czwartek, 19 marca 2026

Jak zwierzę, wierzę w wieży, a szczęką szczękając po kleszczach zaklaszczę w klasztorze.

 

Na czarno, bo jakby to inaczej, w pelerynie, pod kapeluszem i z wielkim parasolem w ręku. Ani chybi Zorro, względnie Tajemniczy Don Pedro - szpieg z krainy deszczowców. Pomykał opłotkami, pośród krzewów zieleniejących nieśmiało. Na przystanku czekało dziewczę o kształtach sugerujących ocean miękkości, ze splecionymi nogami, by między udami zachować resztkę ciepła na lepsze czasy, choć wiatr usiłował okraść ją już teraz. Cienie spacerowiczów z podwojonymi psami wędrują z wolna ku wyspom, a rzeka, wsparta czkawką elektrociepłowni usiłuje rozmglić pejzaż, by stał się mniej oczywistym i zostawiał drobny znak zapytania za każdym węgłem i zakrętem. W taki dzień czuję się jak murzyn-albinos pośród białych. Niby swój, a przecież obcy. Trochę cygan, któremu wiatr podszeptuje, że dość już zimowej grzeczności i pora ruszać w plenery, gdzie wiatr będzie rozbierał ognisko na pojedyncze iskry i słał w niebo dymne przesłanie dla podobnie myślących.

2 komentarze:

  1. Serio klaszczesz szczęką...?!
    Moim zdaniem, żeby nie czuć się swojsko-obco (jak Murzyn-albinos), trzeba wtopić się w tło. Przemawia do mnie strój Tajemniczego Don Pedro de Pommidore, szpiega z Krainy Deszczowców, karramba!

    OdpowiedzUsuń