środa, 15 lipca 2026

Rysa na rysunku tygrysa z rysiem w irysach na Rysach.


I tak jak wczoraj był dzień kobiet rozbuchanych cieleśnie z poważnym deficytem pigmentu, tak dziś nastał dzień ślicznych pań, które swoją osiemnastkę obchodziły już dwukrotnie. Już na przystanku zanosiło się, że pragmatyczność i oszczędność niewiast skłoniła je do założenia na gołe stopy klapek, względnie sandałków z tworzywa, żeby wilgoć nie zniszczyła rajstop i wyjściowych butów z cielęcej skórki. Elegancka, fałszywa blondynka, nieelegancko ziewała, jakby stomatolog miał pobrać odcisk jej szczęki do celów sobie tylko znajomych. A twarz miała tak piękną, że (jak sugerował pan Pratchett) spokojnie mogła tysiąc okrętów wysłać za morze. Jakaś królewna czekała pod wiatą przystankową i żeby nie zamoczyć szlachetnych, rasowych pęcin wspięła się na ławkę, z wysoka wyglądając transportu.


Wsiadłem w tramwaj – po trosze z konieczności, po trosze z ciekawości. Bo w taką pogodę wsiada się, by przekonać się, dokąd pojedzie tramwaj. Mój był uprzejmy pokonać Rzekę dwa mosty dalej niż zwykle, udowadniając, że „O jeden most za daleko” to dopiero byłą rozgrzewka, a czas eskalacji mamy przed sobą. Potem na drodze do codzienności został mi tylko tor przeszkód godny Wielkiej Pardubickiej. Świeżo wyklute dziury i wądoły chodnikowe, stojące w poprzek bariery i nieznanej głębokości rowy z wodą. Survival na całego, dopełniony jeszcze potopem z zatkanych i dziurawych rynien, oraz beztroskie wodotryski spontanicznie powoływane do życia kołami samochodów. Kierowca Audi (oni i ci z BMW są najgorsi) usiłował mnie rozjechać, licząc pewnie, że swoim kruchym ciałem wygładzę luki w jezdni z kocich łbów.


Nieopodal sklepu z napojami dla dorosłych klęczy brodacz i płucze twarz woda z butelki. A za przystankiem rosła mirabelka o owocach w kolorze którego nie powstydziłyby się dojrzałe morele. Kierowca MPK, czekając na zmiennika obszarpał niższe gałęzie i skompletował deser na drugą zmianę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz