Tłuściutki księżyc pochyla się nad sąsiednim osiedlem, widać tam właśnie udało mu się wypatrzyć coś, czego u nas nie znalazł. Świntuch? Przytrzymuję furtkę zasobnej cieleśnie, rudej sąsiadce, co (być może) wprawia ją w dobry humor, bo w autobusie podśpiewuje i tańczy rudą głową w rytm muzyki sączącej się wprost w uszy. Znów zwiedzam Miasto. Gdy ostatnie ekstrawagancje dopiero opuszczają rynek i to niekompletnie odziane, a martwe szczury kostnieją na chodnikach, kiedy niebo po jednej stronie wciąż ciemne, niemal fioletowe, a z drugiej już się przeciera do niezbyt czystego błękitu (było nie siadać na krawężniku!). Samoloty kaleczą niebo dzieląc je na mniejsze kawałki które można „ogarnąć” wzrokiem bez wrażenia, że człowiek porywa się na nieskończoność. Idę na most, popatrzeć, jak startuje kormoran, wydający się na wodzie czarną owcą pośród łabędzi i mew. Drzew wygolone na wiosnę, lepiej podstrzyżone niż szczawiki do pierwszej komunii przysłuchują się śpiewom ptasim, których różnorodność z dnia na dzień się pogłębia. Bezruch z rzadka zaburzony samochodowymi światłami, zdaje się zaprzeczać nabazgrolonemu na elewacji hasłu „Rośniemy w siłę” podpierającemu klepsydrę wpisaną w okrąg i szpecącemu jeden z niewielu budynków na wyspach. Choć idę inną trasą, a nogi skłaniają do spowolnienia, to jednak Nóżkę trafiam przy pierwszym z jego punktu odniesienia salonie sukien ślubnych. No tak – wszedłem w ten dzień wcześniej niż zazwyczaj…
Popołudniową podróż zaczynam w tramwaju. Siadam naprzeciw kobiety o której bez kpiny ciężko jest powiedzieć „drobna”, czy „szczupła”. Pani najwyraźniej rozsmakowana w większych rozmiarach dekolt miała zgodny z trendem, demonstrując naprawdę urodziwe piersi. Miałem ja obrazić i udawać, że nie widzę? Czy gapić się i ją obrazić? Od dylematów zakręciło mi się w głowie, ale w końcu doszedłem do wniosku, że ubrała to, co chciała. Ja nie chwalę się dekoltem, bo nie bardzo mam czym. Raczej wstyd. Ale ona? Najwyraźniej uznała, że warto, więc grzechem byłoby nie skosztować (wzrokiem) tego dzieła może nie tyle sztuki, co twórczości jej rodziców.
Masz świetne oko do detalu miejskiego. Miasto tu nie jest tłem, tylko organizmem, trochę śmiesznym i wstydliwym. Tam, gdzie patrzysz na kobiety, pojawia się napięcie, wspaniała narracja. I ten tłuściutki poetycki księżyc.
OdpowiedzUsuń