piątek, 10 kwietnia 2026

Jęczy zajęta jętka, że woli dowolną wolność.

 

Zuchwale wsiadam w nie swój autobus. A co! Ku zdumieniu Szlachcianki Z Zaścianka i Nowego Karampuka, wsiadam i jadę. Poranek najwyraźniej mniej obrósł rutyną, coś mnie niepokoi, więc wsiadam w „pierwszy wolny”, żeby nie marznąć pośrodku niczego. Szlachcianka intensywnie pachnie mydłem, tłumiąc wszelkie zapachy otoczenia. Na jednym z przystanków mijam piękną Golemicę, dziś bez swojego Golema, za to zajętą konwersacją telefoniczną, pozwalającą jej zignorować autobus, kwitnące we wszystkich wymyślonych kolorach tulipany zasiedlające trawnik jak szarańcza.


Czekam na krzyżówce, a Nóżka, stojący naprzeciw jak wyrzut sumienia, obnaża moją czasową porażkę. Tym bardziej, że kiedy w końcu objawia się „zielone”, przez pasy przejeżdża tramwaj, blokując przejście, a za nim nadciąga autobus, również mający apetyt na kolejną blokadę. Zgroza! Wielkoformatowe pojazdy komunikacji zbiorowej uniemożliwiają skorzystanie z praw piechocie. Wreszcie ruszam, a przede mną, szerokim chodnikiem kroczy gość rozbudowany cieleśnie, na dodatek z aspiracjami, by zająć całą szerokość chodnika. Idzie sinusoidą. Pewnie pijany. Kiedy trafiam w przeciwfazę, wyprzedam, zerkając z niemaskowaną ciekawością. Chłop wędruje z zamkniętymi oczyma! Ja rozumiem, że widok nie nastraja, ale żeby aż tak? Może mu w oczy zimno?


Za dwieście trzynaście, dziewięćdziesiąt bezpłatna gazetka zaprasza mnie na „immersyjne doświadczenia audiowizualne”. Nie wiem, czy chcę. Trochę się boję. Może poczekam, aż ktoś opowie co to było. Najwyraźniej worek ze złośliwością mi się otworzył, bo z radio dobiegła mnie idea reklamowa jakiegoś samochodu – „poszerzamy strefę komfortu”. Jeszcze nie skończyli się chwalić, a ja już miałem w głowie, że dzięki temu zabiegowi nawet zdychać można będzie komfortowo, jeśli poszerzona definicja będzie wystarczająco mocno rozciągnięta.

1 komentarz:

  1. Inny autobus, to Pikuś, mąż wsiadł kiedyś do złego pociągu...

    OdpowiedzUsuń