Wykupiłem w MPK bilet all-inclusive, by móc całodobowo, wszędzie i wszystkim. Więc wożę się z wdziękiem i bezstresowo podziwiam Miasto. Wystarczy zapamiętać datę odświeżania abonamentu i już.
Pod osłoną wielkiej kuli rokitnika usiadłem w słońcu na wprost miejsca, które zasiedlała ongiś jednostka zaprzyjaźniona, gdy uznała Miasto za właściwe do kształtowania światopoglądu i przyszłości. W czas powodzi, po pępek w wodzie ruszyliśmy sprawdzić, jak się miewa jego lokum, bo wielka woda zamknęła nas w moich pieleszach, gdzie spędziliśmy tydzień. To u niego dowiedziałem się, że kobieta zawsze znajdzie możliwość odwdzięczenia się mężczyźnie, jednak mój ograniczony umysł nie odkrył, w jaki sposób miałby się odwdzięczyć facet. Mokre wspominki popełniałem na ławce unurzanej w słońcu. Bo przecież w-on-czas świat był bardziej przychylny, choć wymagający. Teraz ustabilizował się na bardzo wysokim poziomie niepewności. I każde jutro cieszy, bo nikt wiarygodnie nie obiecywał go nikomu.
Zająłem miejsce umożliwiające także widok na wykwity z niższego komina elektrociepłowni. Wyższy komin chyba odpoczywał. Między nimi zielenił się miedziana blachą dach świątyni strzeżonej krzyżem przed wyładowaniami atmosferycznymi. Wiatr usiłował mnie zniechęcić, jednak nie dałem się. Gołębie gruchały wiosennie, starsze panie obgadywały tych, co nie mieli prawa podsłuchać ich gawędy.
Czasy najwyraźniej zmieniają się i świat się przebiegunowuje. Świadczyć może o tym choćby fakt, że nieco zaniedbany dżentelmen, z nienajświeższą damą przysiedli na ławeczce, a gdy od ćwierkania zaschło im w gardziołkach, to dama udała się do pobliskiego wodopoju i wróciła z dwiema flaszkami piwa, które wytrąbili wprost z butelek. Moje zdumienie powinno przemodelować ów rokitnik, najwyraźniej jednak stałem się istotą dyskretną jak marmurowy pomnik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz