Ptaki powtykane w łyse jeszcze korony drzew śpiewały tak pięknie, że niemal spóźniłem się na autobus. Niebanalny powód spóźnienia rozbawił mnie na starcie w ten ponuro wyglądający dzień. Autobus przyjechał i sprawnie zabrał się na skracanie czasu podróży szanownej małżonce podziwiającej mężowskie wyczyny z fotela najbliżej kierowcy. A ten swawolił wyczynowo. Na pętli – no właśnie, warto ponownie wspomnieć rewolucyjną myśl twórczą, każącą zaprojektować „pętlę autobusowo-tramwajową” pomiędzy osiedlami. Dzięki inicjatywie projektanta i magistratu jadąc do centrum pętlę mam przystanek dalej niż wsiadam. O rozmachu inwestycji, którą wciąż się chwali magistrat świadczy również fakt, że jeden z trzech autobusów nie zmieścił się na bus-pasie i parę innych, równie intrygujących rozwiązań, jak choćby czterdziestometrowy pas drogowy na którym są wieczne korki, bo nie ma drogi, tylko ozdobniki – trawniki, krawężniki i tym podobne, kluczowe dla tego natężenia ruchu elementy pasa. I otóż! Wracając do kierowcy, ten, mając wyznaczone stanowisko wybiera inne, gdyż na właściwym stoi autobus poprzedzający go rozkładowo góra o minutę. Dlatego wybiera wolne stanowisko, żeby wyprzedzić zuchwalca, który się „wcisnął” i gnać hen w Polskę nie wąchając wydzielin z rury wydechowej. Wściekła jak osa kobieta musiała doganiać autobus narażając się na śmierć pod kołami poprzednika, żeby wsiąść, ale ostatecznie się udało.
Rejestracja? D0 WINDY – ktoś nie lubi schodów...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz