Szpaki gwiżdżą na wszystko. Arogancko. Kwitnące mirabele jakieś takie skupione, zwarte, jakby chowały się przed chłodem poranka, choć pewnie to efekt wiosennych postrzyżyn. Przypadek jadącej autobusem pani ostrzyżonej na wysokiego jeża o zafarbowanych na blond końcówkach pięknie wpisuje się w konwencję wiosennej pielęgnacji odrostów.
Emerytowany Dżokej gna nadając marszowi rytm zamaszystymi ruchami ramion z dłońmi schowanymi w rękawy kurtki. Mija Rzekę najwyraźniej zmarznięty. Za to Rzeka leniwa. Bez pośpiechu toczy wody i z turystycznym zacięciem obserwuje nabrzeża i ludzkie mrowisko pchane im tylko znanymi imperatywami do krążenia we wszystkich możliwych kierunkach. Ruchy Browna? Piękna pani zachwyca ilością zgromadzonych w sobie zapasów na czarną godzinę. Jeżeli można się spieszyć z godnością – właśnie to czyni. Na hulajnodze. Nieopodal kubłów na śmieci ktoś dokarmia szczury. Puste dziś opakowanie po pasztecie świadczy, że zwierzakom smakowało.
Nie wiedzieć czemu znienacka zacząłem współczuć kurom. Wyobraziłem sobie, jak odpoczywają po szczycie sezonu, kiedy musiały uporać się ze wzmożonym zainteresowaniem na ich produkty i teraz, nieco oklapłe, z parującymi z wysiłku łebkami (i nie tylko) siedzą na grzędach, wyglądając jak schnące ścierki. Brrr! Czyżby to wpływ działań prewencyjnych? Bo ja, nieśmiało się przyznam, że odkurzyłem odkurzacz.
Dzień najwyraźniej usiłował. Usiłował mnie pochwycić, zatopić w poczuciu, że plany sobie, a życie tylko czeka na niespodzianki, jak niespełniona kochanka na drobne „wyrazy”. Aby mnie sprawdzić, zesłał mi wieści od kuriera, który raczył był obciążyć moją wycieraczkę paczką, która nie zmieściła się w paczkomacie – skandal? Kto produkuje takie małe paczkomaty? W trosce o zdrowie wycieraczki postanowiłem rozstać się z rutyną i uderzyłem. Znaczy zawinąłem w miejscu i ruszyłem z odsieczą. Szczęśliwie nie musiałem na Wiedeń, więc opowieść nie skończy się trylogią. Za to po drodze – kawka z mleczkiem! A tak konkretniej, to pani którą obarczyłem pochodzeniem japońsko-afrykańskim. Choć lokalizacje nie posiadają części wspólnej, to jednak ludzie sobie jakoś poradzili. Dysonans pogłębiony był spostrzeżeniem, że pani miała twarz starszą od dłoni. Ale – co ja mogę wiedzieć o Japonkach z afrykańskimi korzeniami!
W autobusie trafia mi się mamusia przewożąca jednoosobową bryką pisklę. Z nabytej ostrożności pani usiłuje kupić bilet w kasowniku dotykając panela za pośrednictwem paragonu. Ciekawskim zdradzę, że się nie udało, ale czemu, to już nie zdradzę, bo nie wiem. Za to wiem, że przysiadł się do mnie dobrze wyrośnięty, sporo już rosnący pan strojny wierzchem w siwiznę, który pachniał zielem angielskim. Że banalne? Że mięsko lubi pójść w mezalians z przyprawą? A kto spotkał w mięsku na żywo? Nie w rosole, czy gulaszu? Za chwilę mijanka z autobusem nie stamtąd tam, tylko odwrotnie, a w nim smutna dziewczyna wpatrzona w podwójną ciągłą. Ja? Ja wolałem wpatrywać się w drobniuteńką kępkę niezapominajek, którym odmówiłem prawa do bycia przetacznikiem. Może przeszarżowałem, ale z braku dowodów winy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz