Słońce ściga się z tramwajem skacząc z okna w okno jak zajączek. Nie gardzi kościelnymi witrażami pełnymi groźnych świętych i wielkimi witrynami uniwersytetu. Niechby i Rzeka – też wystarczy, by pograć w berka i zajrzeć w oczy pasażerom z niesłyszalnym „a kuku!”. W sklepiku z magią gipsowe króliczki stojące na dwóch łapach zerkają z dumą na przechodniów, płeć ukrywając pod sukienkami. Pan zagaduje na śmierć koleżankę z pracy, więc nie wiem, czy tak ją lubi, czy aż tak nie.
Nóżka z nieodłącznym papierosem zaistniał tam, gdzie się go spodziewałem – między salonami sukien ślubnych, czyli czas, Nóżka i ja zachowujemy się statecznie, jak dorośli. Odpowiedzialnie, profesjonalnie i z szacunkiem dla otoczenia. Za to koło śmietnika ktoś narżnął kupę, podcierając się znalezionymi (zapewne w niebieskim pojemniku) papierami, co już nie wygląda na profesjonalizm, czy szacunek, choć zuchwałością jest domniemywać opinię otoczenia. Podwórkowy kasztanowiec nie wiedzieć kiedy się zazielenił, ozdabiając ceglaną elewację mchem tak sugestywnie, że niemal w ten mech uwierzyłem. W końcu ścianę tę postawiono ponad sto lat temu i swobodnie zdążyłby wyrosnąć, choćby musiał sam siebie wymyślić. Za to wróbla rodzina nic nie udaje i zaraża radością istnienia.
Wiosna ;)
OdpowiedzUsuń