Na wysokości wzroku kursem kolizyjnym zasuwał kos. Na sygnale więc miał pierwszeństwo. Grzecznie przepuściłem podziwiając jak misternie zostało spętane betonowe ogrodzenie winobluszczem zieleniejącym po ostatnim deszczu. Z witryny sklepiku z cudami zerkała w niebo kaczka z ciemnego drewna. Może zazdrościła śmigłej czapli, a może krzyżówkom zmieniającym akwen przed śniadaniem. Dziś to ja zawstydzam Nóżkę, dumnie mijając go nim dostrzegą jego dryf codzienny manekiny w sukniach ślubnych. Słońce zsuwa się ze starych murów i rozlewa po trotuarach. Zupełnie jak dawniej.
W drodze powrotnej obserwuję botaniczne rejestracje D7 PINIA i D2 WRZOS. A poza tym, ze zdumieniem zderzam się z zauważeniem, że musi być ciepło, bo ponad połowa społeczeństwa łazi bez biustonosza. I niektórzy nawet mieliby co w nich nosić! Cóż za rozpasanie narodu!
Ja widziałam z kolei C5 Jimmi:-)
OdpowiedzUsuńTytuł super!
jotka