piątek, 2 października 2026

Pomięta mięta pamięta.

 

    Jesienne popołudnia, to nie to samo, co poranki. Popołudnia wciąż kuszą, by porzucić bieliznę i chwalić się stanem posiadania, bo przecież już za chwilę stanie się to ekstremalnie trudne. Wracałem sobie do domu wiedziony rutyna, jak dorożkarski koń, a do autobusu wsiadła krótkowłosa dziewczyna wtulona w dwie, żółte poduszki uszyte w gwiazdy. Autobus mało romantycznie pachniał kiełbasą, z tych naprawdę przyzwoitych. Nie wykryłem nosiciela wędlina, ale podejrzewałem staruszkę, która była nad wyraz czujna i sprawdzała skąd nadejść może zagrożenie.


    No właśnie! Zagrożenie! Mieszkam w kozackim zagłębiu. A jak czytam w sieci – mnożą się prowokacje i nagrania, jak strasznie traktujemy przybyszów. Oni są szkoleni co i jak robić, my niekoniecznie. Oni są pod ochroną niby-naszego rządu, a my pod tegoż rządu lupą. Bronić trzeba się inteligentnie, bo stu prokuratorów tylko czai się na potknięcie i z góry wie, kto pójdzie do paki. Więc należy opracować plan na wypadek W, czyli prowokacji – może ona mało gliwicka, ale nieprzygotowany z ręką w nocniku obudzić się nie chcę. Więc wymyśliłem sobie, że jak mnie zaczną Kozacy nagrywać, to powiem, żeby mnie Ruskie nie zaczepiały. Jak powiedzą, że oni nie Ruskie, tylko Kozackie, to powiem, że kłamią, bo Kozacy siedzą tu cztery lata i perfekt mówią po polsku, więc na pewno Ruskie! I wtedy, nawet gdy przyjdzie dać takiemu w ucho, to będę kryty ich nagraniem! Zgodnie z oficjalnym trendem – bić Ruskiego, póki on nas nie pobije!


    Schodząc na ziemię – motyle przemieszczają się pojedynczo na drugą stronę miejskiej fosy w poszukiwaniu wonnej budlei – lepsza nawet niewydarzona roślina od niekończącego się remontu asfaltowych ścieżek na Wzgórzu Sakwowym (jak obecnie oficjalnie nazywa się Górkę Partyzantów). Już na osiedlu wpadam w oko pani ukrywającej upływ czasu grubą warstwą makijażu. Gdy tylko mnie dostrzega, zaczyna bioderkowe manewry, w czym ma niezbywalną wprawę, godną przynajmniej ukłonu. Druga, mniej dotknięta kalendarzem ma chyba wbudowany urok osobisty i nie musi usiłować, gdyż dzieje się to bez udziału jej świadomości. Pochlebiam sobie, bo mi już nikt nie chce pochlebiać, że to na moją cześć, choć pewnie żadna z nich nie ma pojęcia, że istnieję, ale i tak robi mi się cieplej (wszedłem w słoneczną plamę – zauważy malkontent).


    Z tablic najpiękniej zaprezentowała się taka D3 TROIT – wyrafinowany gust!

13 komentarzy:

  1. A krzywa pokrzywa?Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie masz wyjścia - załóż blog i tytułów Ci nie zabraknie do końca świata.

      Usuń
    2. Kiedy ja wolę czytać lepszych:)W wolnych chwilach zajmuję się rękodziełem tekstylnym a słowodzieło sobie muszę darować...

      Usuń
    3. znaczy - kiecki szyjesz?

      Usuń
  2. Pochlebianie sobie, to też urok osobisty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomiętą miętę do picia stosuję.
    I wącham. Szczególnie po ścięciu. Różne te mięty, ze siedem odmian rośnie, a jest tego więcej.
    Nie koloryzuję.
    Bardziej farbuję, a jeszcze bardziej(marne osiągnięcia)staram się uzyskać naturalne barwniki z różnego zielska. Ale to wielka tajemnica jest...
    Zielony barwnik.... I mięta, pokrzywa, szczaw, szpinak- zdobyłem średniowieczny przepis...
    Może dla Ciebie -nic To-ale jesteś naturalnym brewiarzem rzeczywistości(nie koloryzujesz, znaczy się)i to dostrzegam. Albo sobie wyobrażam...
    Do mnie nie dociera, "więc chodź pomaluj mój świat"(ładna piosnka, a propagatorka skończyła właśnie ...upst).
    No to jestem. Jak na ten moment, nie szukam, ani gorszych, ani lepszych możliwości..., bo nie chcę się zawieść.
    Wizytę u okulisty przełożyłem na następny rok...
    Zostały jeszcze zapachy...
    Staruszka z wędliną. Suszoną, bo kto wie, ile ona tak z nią już jeździ. Salceson wyczuwam z 5 metrów...
    a miętę przez rumianek czuję często...
    barwy i zapachy...
    smacznego!
    Osesek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odmian mięty pewnie jest więcej. znakomita jest mięta wodna - rwałem na Rospudzie i nie tylko.
      na żółto i na niebiesko pomalowali mój świat politycy i obrzydzili taki zestaw kolorystyczny.

      Usuń
    2. Jak się zmięsza te kolory ...
      nadzieja musi być,
      rosiczka jest pod szczególną ochroną państwa..., choć się rozpleniła ponad.
      ale czy można ją spotkać na Rospudzie, nie wiem.
      Osesek

      Usuń
  4. Do tekstów czuję,
    żeby nie było podtekstów, raczej
    sympatię
    nie apatię
    Osesek

    OdpowiedzUsuń
  5. a może raczej barwiarzem?
    ale to już by była zbyt płytka metafora
    jak wolisz?
    Osesek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. balwierz, czy brewiarz - w sumie wszystko mi jedno. i tak mało kto rozróżni.

      Usuń
  6. - nic To-mało kto,
    i w tym sedno jest pogrzebane.
    a karawana jedzie dalej.
    Osesek

    OdpowiedzUsuń