czwartek, 1 stycznia 2026

Nietypowo.

 

    W osiem lat popełniłem 3426 wpisów, obejrzanych przez 460.000 często skromnie ukrywających skłonności czytelnicze gości. Podejrzewam, a z wiekiem podejrzliwość rośnie, że część z tej liczby to niezdrowa ciekawość SI – bo przecież nie bardzo to możliwe, żeby przyrost gości nastąpił aż tak wielki – siedem kolejnych lat na poziomie ok. 50.000 rocznie, a w zeszłym roku ok. 115.000. A przecież nic się nie zmieniło. Pisałem obrazki i opowiadania, czasem setki, ekstrakty, czy spontaniczne prasówki. Żadnych gołych tyłków i zapomnianych biustonoszy, żadnego szlachtowania, czy potyczek z wielkimi tego świata zakończonych efektownym sukcesem, czy druzgocącą porażką. Czyli pewnie przyszła ku mnie zwiedzona złowieszczym tytułem Sztuczna Pani, a może jakieś inne narzędzie administracyjne, chcąc rozważyć, czy mój moralny kompas tudzież słownictwo nie rokuje nadziei na trwałe zbanowanie strony, względnie jakiś zapuszczony badacz opinii publicznej zbierał materiały do magisterki, czy coś jeszcze mniej prawdopodobnego.


    Nieistotne. Wszystkim, którzy rozkoszują się ciałem i umysłem ożywionym życzę, aby ten rok był choć trochę lepszym od poprzedniego. Żeby nie wyjść na skąpca – to życzę Wam zgoła, żeby ten rok był zwyczajnie dobrym, co jest paradoksalnie lepszym życzeniem, niż życzenie, żeby coś było lepsze, gdyż lepsze nie jest tak dobre jak dobre, choć to wg zasad języka stopień wyższy.


    Tym, co nie zaginęli w dygresjach – niech się darzy, wieją tylko przychylne wiatry, a los sprzyja, jakby był pasożytem żerującym na szczęściu nosiciela, zainteresowanym, żeby stół był zawsze pełen wyszukanych potraw.


    A tym, którzy jeszcze nie wiedzą, czego chcą – życzę po prostu – NIECH!

Renifery Renaty pływają po Renie.

 

    Gdy tylko natura zorientowała się, że rok się kończy, zrobiła przegląd zasobów i okazało się, że ma na stanie niewykorzystane śniegi! Więc poszło. Z góry najpierw wąskim ciurkiem, potem nieco śmielej, aż z chałup zaczęły wychodzić dzieciaki i brodzić w białozaspach. Zaspy małe, ale i dzieciaczki nie za wielkie, więc frajda i śmiech. Z tego wszystkiego noc nadeszła nieco rozmleczona, mglista, nie za czarna. Tubylcy (zapewne do spółki z obcymi) postanowili wzmocnić się niekoniecznie farmakologicznie, po czym, gdy już husarska krew w żyłach zagrała, wyszli na klatki schodowe poryczeć hasła noworoczne z życzeniami dla wszystkich i nikogo. Rozstrzelane fajerwerkami niebo pociło się, żeby kolory zmieścić i nie pomieszać, psom i kotom pewnie zaczęła doskwierać schizofrenia, niektórym senność zaburzyła, ale się udało przetrwać. Aż do rana. Bo rankiem cichość napadła świat i na całym osiedlu jakby śmierć przeszła, nikogo nie mijając. Pustynia. Najwyraźniej nawet psy zlały się w kojce, bo nie widać nikogo. Pewnie nie zdążyły nauczyć się otwierania drzwi, a dobudzić właściciela w śnie upojnym, to wielka sztuka.