sobota, 10 października 2026

Prostaczek prosiaczek w prosektorium poprosił prostą prostytutkę o proso – po prostu.

 

Zapłonęły winobluszcze duszące przez całe lato płoty, parkany i balustrady tarasów, chodniki noc ochrzciła złoceniami ławic liści lip i brzóz, a pomarańczowe i czerwone korale na rokitnikach kuszą bogactwem girland, jawnie prosząc się o dotyk. Tylko jałowce wciąż zastanawiają się, czy pozwolić owocom na zmianę barw. Pani, lekko speszona ponocnym bogactwem natury ubrała się dziś staranniej niż zwykle i bardziej elegancko, żeby pasować do tak wykwintnej oprawy, bo przecież – wiadomo! Misterium jesienne trwa w najlepsze, a skoro jesień występuje w najlepszej wersji siebie, to warto przynajmniej spróbować jej dorównać, choćby po to by pogrzać się na tle palety barw dalekich od czerni. Podobną insynuację odczuła chyba młoda dziewczyna meandrująca po świeżo oddanym na pastwę psów skwerze-placu-zabaw-czy-bo-ja-wiem-czym?, dlatego wystroiła się w białe futerko kryjące NAWET pośladki – futerko pragmatycznie posiadało kaptur, jednak krótki rękaw dyskredytował termiczną ideę zasady zachowania energii cieplnej blisko młodej, więc niedoświadczonej duszy i termicznie zdawał się nie mieć logicznego uzasadnienia. Za to puchaty ogonek wesoło dyndał jej trącany bioderkiem w rytm kroków. Pierwszy właściciel zapewne nie ucieszył się, że przyszło mu podrygiwać u boku młódki z gatunku naczelnych.


Na trawnikach usiłujących przetrwać (trawa trwać uwielbia) mimo natężenia ruchu kołowego piętrzą się betonowe zaspy z płyt drogowych po (ponoć) zakończonym remoncie. Chyba zabrakło energii na posprzątanie, albo troska o robinie kwitnące wiosną na różowo była aż tak długofalowa, że reaguje na nadchodzącą, potwornie ciężką i długotrwałą zimę. Starszemu panu także zabrakło sił na wycieczkę do lasu, więc usiadł pośród drzew i krzewów na klombie… a może to jest „kieszonkowy park”?


W tramwaju siedzę naprzeciw pani o okrągłej, bladej buzi nieskutecznie pokrzepiającej się kawą z papierka. Smutek wręcz z niej tryska, a z siatki zapobiegawczo wystaje jej duża paczka podpasek, co przypomina mi prywatną prawdę statystyczną – skoro menstruacja pojawia się co cztery tygodnie i trwa tydzień, to świadczy, że co czwarta z mijanych kobiet właśnie jest nią dotknięta. Niby oczywistość, a przecież zdumiewa za każdym razem, gdy tylko ją sobie uświadomię.


Wiatr mnoży zmarszczki na fosie i pilnuje, żeby nie trwały w miejscu. Nie chcąc wpadać w rutynę, przy okazji otrząsa robinie z liści i uczy je tańczyć, jak im zagra. Trochę tyran, ale są tacy, którzy lubią, gdy ktoś inny podejmuje decyzje i płyną z prądem skalani szczęściem do cna. Truchło sikorki poprzedzają zwłoki gołębia – dziwne, bo skrzydła ma pełne piór, a kadłub ogryziony do czysta i aż świeci szkieletem. Coś (lub Ktoś) precyzyjnie i selektywnie spetryfikowało ciało ptaszka. Przydałaby się parka nieprzejednanych agentów z archiwum X, by po wnikliwym śledztwie sporządzić raport – sprawca pozostaje nieznany.


    Do kompletu dwie tablice V1 GOGO i D0 HEL.

4 komentarze:

  1. Uwielbiam, kiedy zwyczajność dostaje zadyszki, no i puszczasz oko do rzeczywistości. Tylko teraz winobluszcze wyglądają jak nigdy... go to hell :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zwyczajność chyba nie istnieje - po prostu nie dostrzegamy jej niezwykłości.

      Usuń
  2. Intryguje mnie brzydota,ale raczej w formie braku: symetrii,harmonii,koloru i braku w ogóle czegokolwiek.Ale na widok trupów,zwłok,trucheł wpadam w panikę..Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niepotrzebnie - koło życia musi się zamknąć.

      Usuń