czwartek, 14 maja 2026

Prezentuję brezent - prezent dla prezesa.

 

Po deszczach pnie robinii nabrały wyrazistości i głębi trzech wymiarów. Bladolica pani z martwą twarzą bez wahania wkroczyła na jezdnię z przeświadczeniem, że uważać powinni inni. Nic to, że autobus nadjeżdża, a takie bydlę zatrzymać niełatwo. Wokół przydworcowych przystanków tajemnicza hekatomba. Wilgotne plamy brudu i zbrylone kępki mchu porozrzucane dookoła. Zupełnie jakby odbywało się czyszczenie wiat, ale te przecież czyste nie są.


W tramwaju staje mi przed nosem blondyna w zielonych szpilkach chuda tak bardzo, że wzgórek łonowy staje się znaczącą wypukłością. Chwilę dumałem, czy jej nie nakarmić, jednak z obawy, że plasterek boczku mógłby ją śmiertelnie wystraszyć koncentracją kalorii – zrezygnowałem. Nóżkę trafiam już przed Sklepikiem Z Cudami. Chyba nie wygląda dobrze, bo trzy strapione aniołki modlą się żarliwie patrząc współczująco na nadchodzącego. Nie przeszkadzam, zmykam.


Gdzieś w trakcie miga mi rejestracja D2 RADIO, więc włączam, tylko po to żeby się zirytować – spiker chwali kogoś, kto wyleczył się bez wsparcia NFZ i retorycznie pyta czy tak można. A pewnie, że można tylko dlaczego składki zdzierane ze wszystkich nie wystarczają i trzeba się leczyć we własnym zakresie? Kompletnie tego nie rozumiem. Dopiero, gdy wykluwa się we mnie myśl, że lekarzom płacą za leczenie, znachorom za wiedzę o chorobach, a uzdrowicielom za uzdrawianie, dociera do mnie brutalna, stara prawda. Gdyby mnie ktoś wyleczył, jaki stanowiłbym pożytek dla lekarzy, farmaceutów, producentów pigułek we wszystkich (nawet jeszcze niewymyślonych) kolorach świata? Dlatego Ministry rozmaite postanowiły uszczelnić system i powołały do życia Lex Szarlatan, żeby srogo karać zielarzy, naturopatów i innych niesystemowych wspomagaczy zdrowia. Oczywiście dla naszego dobra. Naszego, czyli pacjentów, bo tak właśnie jesteśmy traktowani. Powolutku i dyskretnie na sicie poselskim odkładają się zioła i specyfiki skuteczne na tyle, że warto ich zakazać. Np. ostatnimi czasy wrotycz stanął na dywaniku i uzyskał nominację z etykietą „zabronione”, ale lista ziół „szkodliwych”(dla kogo?) rośnie w zaciszu gabinetów, czy raczej kuluarów, a stanowiący prawo zapewne nawet nie potrafiliby tych zakazanych ziół rozpoznać. Mało tego – znika wiedza z Internetu, a tych którzy mają czelność ją przypominać, spotykają coraz to nowe szykany. Szczytowym osiągnięciem na mojej liście informacji o ziołach na razie jednak zostaje ostrzeżenie przed tymiankiem, który „niewłaściwie zbierany i używany może być trujący” – podczas gdy ten w tabletkach jest jak najbardziej zbierany właściwie i równie profesjonalnie podawany.



Jako tropiciel spisków wszelakich zastanawiam się, co się stało z zamówionymi i nieskonsumowanymi miliardami dawek szczepionki na jedynie słuszną chorobę (przypomnę, że sama Polska zapotrzebowała i zagwarantowała umownie po dziesięć dawek na statystyczny łeb owej dwudawkowej mikstury), którą w okamgnieniu „zwalczyła” dopiero wojna Kozaków z Rosją. Wyrzucić w błoto? Gospodarskie sumienie nie pozwala. Więc może obsłużą nową, nadciągającą właśnie pandemię? A czemu nie – choć tym razem strach trzeba będzie mocniej podrasować, bo nieufnych przybywa, gdy powolutku i po cichutku wychodzą na światło dzienne wiadomości trudne do przełknięcia. Na użytek własny staram się o pielęgnowanie rozsądku i powtarzam sobie własne pytanie – jak to jest, że przez wiele lat nie znaleziono szczepionki na ebolę, HIV, leku na malarię, czy choćby raka, a gdy pojawiła się nieznana nauce(?) choroba w kilka miesięcy ze sześć „niezależnych” jednostek opracowuje i wprowadza do obrotu na masową skalę gotowy produkt? I czy to normalne, że Wynalazca i Producent, zamawiający czyli Państwo, podający czyli Lekarze i Pielęgniarki gremialnie zrzekają się odpowiedzialności za ten preparat i każą Pacjentowi podpisać zrzeczenie się prawa do roszczeń za skutki przyjęcia owego tworu? To już wyjaśnić może chyba tylko Ekspert – Kapłan Zagłady. Aż straciłem smaka na zupę z nietoperza…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz