Niebo pomarszczone zniechęca kota do eksploracji osiedlowych dziur w trawnikach i skłania do ukrycia się w ramionach korony wiązu. W drodze uśmiecham się do zabawki słownej z nazwą firmy fryzjerskiej – HAIRETIC. Frywolność wywołana do tablicy każe wspomnieć trzy nastoletnie gracje, które wczoraj wodziły wzrok na pokuszenie obłędnie wypracowanymi ruchami młodych pup. Pan z pieskiem, którego nie lubię od pierwszego wejrzenia i w swoim uczuciu jestem więcej niż konsekwentny zapomniał nie tylko o psie, ale i o telefonie w dłoni. Jak zahipnotyzowany odprowadzał te pośladki, starając się nadążyć za każdym szczytem trzech zsynchronizowanych w fazie sinusoid.
Mająca zakończyć się w tym tygodniu budowa zwyczajnie na taką nie wygląda. Ale, nie wieszajmy psów nadaremnie, jak ową kozę, co zamiast konia dała szyję (koń zawinił, kozę powiesili, podobno pochodzi od zdarzenia drogowego – gdyby ktoś nie pamiętał. Szlaban spadł na drogę, żeby pociąg miał wolny tor. Zatrzymał się gość z rowerem, za nim stanęła dorożka konna, następnie samochód. Kolejka rosła, a pociąg nie pojawiał się. Koń chciał ugryźć cyklistę i dostał w pysk, więc cofnął się i dyszel wozu wjechał pod maskę samochodu. Armagedon drogowy. Wszyscy się kłócili. Gość, co kozę pasał, przywiązał ją do szlabanu i usiłował wytłumaczyć o co chodzi, bo wszystko widział. Nim się uspokoiło, pociąg przejechał, szlaban poszedł w górę i koza zawisła. Tak przynajmniej słyszałem, ale skąd, to już nie wiem. Grunt, że powiedzonko zostało.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz