Nie. Jeszcze żyję chociaż zdaję sobie sprawę z nieprzyzwoitości popełnianego bezczelnie czynu. Zasadniczo żyję bez uzasadnienia, zapewne z przyzwyczajenia, albo przez pomyłkę, której nikomu nie chciało się unicestwić, żeby pozostałych nie ochlapać czymś odrażającym, co zwykle wydziela miażdżony argumentem siły organizm od najmniejszego po te najokazalsze.
Usiłując nadać jakkolwiek małe, ale jednak znaczenie podjąłem się prowadzenia bloga. Pamiętniczka, szuflady na niepokorne myśli. Poligonu, po którym wciąż przetaczają się burze ciężkostrawnych myśli i płochych pomysłów, którym nijak na salony wstąpić się nie godzi.
Obserwując żenująco ubogie zainteresowanie treściami pojawiającymi się tu od lat zauważyłem ze zdumieniem, że licznik odwiedzin drastycznie zmienił skok. Od ładnych paru miesięcy comiesięczna liczba gości osiąga poziom rocznego zainteresowania z lat poprzednich. Podejrzewam nieustająco, że to działalność sztucznego tworu żerującego na obcych treściach, jednak nie mam pojęcia czym sprowokowałem zainteresowanie SI. Widocznie mało kaloryczne te treści skoro musi tak często uzupełniać paliwo.
Po komentarzach sądząc istot żywych na blogu bywa raptem kilka, bo ciężko mi uwierzyć, że wstyd tudzież inne skomplikowane uczucia paraliżują tłum odwiedzających do tego stopnia, że ani cześć, ani (nowocześniej) cze! nie powiedzą i tylko ukrywają się skrupulatniej niż patyczak w koronie drzewa. Aż tak zły nie jestem… chyba. Nieważne. Nie to nie. Przymusu nie ma. Piszę, bo lubię nawet gdy nikt nie widzi.
Dziś rano dowiedziałem się że moja twórczość blogowa stanowi skarlałą, ale jednak formę publikacji. Mój błyskawicznie pęczniejący narcyzm rozpędził chmury nad Miastem i osłodził kawę! Teraz wypada zrobić porządny coming-out, zapomnieć majtek idąc po bułki, albo chociaż zatrudnić małe stadko paparazzich, żeby obfotografowywali moje nieuniknione ekscesy. Pamiętniczka raczej nie napiszę, bo przecież już mam. Może zacznę gotować? Albo remontować domy, względnie ogródki? Prowadzić program w TV i tańczyć z gwiazdami? Może nawet śpiewać? Ewentualnie zasiadać w jury czegobądź jako „ekspert”… eksport? eks?
Trzeba rzecz na spokojnie przemyśleć. Jako istota publikująca, publiczna być może, obawiam się wracać do domu, gdyż ten gotów stać się domem publicznym, co zrodzi konieczność zainwestowania w czerwone latarnie, a do wypłaty szmat czasu. Cennik usług to kolejna oczywista oczywistość. Ech! Może i lepiej że to Sztuczna robi tłok – wstyd jakby mniejszy.
Cześć! Ja jestem z tych często TU zaglądających choć mało śladu zostawiających. Jakoś brakuje mi odwagi. No i nie bardzo wiem co mądrego mogłabym napisać. Ale jeśli byś chciał, to chociaż to "cześć" mogłabym pisać, nawet codziennie. heheh
OdpowiedzUsuńcześć. miło, że ktoś się objawił.
Usuńale tak poważnie - na stronę było 50-250 wejść dziennie. obecnie panuje jakieś szaleństwo - 2.000-7.500
Hej oko, ja też ostatnio dwa razy zajrzałam, ciekawość literek, nawet jedno piękne słowo, nieznane mi znalazłam, ale już nie pamiętam.
OdpowiedzUsuń