czwartek, 10 września 2026

Kat katapultował katalog zakatarzonego kataryniarza.

 

Na wąskich trawnikach między pasami ruchu zakwitły jeżówki. Co tam robią i kto je przytargał tam właśnie? Grunt, że na tle burego poranka żółte słońca łypiące czarnym okiem stanowiły akcent łagodzący zmarszczkę na czole. I wzrok ciągnęły niemal tak, jak opalone łydki pani, która nastolatką była już po raz trzeci.


Opony mlaskały na asfaltowych ścieżkach, unosząc wilgoć do nieznanych portów przeznaczenia. Zerknąłem na billboard oferujący wsparcie dla płuc, gdy sobie nie radzą z oddychaniem – wystarczy przykleić plaster i po kłopocie. Plastry, jak szczepionki, są już chyba na wszystko – na głód nikotynowy, na niechcianą ciążę, teraz na niedobór tlenu w płucach. Super! Przy plastrze na nieśmiertelność trzeba będzie uważać, żeby nie dostać więcej, niż się potrzebuje – za to plaster na starość (użyty odpowiednio wcześniej) mógłby być kuszący.


Kolejna reklama skłaniająca moją wrodzoną złośliwość do polemiki. Na przystanku afisz proponuje ŻUJ W SWOIM TEMPIE. A ja bez namysłu dopowiadam ciąg dalszy A OGONEM OPĘDZAJ SIĘ OD GZÓW! Z oparów złośliwości wytrąca mnie samochód chłodnia dźwigający na burcie zacną autoreklamę – COOL PARTNER. Czyż nie jest to dwuznacznie cudne? Czarne bzy uginają się od owoców, jarzębiny nieco mniej. Gdzieś po drodze tablica rejestracyjna D0 KOM.


PS. Prześladują mnie kobiety opalone. W tramwajach dopadają właśnie mnie, bezbłędnie wyłuskując z tłumu. Stają/siadają tuż obok mnie, racząc niestrawionym wydechem świeżo spożytego papieroska. Zagapiam się na parę kaczek lecących nisko nad Rzeką i myślę, że gdy opadną sił, nie spadną z wysoka i zwodują z wdziękiem niedostępnym aeroplanom. Gdy wysiadam, do tramwaju wciskają się tam dwie boginie wojny. Spieszą się, nie chcąc spóźnić na lekcje zabijania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz