Ograbione graby, sklonowane klony, uświerkłe świerki, skatowane katalpy, buczące buczyny, modre modrzewie, zarobione robinie, rozwiązłe wiązy, lipne lipy, osikane osiki, sosny nie w sosie i jesienne jesiony w jesionkach. A wszystko to, bo deszcz nocny nasycił ziemię i sprawił że zieleń rośnie w oczach. Sen podkręcony tym deszczem też jakiś intensywniejszy i tylko dżdżownicom było nie w smak, bo wygnał je na przymusowy spacer pustymi, betonowymi chodnikami. Zmoknięte bzy wilgoć ograbiła z kolorów i skłoniła ptaki do dłuższego lenistwa w rodzinnych gniazdach. Nic nie śpiewa, a na przystanku ludzie wypłukani z uczuć patrzą martwo na horyzont, skąd mógłby wreszcie nadjechać autobus.
Emerytowany Dżokej maszerował z wielkim animuszem, płosząc przykościelne gołębie, które nie łatwo wystraszyć. Pod kasztanowcami grube kobierce strąconego kwiecia, jeszcze wczoraj uwodzącego aromatem z wysoko rosnących gałęzi. Pogoda w kratkę. Niebo nie może się zdecydować, czy spaść mi na głowę, czy obdarzyć słoneczną aureolą. Kwitnące złotokapy skutecznie poprawiają humor.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz