sobota, 9 maja 2026

Elżunia leży i lży.

 

    Za plecami parka kosów uwijała się najwyraźniej coś knuła, więc szybko, bo przecież nie chciałbym, aby skrzydlata czerń dopadła mnie i pomarańczowym dziobem wydłubała ze mnie jakieś pasożyty, czy nerkę. Udało się dopiero, gdy zerknąłem za siebie, czym spłoszyłem śpiewaków. Uciekli w szczelnie oplatające osiedlowy mur winobluszcze i zajęli się sobą.


    W sklepie piękna ruda pani w biało-czerwonej opasce w grochy kasując zakupy opowiadała historię wartą uśmiechu. Specjalnie do tej właśnie kasy stanąłem, choć kolejka była dłuższa niż do innej, ale czynię to niemal bez udziału świadomości. Pani potrafi sobie podśpiewywać podczas pracy, pożartować, a jej dobry humor wart jest i długiej kolejki. Wróbel sprawdza przyczynę, dla której objawiłem się na balkonie i najwyraźniej intryguje go moja obecność. Fruwa pomiędzy tarasami i zerka, czy się wreszcie schowam. A kiedy okazuję się zakamieniałym staczem odlatuje gdzieś ze swoją wróbliczką i udaje, że wcale mu nie zależało. Po jakimś czasie wracają, bo na tarasie poniżej sąsiad postawił paśnik dla ptasiego planktonu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz