piątek, 3 lipca 2026

Za szybką babka żabki, w kapkę szybkiej kawki sypie papkę sypkiej babki.

 

W autobusie naprzeciw mnie usiadł groźnie wyglądający gość ze szpiczastą głową. Nie mogło mi się wydawać, gdyż fryzurkę miał zanikową – zupełnie jakby goląc się przedwczoraj rozpędził ręce i pociągnął od policzka aż na kark, przez całą głowę. Na przystanku chuda blondyna uśmiechała się do własnych myśli, otoczenia nie widząc kompletnie. Jej obojętności na zewnętrze nie naruszył nawet widok dziewczyny ubranej w coś, co nazwałbym jednoczęściowym strojem kąpielowym, oczywiście w czerni. Dziewczyna zziębła i w marszu ogrzewała się własnymi ramionami, chcąc zachować resztki ciepła wygryzane wiatrem, który nagle zaczął wiać tak, że postrącał wrony z chodników. Na murze pętającym pomniejsze narowy Rzeki ktoś napisał błękitne PANACEUM – ale na co, tego już nie.


A jeszcze wczoraj popołudnie było tak ciepłe, że tylko zatwardziałe zwolenniczki mody, w trosce o własny „luk” czy też „autfit” , potrafiły objawić się w nasłonecznionej przestrzeni w kozakach, albo skórzanej kurtce. Patrzę na dwie daglezje rosnące u podnóża bastionu prochowego i zastanawiam się, jak długo pożyją, regularnie podlewane moczem. Na moście trafiam pulchną i bladą panią w prochowcu, która kroki stawia tak jakoś ostrożnie, jakby chodnik przed nią mógł za chwilę okazać się iluzją.


    Wracając wsiadam na początkowym przystanku, gdzie autobus zwykle stoi chwilę dłużej niż gdzie indziej. Zaraz po mnie wsiada aromatyczny gość i wybiera miejsce niedaleczko. Posiedział parę minut i słonko mu dopiekło, to się przesiadł w cień, gdzie uporządkował zawartość reklamówek i wysiadł. Hurra! W sumie, jak się dysponuje puszką piwa i słońcem za oknem, a przystanek tuż przy parku – po co gdzieś jeździć? Wystarczy na trawce zażyć relaksu! Tymczasem w autobusie – migracja ludzkości. Niektóre panie trzy razy zmieniały miejsca, żeby wybrać to najbardziejsze na podróż 5 przystanków. A kiedy jazda się zaczęła na jednym z przystanków wsiadła pani o białej głowie, przytuliła się do swojego pana i zlożyła głowę na jego piersi. Coś tam gaworzyli, uśmiechali się i dotykali, jakby młodość i miłość jeszcze ich nie opuściły. Pewnie dlatego ledwie dostrzegłem piękną Golemicę z jej osobistym Golemem. Pani w niebieskiej sukni wyglądała znakomicie, ale może mam na nią uczulenie i stąd opinia.


    Wśród tablic dziś L2 OPUS, D0 GOODE, B0 HAT3R.

3 komentarze:

  1. Podlewane moczem kwiatki, mogą pożyć tylko przy obfitych deszczach. Mam taki punkt obserwacyjny i każdego roku, kiedy śniegi stopnieją, widzę trawiaste kępki :) jakby rozbielone, moczem psa, wypuszczanego zimą przez balkon, niech sobie posiusia. Bardzo sobie cenię białogłowy, które nie straciły z wiekiem wiary w miłość i tym samym czują się młodo. Przy tej opowieści, cała scena zobrazowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tamte drzewa podlewają Kozacy - chleją tam.

      Usuń
  2. Okazuje się, że wystarczy jedno słowo na murze, czyjaś głowa oparta o czyjąś pierś albo wiatr strącający wrony z chodnika. I mam wrażenie, że codzienność jest najdziwniejszą formą poezji, jeśli tylko patrzysz wystarczająco uważnie. Coraz dziwniejsze te tablice.

    OdpowiedzUsuń