Któregoś pięknego dnia tej jesieni na balkon wprowadził się Gustaw. Po cichu, nieoficjalnie i bez pompy. Dziki lokator udający, że meldunek i tym podobne administracyjne bariery, to nie jego bajka. Egocentryk, uznał, że skoro jest, to jest i powinno wystarczyć. A publika może mu nagwizdać, jeśli musi, albo podziwiać. Wybrałem opcję drugą, bo Gustaw w miejscu zamieszkania niezwłocznie przystąpił do pracy. Może jest samiczką i po prostu musi? A może buduje gniazdo dla wybranki, którą chce oszołomić rozmachem, z jakim snuje wizję świetlanej przyszłości we dwoje (plus narybku bez liku). Niezmordowanie konstruował moskitierę zawieszoną od balkonu sąsiadki z góry w dół, aż do balustrad na których beztrosko wisiały skrzynki z kwiatami.
Jedzenie traktuję, jak czynność intymną - Gustaw podziela moje mniemanie i posila się wyłącznie wtedy, kiedy nikt nie patrzy, ale żarcia musiał nałowić naprawdę sporo. Dość powiedzieć, że żaden komar nie zdeflorował mi jesienną nocą tyłka, a i plujkom los przestał sprzyjać. Za to Gustawowi dupa urosła aż miło! Może to moje niezbyt wyszukane zboczenie, jednak uwielbiam okrągłe tyłeczki jak-nie-wiem-co! I Gustaw błyskawicznie dołączył do panteonu uwielbianych.
Jesienne szarugi, deszcze niespokojne i wiatr, co w oczy wieje ubogim Gustaw, jak rasowy alpinista, przeczekuje na suficie. Eksponowany teren nie przeraża go wcale, i zapewne dostarcza podniet. Przewieszka stała mu się azylem, bazą wypadową, sypialnią. To od niej ciągnie się najmocniejsza z lin, po której zbiega w stronę kępy goździków z wprawą, jakiej nawet małpy powinny mu zazdrościć, gdy łowisko nawiedzi nieświadomy czujności Gustawa owad. A ten, najwyraźniej uwielbia świeże mięsko, a za dziczyzną po prostu szaleje – znów jak ja. Może to brat-bliźniak, któremu karma zgotowała odmienne koleje losu?
Czasem potrącam chytrze ukryte na wietrze pułapki Gustawa, patrząc jak klnie mnie w żywe oczy wyzywając od ślepych ciem albo dup wołowych, ale zawsze natychmiast naprawia to, co własną niezgrabnością, czy bezczelnością śmiałem zniszczyć. On pozostaje sobą i ponownie tak jak ja, zmienić się nie potrafi bez zewnętrznego wsparcia. Czy ja chciałbym? A on? Wzruszam ramionami – za wysokie progi. Małą łyżeczką. Lepsze jest wrogiem dobrego – tak mawiali ci, którzy wiedzieli, czym grozi zmiana. Tymczasem kręć się kręć wrzeciono, wić się twoja nić…
PS. Koło śmietnika zaparkował V5 GHOST – nie chcę się domyślać, co tam robił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz