W przejściu dla pieszych starszy gość wygrywa na harmonii melodię – „niech żyje wolność, wolność i swoboda” – znam i uśmiecham się do własnych wspomnień. Niegdysiejszy sąsiad, gdy po pracy przycupnął w lokalnej knajpce i ugrzązł tam (Stasiuk powiedziałby – zabradziażył) wracał do domu koło północy z ta właśnie pieśnią na ustach. Chyba, że akurat zmieniał repertuar na „Oj szalała szalała”.
Jakieś czupiradło wpatrzone w telefon na środku jezdni mówi do świata „pardon”, odwraca się i cofa tam, skąd przyszło. Albo GPS ją wywiódł w pole, albo ktoś znienacka zatęsknił. W „damskiej” knajpie (liczę gości niemal odruchowo) spodziewana przewaga liczebna pań – wynik 7:2. I na koniec czysta magia – tablice rejestracyjne D7 KARKU i V7 RAZOR. Aż się chce z posiadaczami nawiązać łączność niekoniecznie pozazmysłową!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz