Szlachcianka Z Zaścianka mimo parasola czmychnęła pod wiatę, choć jej autobus właśnie kołował na stanowisko. Deszcz usiłował sobie dopiero przypomnieć jak należy padać, ale poszło mu sprawnie i błyskawicznie osiągnął perfekcję. W oczekiwaniu na zmianę świateł pani za kółkiem tańczyła rękoma, ledwie mieszcząc ekspresję własną we wnętrzu samochodu. W autobusie duża kobieta usiłowała usiąść. Jej rozmiar pozwalał zająć siedzenie jedynie półgębkiem. Drugi, bardziej pechowy półgębek musiał lewitować tuż obok siedziska.
Przesiadam się na tramwaj, a tam połowa pasażerów to „kanary”. Najwyraźniej w okolicy dworca mają gniazdo. Matecznik. Zanim rozpłyną się po „miejskiej substancji” ich stężenie robi wrażenie. Mijam przeciwbieżny tramwaj, na którym od dachu aż po koła pyszni się reklama bandy wyrafinowanych fetyszystów: we love your feed, dołącz do nas na FB – ja też kocham własne stopy, ale żeby tak publicznie wyznawać uczucia i proponować obcym karesy, najwyraźniej wirtualne? Lekka przesada. Chyba nie jestem otwarty na równie frywolne trendy.
W czas powrotu trafiam najpierw boga wojny jadącego Teslą z tablicami D9 ARES, a chwilę później sybarytę chwalącego się przed światem tablicą P0 KAWCE.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz