnie zmotłoszył gołębicę ku obopólnej satysfakcji. Ona właśnie kokosiła się w trawie, gruchając i poprawiając piórka, on napuszony, drobił kroczki wokół wybranki i świata poza sobą nie widzieli. Mnie także nie.
Kamienny święty, oflankowany aniołami, zerkał z cerkiewnego gzymsu, podpierając się laseczką. Wpatrywał czegoś na chodniku i wyglądał jakby chciał komuś napluć na głowę. Na wszelki wypadek przemknąłem przeciwległym chodnikiem. W dzielnicy Boga tramwaje okrutnie piszczą. Tory wiją się między świątyniami nieustannie skręcając. Gdy przemnożyć ów jazgot przez natężenie ruchu godne wakacyjnego tłoku na przejściu granicznym w Dorohusku, nic mniej jak długa przerwa międzylekcyjna w podstawówce nie osiągnie podobnego stężenia dźwięków. Nim przejdę jeden przystanek pieszo, regularnie mija mnie 5-7 tramwajów, a czasem więcej.
Radio zadrżało: „Ostrzeżenie IMGW - susza hydrologiczna postępuje”. I jak mam skonsumować tę informację? Wykopać transzeję i Bagnet na broń! Szkoda krwi? Tamę dla wód płynących mam postawić, żeby więcej zostało dla mnie? Trudna sprawa. Wiem przecież, że są „zbiorniki retencyjne”, w zamyśle zbudowane na czasy ekstremalne – czyli, jak jest zagrożenie suszą – wypuszczamy zgromadzone zapasy, a jak jest zbyt mokro, to zbieramy nadmiary. Tymczasem po zbiornikach latem pływają żaglówki i motorówki decydentów i niech sobie „susza hydrologiczna postępuje”! Niech „Wisła notuje rekordowo niskie poziomy”. Koszmar! A przecież wystarczyłoby zbiornikom pozwolić robić to, do czego zostały zbudowane – zbierać wodę w sezonach ekstremalnych opadów i oddawać ją rzekom podczas okresu suszy. Nic więcej. Tymczasem susze nękają wszystkich, a po nich (cóż za zaskoczenie), nieuchronnie następują powodzie, gdy zbiorniki przeleją się wierzchem. Zeszłoroczną powódź osłabił wybudowany, „jeszcze ciepły” suchuteńki zbiornik Racibórz, mający „zbierać wodę” latami. Cóż… Wypełnił się w trzy doby. Skoro susza, to czemu zgromadzonej rok temu wody nikt nie wypuszcza? Lepiej żeby uszła górą po jesiennych burzach? A niech tam po nas choćby potop! – niech spłoną lasy – kto nie lubi dobrze wysmażonej dziczyzny zgrillowanej z grzybkiem w asyście leśnych ziół?
Wracając potykam się wzrokiem o młodą damę w dresowych spodniach. Spodnie są grube, szare i mają różowy napis rozciągnięty między biodrami – SUGAR. Żeby nie było skojarzeń z porzekadłem smaruj dupę miodem, a ona i tak gównem śmierdzi, napis był rozciągnięty z przodu. Potem jeszcze rudowłosa bogini (nieco antyczna) usiłowała mnie poderwać NA MÓJ BUKIET SŁONECZNIKÓW. Ech!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz