wtorek, 14 lipca 2026

Zamarzyły mi się figle na figowcu z figlarną Ifigenią bez fig. A pokazała mi figę!

 

Starszy gość z kolczykiem i połyskującą kamieniami bransoletą na nadgarstku zerkał przez okno na budowlańców wesoło wędrujących placem w centrum Miasta. W rozbawionej asyście czterech byków, piąty powoził taczką, wypełnioną z górką zgrzewkami wody mineralnej. Na kościelnej ścianie znów pojawiła się staruszka robiąca nago szal na drutach – podszedłem sprawdzić – dzieło zostało przyklejone do muru tak zmyślnie, że udaje fresk.

Podglądanie weszło mi chyba w pory skóry, bo robię to odruchowo. Tym razem dostrzegam eleganckiego faceta z piersiami (bez stanika) i kobietę z zarostem (bez stylizacji u renomowanego barbera). Niezwykłe, co można osiągnąć na uporczywej diecie wspomaganej hormonami. Na parkingu nieopodal bulwaru stoją dwa mini-busy z rozłożonymi na dachach namiotami. Zagraniczne rejestracje sugerują turystów zmęczonych zwiedzaniem Miasta i śpiących za grosz – parking oczywiście płatny, ale na pewno nie tyle co hostel, camping, czy pole namiotowe.


Na bulwarze, prócz zadumanego spokoju wypalonych zniczy pod pomnikiem ofiar Wołynia – bieganina. Wielkolud biegnąc podpiera się niewidzialnymi kijkami i przy każdym kroku „odbija się” nimi od ziemi. Szczuplutka smart-niewiasta, nie przerywając truchtania sprawdza, czy jej funkcje życiowe nie zanikają pod wpływem wysiłku. Kolejna biegnie już bez smartwatcha i chyba czerpie z resztek energii, bo powłóczy stopami szurając po żwirze. Pewnie nie słyszy radośnie popiskujących jaskółek wykonujących nad jej głową skomplikowane powietrzne akrobacje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz